Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Hard Rock Cafe - Zaczęło się przy piwie

4 Sierpnia 2012

Krótka historia jednej z największych sieci restauracji na świecie. Sieci, w której jedzenie pełni funkcję dekoracyjną. Zapewne większość z nas mniej lub bardziej kojarzy charakterystyczne logo Hard Rock Cafe. Przede wszystkim z popularnych i - co by nie mówić - szpanerskich t-shirtów.


Zaczęło się bardzo niewinnie - w 1971 roku przebywający na emigracji dwaj Amerykanie - Isaac Tigrett do spółki z Peterem Mortonem - założyli w Londynie mały klub. Prócz dobrej muzyki oferowali całkiem efektowne wnętrze lokalu (urządzono go w zlikwidowanym salonie Rolls-Royce'a) usytuowanego w bardzo ruchliwym i urokliwym miejscu - na skraju Hyde Parku. Ponadto Jankesi mieli ogromny fart, bo przy kuflu piwa w zadymionym pomieszczeniu zwykł przesiadywać lubiący wówczas zdrowo popić Eric Clapton. Że miejsce było ruchliwe i często trudno było mu napić się przy ulubionym stoliku, postanowił go sobie zarezerwować. Przyniósł więc mocno zwichrowanego, niemal rozpadającego się czerwonego Fendera Lead II. Co istotne, pozostawił gitarę bez podpisu, ale i tak patent się sprawdził.

Niedługo potem gadżet zauważył inny gość londyńskiego baru, Pete Townshend. Lider zespołu The Who był przyjacielem Claptona, pomagającym mu wyjść z nałogów (liczba mnoga nieprzypadkowa) w najtrudniejszych chwilach. Postanowił zrobić koledze psikusa i udowodnić, iż on także zasługuje na wyróżnienie - wysłał więc do szefów Hard Rock Cafe sporych gabarytów paczkę, w której oprócz Gibsona Les Paula znajdował się liścik o sympatycznej treści: "moja jest równie dobra jak jego - pozdrowienia, Pete".

I tak ruszyła prawdziwa lawina. Przez kilkadziesiąt kolejnych lat jeden bar rozmnożył się w trudną do zliczenia ilość placówek na całym świecie. Dziś Hard Rock Cafe to potężna sieć 175 placówek w 53 miejscach. Nawet tak egzotycznych jak Aruba (Małe Antyle), Bengaluru (Indie), Maui (Hawaje), czy Makati (Filipiny). Sieć zagościła też nad Wisłę - w 2007 roku w Warszawie, a rok później w Krakowie. Zapewne gdyby nie ten drobny incydent, z udziałem panów Claptona i Townshenda, właściciele londyńskiej knajpy zwinęliby swój majdan, zmienili szyld lub w najlepszym przypadku prosperowali jako jedna z milionów zadymionych restauracyjek na świecie.

Czas jednak pokazał, że gitary to za mało i od kilku dekad sensem istnienia i nieustannego poszerzania Hard Rock Cafe o kolejne siedziby są właśnie unikalne pamiątki, podarowane sieci przez samych artystów, lub zlicytowane za niebagatelne pieniądze na rozmaitych aukcjach. Pod każdą długością i szerokością geograficzną można znaleźć ubrania największych sław światowej muzyki, z uwzględnieniem tych ciężko grających. W samym tylko Krakowie znajdziemy ponczo Jimiego Hendrixa, harmonijkę Boba Dylana, złoty mikrofon Roberta Planta, stroje sceniczne Briana Maya i Prince'a. Nie powstydzono się też pamiątek od polskich gwiazd, jak choćby Bena Otręby z Dżemu czy Muńka Staszczyka z T. Love. Uprzedzam, że zamówienie czegokolwiek w barze wiąże się z rezygnacją zwiedzania reszty Krakowa i powrotem do domu na piechotę. Ale na całe szczęście, natrętni turyści z aparatami nie są z restauracji wyganiani.

Wspomniane eksponaty, mogące uczynić z sieci HRC filię wielkiego Rock'n'Roll Hall of Fame z Cleveland, przyciągają do stołów celebrytów (a wśród nich muzyków marzących o pójściu w ślady Claptona i Townshenda) oraz obdarzonych sporą ilością gotówki (lub nieosiągalnym dla wielu limitem na karcie) gości, będących motorem napędzającym sieć. Zwłaszcza, że HRC to nie tylko okolicznościowe trykoty, drogie breloczki i drinki dostępne w cenie kremlowskiego kawioru. W niektórych z nich otwiera się hotele, w Las Vegas powstał ogromny kompleks łączący restaurację z hotelem i rzecz jasna kasynem, zaś w Południowej Karolinie otworzono liczący ponad 600 m2 park. Z kolei warszawski "oddział" HRC jest jedynym w Europie, w którym mieści się profesjonalne studio radiowe, z którego nadaje Antyradio. W "Hard Rocku" odbywają się też dziesiątki koncertów, często wykonawców niekoniecznie grających w sposób rozdzierający błonę bębenkową. Jeśli będziecie w okolicy któregoś z tych "muzeów", wpadnijcie koniecznie. Choćby po to, by zrobić kilka pamiątkowych zdjęć.

Maciej Madey

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.