Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Muzyczne podsumowanie 2010

13 Czerwca 2011

Drogi Czytelniku, w zamierzeniu autora miałeś przeczytać ten tekst na początku tego roku. Nie wyszło. W grudniu święta, więc autor odpoczywał, w styczniu witał nowy rok z iście rock'n'roll-ową werwą, a potem znowu długo odpoczywał. W lutym uciekł na urlop i sączył piwo spoglądając z wypisanym na twarzy niezrozumieniem na bardziej ambitnych narciarzy. W marcu dłuugo świętował urodziny (nieważne które), by w kwietniu uświadomić sobie, że coś miał napisać na początku roku. W maju przypomniał sobie, co miał napisać i napisał. A w czerwcu? W czerwcu ma jeszcze nadzieję, że ktoś z Was zechce to przeczytać! Przy okazji pozdrawia.


Koniec roku zawsze skłania mnie do refleksji. Gdy zacząłem zastanawiać się nad albumami, które zrobiły na mnie największe wrażenie od razu pomyślałem o Kasabianie i Editors, ale... to przecież było rok wcześniej! Obie ekipy nie uraczyły nas nowymi płytami i może dobrze, bo ciężkie zadanie przed nimi. Kasabian po nagraniu rewelacyjnego "West Ryder Pauper Lunatic Asylum" stanął nad przepaścią, z której albo wzleci jeszcze wyżej (cholernie trudno to sobie wyobrazić) albo zrobi krok w tył; trzeciej opcji - upadku - nie zakładam). Co zrobią Editors, to też nie lada zagadka, zwłaszcza, że "In This Light and On This Evening" znacznie różnił się od pierwszych dwóch krążków, zbliżonych klimatem do Joy Division.

Na całe szczęście honor wielkich rockmenów nowego pokolenia uratował niezawodny Jack White. Najpierw wypuścił nowy album z Dead Weather ("Sea of Crowds"), a potem sprezentował fanom koncertówkę White Stripes! Dead Weather nie zawiódł i przyniósł jeszcze bardziej eksperymentalną podróż w najlepsze czasy rocka. To samo można też powiedzieć o The Black Keys, których nowy album "Brothers" wywołuje niemal identyczne odczucia. Wracając jeszcze na chwilkę do White'a, muszę powiedzieć, że długo czekałem na koncertówkę White Stripes i z pewnością nie tylko ja przyjąłem ją z euforią! Myślę, że można też obiektywnie (a więc usuwając euforię choć trochę na bok) powiedzieć, że album jest na wskroś udany.

Skoro już jesteśmy przy nagraniach koncertowych, nie sposób przemilczeć dwupłytowego wydawnictwa Davida Bowiego - "Reality Tour". To swoisty "best of" z 33 utworami wykonanymi - jak przystało na tego giganta - z energią i klasą. Dużą niespodziankę zrobił też Petr Stepan i (w końcu!) wydał koncertowe nagrania XIII Stoleti, które jak wiadomo ma u nas sporą rzeszę fanów. Ze studyjnych albumów najcieplej wspominam Manic Street Preachers. Trzeba przyznać, że ta ekipa idzie jak taran. W 2007 powrócili ze świetnym "Send Away The Tigers", dwa lata temu zaskoczyli świat wydając surowy "Journal For Plague Lovers", zaś w zeszłym roku znowu powrócili do bardziej przebojowego grania. Wyszedł z tego bardzo spójny rockowy album, na którym idealnie uchwycili proporcje pomiędzy przebojowością a rockowym czadem.

Myślę, że zadowoleni powinni być też fani Danziga i Killing Joke. Może ich nowe nagrania nie są rewolucyjne ale trzymają wysoki poziom i z pewnością jest czego posłuchać. Równie dobrze przypomnieli o sobie The Fall. Dla niektórych dużą niespodzianką była zapewne nowa płyta Gorillaz, ciepło (ale nie przesadnie ciepło) przyjęta przez prasę. Osobiscie bardziej liczyłem na reaktywację Blur i z dużą radością słuchałem ich nowego utworu ("Fool's Day"), przygotowanego specjalnie z okazji dnia sklepu płytowego. Pod koniec roku niespodzianka przyszła z obozu Motorhead, bowiem szalony Lemmy sprezentował nam kolejną niezwykle energetyczną płytę. Wiadomo - nic nowego, bo Motorhead to Motorhead ale właśnie tego od nich przecież oczekujemy, czyż nie?!

