Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Redakcyjne podsumowanie płyt 2014 roku - wyniki!

17 Stycznia 2015

Miniony rok, w przeciwieństwie do 2013, nie obfitował w wielkie arcydzieła czy wielkie powroty. Było za to sporo nowości...


Trafiło nam się za to kilku debiutantów, których płyty zachwiały dotychczasową hierarchią w rockowym świecie. Jaki więc był ten 2014 rok? Przed Wami nasze podsumowanie - najlepsze naszym zdaniem albumy minionych 12 miesięcy.

Polska:

5. JOHN PORTER - "Honey Trap"

W sumie nie do końca wiedzieliśmy, jak oceniać tę płytę. Polska ona czy nie? W końcu nowy krążek Portera powstał w Anglii, z udziałem wyłącznie brytyjskich muzyków. Uznaliśmy jednak, że związki Portera z naszym krajem są tak silne, że przymkniemy na to oko. A muzyka? Mówi sama za siebie. Niespieszna, wreszcie gitarowa, z niedzisiejszym brzmieniem. A jednak przyciąga.


4. HAPPYSAD - "Jakby nie było jutra..."

Panowie z happysad przyzwyczaili nas do eksperymentów, ale jeszcze nigdy na taką skalę. Przy współpracy z Marcinem Borsem, którego udział w sesji nagraniowej jest nie do przecenienia, powstał album gitarowy, ale zarazem bardzo nieoczywisty w brzmieniu. "Jakby nie było jutra..." to płyta eklektyczna, gdzie prawie nie ma już punk rocka, przewija się za to mnóstwo elektroniki i nietypowych melodii. Dla niektórych pewnie rozczarowanie roku, dla nas - jedna z bardziej pozytywnych niespodzianek.

3. ARTUR ROJEK - "Składam się z ciągłych powtórzeń"

Wszyscy, którym nieobce są dokonania Myslovitz zastanawiali się pewnie, jak potoczą się losy muzyków po rozpadzie grupy. Opuszczenie szeregów zespołu przez głos i lidera mogło skończyć się fatalnie dla kapeli, ale i samego Artura. Istniejący dziś z innym wokalistą Myslovitz poradził sobie nieźle, choć bez rewelacji, natomiast solowa płyta Rojka to małe dzieło sztuki. "Składam się z ciągłych powtórzeń" można odbierać jako wizytówkę muzyczną kariery tego artysty - są tu elementy twórczości Lenny'ego Valentino, jego "offowych" inspiracji oraz oczywiście samego Myslovitz. Jednocześnie wszystko podane jest w nowy, inny niż dotychczas sposób. Jest melodyjnie, ale i ambitnie. Zasłużone podium.


2. VOO VOO - "Dobry wieczór"

Który to już raz Wojciech Waglewski pokazuje, że jest artystą przez duże "a"? W 2013 była świetna płyta nagrana z synami, teraz doskonały doprawdy album Voo Voo. "Dobry wieczór" to krążek rockowy, ale w nieszablonowy sposób. Dużo w tym graniu przestrzeni i miejsca na improwizację, dzięki czemu muzyka nabiera jazzowego posmaku, zwłaszcza dzięki partiom saksofonu Mateusza Pospieszalskiego oraz kontrabasu, na którym gra Karim Martusewicz. Mocnym elementem płyty są solówki gitarowe Wojciecha Waglewskiego, który stawia na wyczucie, a nie na pozbawione emocji szpanowanie wirtuozerią. Niekoniecznie "wchodzi" od pierwszego przesłuchania, ale warto dać jej szansę.


1. ORGANEK - "Głupi"

Tak pisze nasz recenzent: "Kiedy doświadczony muzyk, który z niejednego pieca chleb jadł, a zarazem świetny kompozytor i błyskotliwy autor tekstów zabiera się za nagranie garażowej, zadziornej płyty rockowej, w której nie brak folkowo / bluesowych nut, tętniących amerykańską tradycją, ale też doprawionej szczyptą słowiańskiej nostalgii, po prostu musi być dobrze. Kawałki takie jak "Nazywam się Organek" (swoista wizytówka), "Młodzież szuka sensacji", czy "Kate Moss" to po prostu przebojowe gitarowe killery, udowadniające, że prostota jest w muzyce rockowej najlepsza, pod warunkiem, że ma się solidne muzyczne podstawy i czuje się podobne granie. Z Organkiem tak niewątpliwie sprawy się mają. Polska odpowiedź na The Black Keys? Być może. Nietrudno doszukać się tu też echa twórczości The White Stripes, czy Jet. Ale płyta Organka wcale nie jest jednowymiarowa, ani wtórna." I faktycznie - nie znać tej płyty to nawet nie grzech - to... głupota. Jednocześnie płyta jak i debiut roku na polskiej scenie.

Świat:


5. PINK FLOYD - "The Endless River"

Nowy album Floydów był wielkim zaskoczeniem zeszłego roku. Był też sporą kontrowersją i podzielił po równo fanów PF. Powinni Panowie Gilmour i Mason wypuszczać kolejną porcję muzyki czy nie? My uważamy, że dobrze się stało. Ta instrumentalna niemal w całości płyta to hołd złożony przez Floydów własnym wielkim dokonaniom. Oddajmy głos recenzentowi: "Sieć kilkuminutowych utworów i liczniejszych, króciutkich, ale pięknych miniatur, na których nęcące dźwiękowe haczyki łapie się nasze serce. Nie docenią być może czaru tej płyty wszyscy, nie na każdego podziała z równą siłą, niemniej warto spróbować. Znowu ocena naznaczona trochę kontekstem dzieła i jego kalibrem, ale to po prostu świetna muzyka."


