Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


10 Najlepszych debiutów płytowych lat 90'.

22 Marca 2013

Cofamy się dalej w czasie. Tym razem prezentujemy najlepsze, naszym zdaniem, debiuty płytowe nagrane w latach 90'. Nie przypadkowo większość z nich miała swoją premierę w pierwszej połowie tej dekady. W późniejszych latach rock przeżywał kryzys za sprawą rosnącej popularności muzyki rap. Ale do rzeczy...


Temple Of The Dog - Temple Of The Dog (1990)

Supergrupa Temple Of The Dog to efemeryczny projekt zainicjowany przez przyjaciół przedwcześnie zmarłego Andrew Wooda (wokalisty zespołu Mother Love Bone). Naznaczona dramatem płyta była niestety zapowiedzią kolejnych tragicznych wydarzeń w życiorysach muzyków związanych z grunge'ową sceną lat 90 - Kurta Cobaina i Layne Stalyea. Powstał album wybitny, poruszający i przeszywający do głębi. Wystarczy posłuchać duetu wokalnego Chris Cornell - Eddie Vedder w "Hunger Strike". "Temple Of The Dog" przywrócił pamięć o wokaliście Mother Love Bone, bezpowrotnie odzierając muzykę rockową lat 90 z beztroskiej narkotykowej niewinności. Muzycznie album wyrasta z blues-rockowego etosu, choć każdy dźwięk zagrany jest tu na grunge'ową nutę.


The Black Crowes - Shake Your Money Maker (1990)


Na początku lat 90' bracia Chris i Rich Robinsonowie (autorzy niemal wszystkich utworów na tej płycie) przywrócili modę na southern rockowe brzmienia. A działo się to przecież w samym środku grunge'owej zawieruchy! Jak im się to udało? Pewnie sami powtarzali sobie to pytanie nie raz, bo już nigdy później nie powtórzyli sukcesu, jaki towarzyszył wydaniu debiutanckiej płyty - pięć milionów sprzedanych egzemplarzy i 18 miesięczna okupacja amerykańskich list przebojów mówią same za siebie. "Shake Your Money Maker" to wulkan blues rockowej energii, której nie powstydziłby się AC/DC, niesamowity feeling znany z występów Lynyrd Skynyrd i bujające rytmy, o które zapewne zazdrośni byli w owym czasie ZZ Top. Niestety w odróżnieniu od wszystkich wymienionych kariera The Black Crowes potoczyła się we wprost odwrotnej kolejności.


Smashing Pumpkins - Gish (1991)



Obiektywnie rzecz biorąc debiut Smashing Pumpkins to jedyne w pełni zespołowe dzieło tego zespołu. W jego komponowaniu brali udział wszyscy muzycy składu, a nie jak to będzie bywało w przyszłości jedynie Billy Corgan. Płyta została wydana w chwili, kiedy świat nie znał jeszcze "Nevermind" Nirwany i była zapowiedzią powrotu muzyki gitarowej do mainstreamu. Gitarowa surowizna, garażowe brzmienie, skontrastowane są tu pełnymi pasji i delikatności, niedoskonałymi wokalizami Corgana. Przepych, pomysłowość i bogactwo kompozycji z powodzeniem mogłaby stanowić oprawę kilku albumów rockowych. Do "Gish" najbardziej pasuje mi słowo "art.-grunge".

Pearl Jam - Ten (1991)


Ze wszystkich topowych grunge'owych kapel to właśnie Pearl Jam wydaje się być tą najmniej radykalną, co potwierdza też pierwsza płyta zespołu. Jest tak samo gwałtowna jak dzieła Nirvany, ale jednocześnie pod względem brzmienia ustępuje im wściekłoscią. Eddie Vedder w przeciwieństwie do Cobaina nie krzyczy a śpiewa - tak jakby grał w zespole hardrockowym. Gitarzystom także zdarza się odjechać w stronę hardrocka a nawet o zgrozo! - ku blues rockowym odmętom. Ale amerykańskim nastolatkom zupełnie to nie przeszkadzało, bo muzyka z "Ten" to mimo wszystko mocno osadzony w ich świecie monolog wrażliwego człowieka ze sporym bagażem (często negatywnych) doświadczeń. "Ten" stanowi niezwykły pomost pomiędzy starym a nowym "porządkiem". Nawet jeśli nie przepadacie za kolesiami we flanelowych koszulach i trampkach, to za nic w świecie nie będziecie w stanie odmówić sobie przesłuchania tej płyty ponownie.

Rage Against The Machine - Rage Against The Machine (1992)


Dobrze, że premiera tej płyty nie zbiegła się w czasie z pamiętnymi zamieszkami w centrum Londynu, bo podsycony w ten sposób ogień mógłby do dzisiaj trawić zgliszcza "cywilizacji bankierów". Zack de la Rocha przez ponad 50 minut wyrzuca z siebie gniew na absurdy rzeczywstości i gdyby wsłuchać się bliżej w te wszystkie manifesty to okaże się, że wciąż - 20 lat po wydaniu płyty, pozostają aktualne. Siłą RATM było połączenie ultraciężkich riffów gitarzysty wizjonera - Morello ze wściekłym, rapującym śpiewem zdeterminowanego do obalenia systemu la Rochy. Od czasu debiutu Black Sabbath nie powstało nic o podobnej wymowie i sile rażenia. Aż do 3 listopada 1992 r. Konkluzja jest bardzo prosta - chcecie powkur... sąsiadów, zdemolować centrum handlowe lub niszczyć stary porządek - to jest godny soundtrack.