Tym, którzy lubią szybkie ostre, ale zarazem melodyjne dźwięki powinni posłuchać super-grupy Avantasia. W tamtym roku ukazały się aż dwie płyty ozdobione tym szyldem - "Angel of Babylon" i "The Wicked Symphony". Obie są wspaniałe! Równie mocno urzekła mnie także nowa płyta rumuńskiego zespołu grającego folk-black metal (jak zwał tak zwał) Negură Bunget, zatytułowana "Vîrstele pămîntului". Ta rumuńska kapela zaliczana jest już do największych gwiazd black metalu.

Odchodząc na chwilkę od stricte rockowych klimatów muszę wspomnieć przede wszystkim o "Distance Relatives" duetu Nas/Damian Marley. Dla mnie to właśnie najważniejsza płyta tego roku (i jedna z najważniejszych płyt ostatnich 10 lat!). To nic innego jak wybuchowa, fantastycznie brzmiąca mieszanka rapu, reggae i afrykańskich rytmów zaklęta w jednej płycie (polecam zwłaszcza winyl!). Popisał się także Kanye West, który zbiera bardzo entuzjastyczne recenzje za "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" (znajdziecie na nim nawet cytat z King Crimson!). Mile zaskoczyła Macy Gray ze swoim "Sellout", a to, co zrobił Jay Z z Alicią Keys w utworze "Empire State Of Mind" to czyste szaleństwo, które nie poruszy chyba tylko wyjątkowo twardogłowych. A co zrobił Fatboy Slim z Davidem Byrne? Z pomocą wielu wspaniałych wokalistek nagrali urzekający koncept-album inspirowany życiem pierwszej damy Filipin - Imeldy Marcos. Nie jest to z pewnością album wybitny, ale i tak zasłużył na wyróżnienie.

Poza tym nieoczekiwanie przypadła mi do gustu śmiała interpretacja płyty "Dark Side Of The Moon". Flaming Lips wyszli z tej karkołomnej próby obronną ręką. Nawet jeśli komuś nie podejdzie, to na pewno nie może powiedzieć, że jest to tylko odegrany materiał. Skoro już zachaczyliśmy o Pink Floyd muszę wspomnieć, że płyta "The Orb" z gościnnym udziałem Gilmour'a nie zrobiła na mnie ż a d n e g o wrażenia. Podobne odczucia mam do wychwalanego w prasie debiutu The Drums. Rewelacyjny (ponoć) drugi album The Klaxons wydał mi się dość niestrawny - podoba mi się jego brzmienie, ale nic poza tym.

Wielki Ozzy Osbourne też się nie popisał. Utwór promujący płytę ("Let Me Hear You Scream") odrzucił mnie tak bardzo, że z dużym opóźnieniem przesłuchałem całą płytę i mogę szczerze wyznać, że zaledwie kilka utworów mi się podoba. Takie same uwagi mam też do nowego albumu Iron Maiden - niby jak to mówią "trzyma poziom" (co to określenie tak naprawdę znaczy, ktoś mi powie?) ale brak tutaj takiej czystej energii i nowych pomysłów, choć momentami na prawdę fajnie się słucha. Weterani z Helloween i Accept także wydali nowe płyty i mam wrażenie że bardziej się postarali. Szczególnie nowa płyta Accept zasługuje na uwagę. "Coverowy" album Santany ("Guitar Heaven") nie przekonał mnie... delikatnie mówiąc! Tak samo jak szumnie zapowiadany, rzekomo prezentujący niepublikowane wcześniej nagrania krążek Hendrixa. Byłem też zawiedziony płytą Linkin Park, choć podchodziłem do niej kilka razy.