4. ROBERT PLANT - "Lullaby ... And The Ceaseless Roar"

oraz ex equo

SLASH FEAT. MYLES KENNEDY & THE CONSPIRATORS - "World On Fire"

Zacznijmy od Planta - wedle starszeństwa. Kolejna płyta legendy. Robert Plant już "nic nie musi". Jego wielkie dokonania zarówno w czasach Led Zeppelin jak i solowej działalności są nie do podważenia. Nową płytą udało mu się odświeżyć nieco zardzewiały już wizerunek. A muzyka? Magiczna.

Co do Slasha... "O konwencji najnowszego wydawnictwa Slasha można powiedzieć tyle: to rozpędzony pociąg składający się z 17 wagonów (utworów), który, gnając na złamanie karku, zapewnia nam blisko półtorej godziny wycieczki po najciekawszych miejscach w oldschoolowym rockandrollowym graniu." - tak pisze nasz recenzent. Ex - Guns korzysta w pełni z klasycznych motywów, nie zapominając o tym, żeby było nowocześnie. Najbardziej energetyczna płyta zeszłego roku.

3. SWANS - "To Be Kind"

Zespół Michaela Giry istnieje od ponad 30 lat, ale chyba nigdy jeszcze nie był w tak wyśmienitej formie. Po ogromnym sukcesie poprzedniego albumu - "The Seer", Swans wyprowadzają kolejny cios w postaci "To Be Kind". Większość utworów na "To Be Kind" to długie, wielowarstwowe i eksperymentalne konstrukcje, wewnątrz których nastrój i brzmienie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Właściwie cała płyta skonstruowana jest na zasadzie emocjonalno-brzmieniowej sinusoidy. Spokój i ukojenie przechodzą stopniowo w hałas, który potem nieco traci na sile, by ostatecznie znowu się uspokoić, a jak starczy czasu, ponownie przerodzić się w coś złowrogiego i odstraszającego. Nasz recenzent pisał tak: ""To Be Kind" jest płytą kompletną, złożoną z niezwykłą precyzją, płytą, która zadziwia mnogością patentów i stylów tak śmiało stosowanych przez panów ze Swans."

2. HOZIER - "Hozier"

Debiut marzenie. Kolejny, który utwierdza nas w przekonaniu, że 2014 rok był przede wszystkim rokiem debiutantów. Płyta, którą jak pisze nasz recenzent, artysta wcale nie zabiegał o sukces komercyjny, taki sukces niewątpliwie odniosła. Eklektyczna. Monumentalna, by za chwilę stać się subtelną. Muzyka autorska, a jednak tak niesamowicie wpada w ucho. Blisko geniuszu.

1. ROYAL BLOOD - "Royal Blood"

Zaskoczenie roku! Nikt chyba nie spodziewał się, że debiutanci tak zamieszają w rockowym światku. Brytyjski duet proponuje muzykę energetyczną, mocną i żywiołową. Nie pozbawioną jednak melodii. Oddajmy po raz ostatni głos recenzentowi: "Royal Blood to grający na perkusji Ben Thatcher oraz szarpiący cztery struny i śpiewający Mike Kerr. Perkusista i basista. Jakim cudem to działa? Nie tylko dlatego, że Mike gra na niewiarygodnie przesterowanym basie - gwarantuję, że nie odróżnicie dźwięków, które produkuje od "normalnej" gitary. Siła tego zespołu bierze się z niespotykanej wręcz w tym rejonie muzycznej młócki świeżości oraz pokładów energii, którą można by obdarzyć kilka innych ekip. Czy ta płyta ma jakieś słabe punkty? No nie ma. Krótko i na temat: Royal Blood, choć mamy dopiero wrzesień, to dla mnie debiut roku na alternatywnej scenie. Przy okazji jedna z lepszych płyt rockowych wydanych w 2014 roku w ogóle." Okazuje się że najlepsza :)

***

Przy okazji kilka albumów wydanych w 2014 roku, które przepadły w demokratycznym głosowaniu, a zasługują na uwagę:

Polska: Illusion - "Opowieści", Lunatic Soul - "Walking On The Flashlight Beam", Dr Misio - "Pogo", Ceti - " Brutus Syndrome", Behemoth - "The Satanist", Curly Heads - "Ruby Dress Skinny Dog"

Świat: Jack White - "Lazzaretto", The Common Linnets - "The Common Linnets", Kasabian - "48:13", California Breed - "California Breed", Foo Fighters - "Sonic Highways", The Black Keys - "Turn Blue", Mark Lanegan - "Phantom Radio", Angus & Julia Stone - "Angus & Julia Stone", Eels - "The Cautionary Tales Of Mark Everett", Mick Flannery - "By The Rule"

RM

Tagi: podsumowanie, 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Dodaj aktualności, wieści, newsy

Wiesz o ciekawym wydarzeniu? Możesz dodać informację do naszej bazy danych korzystając z tego formularza.


Dodaj aktualność, wieść, newsa


Zapraszamy także wszystkie zespoły i instytucje chcące publikować materiały na specjalnych warunkach. Zapraszmy do kontaktu.

Nowe recenzje

Szukamy współpracowników!

Lubisz muzykę?
Internetowy serwis muzyczny Rock Magazyn poszukuje nowych współpracowników! Szukamy osób chcących pisać newsy, recenzje, artykuły oraz tworzyć największą bazę muzycznych materiałów, a także pomagać nam w tłumaczeniu materiałow z języka angielskiego na polski.

Robisz dobre zdjęcia?
W dalszym ciągu poszukujemy osób które chciałby przygotowywać fotorelacje z koncertów.

Szczegóły w dziale rekrutacja
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.