Najlepsza polska płyta pojawiła się już w lutym, bowiem właśnie wtedy Strachy Na Lachy wypuściły na rynek "Dodekofonię". Ten krążek z pewnością zapisze się w kanonie polskiego rocka. Świetne teksty, świetna muzyka. Długo czekałem na taką płytę. Do tego zespół zadbał o to, by pojawiła się w pięknym digipacku, a także w wersji winylowej (dwie białe płyty vinylowe - cudo!) Nie zawiódł też Dezerter i szczerze powiem - powalił mnie na kolana nowym krązkiem. Klasę pokazał znowu De Press, mierząc się z twórczością wielkiego Norwida. Oświadczam niedowiarkom - wyszli z tej batalii z podniesioną głową! Skoro już przy Norwidzie jesteśmy to chciałbym odnotować również pierwsze polskie wydanie koncepcyjnego albumu Stana Borysa - "Piszę pamiętnik artysty", na którym również możemy usłyszeć interpretację twórczości wielkiego Norwida. Dotychczas ten zalbum znany był jedynie z pierwszego i jedynego amerykańskiego wydania (1988). Rzecz bardziej dla kolekcjonerów, bo wartość artystyczna jest dyskusyjna.

Co tam jeszcze mieliśmy.... nowy krążek Apteki z nie tylko kontrowersyjnymi tekstami, ale też i okładką, która notabene jest najlepszym elementem tego wydawnictwa (ksiądz Jankowski trzymający w ręku gnata), baaardzo udany "Kult bez prądu" (swoją drogą z wydaniem tego przed świętami to trafili), drugi "Fishdick" Acid Drinkers (nigdy nie byłem wielkim fanem kwasopijców i nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale "Fishdick" ma świetne momenty) i... Brodka! Najpierw usłyszałem jeden utwór w Trójce, potem sięgnąłem po całą płytę zatytułowaną "Granda". Powiem tylko tyle - album jest doskonały! Bardzo ucieszyłem się z krążka Kryzysu ("Kryzys komunizmu")... wreszcie!

Szczerze mówiąc, jak myślę o polskiej muzyce w 2010 to są też duże rozczarowania. Muniek zaprezentował pierwszy solowy album i choć okazał się bestsellerem, to jego wartość artystyczna - w mojej opinii - jest znikoma. Jan Bo na solowej płycie udowodnił, że ma, jak to mówią - dobry warsztat, ale też kiepski głos i słabe pomysły na utwory. Budka Suflera odcięła kolejne kuponiki od swojej popularności. Kasia Kowalska zamiast nagrać coś swojego, szarpnęła się na szlagiery Republiki i, lekko mówiąc, nie wyszło to najlepiej (choć słyszałem też przeciwne zdania). Duet Krajewski/Piaseczny wydał bardzo przeciętny krążek koncertowy. Nie zachwycił także 52 um ze swoim "Superego". A na dodatek zawiódł Perfect (zwłaszcza to ciężko mi przeboleć), choć 2-3 utwory z nowej płyty są wręcz doskonałe!

Cieszą natomiast reedycje starych płyt. W końcu (w k o ń c u - powtarzam) doczekaliśmy się reedycji albumów Budki Suflera. Choć sposób wydania (dlaczego tylko empik) musi budzić kontrowersje, to jednak nie sposób przemilczeć to wydarzenie. Kto chciał kupić "Cień wielkiej góry" albo "Przechodniem byłem między wami" musiał wypatrywać na aukcjach z odłożonymi 2 stówkami, więc sytuacja uległa zmianie. Tu i ówdzie słyszało się jednak słowa krytyki dotyczące tych wznowień a konkretnie jakości remasteringu. Osobiście wciąż czekam na kompaktowe wznowienie "Dobranoc" Lecha Janerki... może w tym roku?

Appendix:

Poza wspomnianymi powyżej płytami chciałbym jeszcze zwrócić Waszą uwagę na pozostałe wydawnictwa, które co prawda słyszałem ale nie zdążyłem wyrobić sobie o nich zdania, wydaje mi się jednak, że są warte uwagi. Macie własne propozycje/komentarze dotyczące tamtego-rocznych wydawnictw - piszcie!

Skunk Anansie - Wonderlustre
Lao Che - Prąd stały / Prąd zmienny
Kings Of Leon - Come Around Sundown
Paul Weller - Wake Up The Nations
Monster Magnet - Mastermind
Slash - Slash
Black Country Comunion - Black Country
Neon Nights - 30 Years Of Heaven And Hell
Neil Young - Le Noise
Anathema - We're Here Becouse We're Here
Airbourne - No Guts. No Glory
Robert Plant - Band Of Joy
Kid Rock - Bron Free

Tommy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.