Suede - Suede (1993)



Jeden z najbardziej przebojowych debiutów lat 90. W czasach wszechogarniającego grunge'owego boomu, ten album jawił się jako nad wyraz śmiały i świeży. Przywrócił wiarę w nieskazitelnie czyste i piękne melodie. Z piosenek emanował teatralny romantyzm dokonań Bowiego, przebojowość The Smiths, oraz typowo brytyjska melancholia. Album po prostu bezpretensjonalny, który w sumie definiuje brytyjską indie rockową, czy jak niektórzy wolą - brit-popową, scenę muzyczną po dziś dzień. Hity pokroju "So Young" czy "Animal Lover" to jedne z hymnów lat 90. Duet kompozytorski Brett Anderson - Bernard Butler to zaś jeden z najmagiczniejszych, zarazem najbardziej toksycznych "muzycznych związków" w historii rocka. Ich kłótnie były obok słownych demolek braci Gallagher stałym tematem brytyjskich bulwarówek.


Sunny Day Real Estate - Diary (1994)



Sunny Day Real Estate to dla wielu fanów rocka pierwowzór muzycznej niezależności. Ich debiut "Diary" zdefiniował muzykę emo, uzupełniając jej garażowy charakter o piękne gitarowe kompozycje. Dzięki temu tchnęli w dogorywająca scenę Seattle nowego ożywczego ducha. Kiedy grunge w czystej postaci zwyczajnie dogorywał, panowie z SDRE postanowili wyprzedzić nieco swą epokę tworząc surowy, pełen pasji debiut, który do dziś brzmi świeżo. Bez niego współczesna scena post-rockowa oraz emo brzmiała by znacznie ubożej. "Diary" nadało tym nurtom bardziej piosenkową i przejrzystą formułę, przywracając je z otchłani hard-coru. Muzyka, która nie wyrzekła się alternatywy zabrzmiała jednocześnie bardzo melodyjnie, z drugiej strony garażowo. Niestety zespół nigdy nie doczekał się zasłużonego sukcesu komercyjnego i pomimo kultowego statusu rozpadł się.


Jeff Buckley - Grace (1994)



Album ukazał niesamowitą wrażliwość Jeffa, syna sławnego w latach 60" i 70" muzyka Tima Buckleya. "Grace" to zaledwie dziesięć kompozycji, z których aż trzy to covery. Gitara momentami przeszywa, momentami wprowadza podskórną nerwowość, kiedy indziej zaś koi zmysły. Aby w pełni docenić ten album trzeba go "poczuć". Cohen'owskie "Hallelujah" to emocjonalny Everest, a "Lilac Wine" Jamesa Sheltona to jeden z najlepszych coverów jakie słyszeliście. "Sternal Life" oraz "So Real" łączą delikatność z szorstką i chropowatą naturą garażowego grunge. "Last Goodbye" to coś na kształt nieśmiertelnego "Kashimru" XX wieku. Krążek pozbawiony słabych punktów. Niestety kontynuacji nie było, bo pewnego majowego popołudnia 1997 roku karierę Jaffa Buckleya pochłonęła rzeka Missisipi. Ta tragiczna historia wraz z płytowym debiutem "Grace" paradoksalnie przyniosła mu nieśmiertelność i miejsce w panteonie największych rockowych sław. Artysta miał zaledwie 31 lat.

Supergrass - I Should Coco (1995)


Wbrew pozorom nazwę kapeli wzięli nie od ulubionej używki, lecz od bohatera komiksowych historyjek. Trafnie zresztą, bo wystarczy spojrzeć na przerysowane "gęby" z okładki, żeby zorientować się z czym mamy doczynienia. Muzyka jest dokładnie taka sama - mocno przerysowana, buchająca młodzieńczą energią, której jest tutaj aż w nadmiarze. Szybkie tempo utworów, niemalże popowe melodie i entuzjastyczny śpiew Micka Quinna czynią z tej płyty idealny soundtrack do ruszenia w miasto po uprzednim zaczęrpnięciu solidnego bucha. Ale jej pozytywny przekaz dotrze także do abstynentów. Supergrass nigdy nie zdobyli takiej popularności jak Oasis, ale też nikt nigdy lepiej nie uchwycił młodzieńczej energii na plastikowym krążku niż oni.

Queens Of The Stone Age - Queens Of The Stone Age (1998)


Josh Homme to obok Jacka White'a i Dave'a Grohl'a największa osobistość dzisiejszej sceny rockwej. Wszyscy trzej mocno pracowali na swój sukces i wszyscy w swojej twórczości dawali upust tęsknocie za starym brzmieniem lat 70'. Słychać to również na debiucie płytowym QOTSE. Podobnie jak w Kuyss (poprzednia kapela Homme'a) muzycy nie stronią od sabbathowych riffów, które są podstawą brzmienia, ale starają się je zamknąć w obrębie piosenkowej tj. znacznie krótszej i często bardziej melodyjnej formie. Tempo nagrań pozostało w zasadzie takie samo (czytaj: szybkie). QOTHSE umożliwił Homme dotarcie do ludzi, którzy kochali brzmienie Sabbath, ale niekoniecznie chcieli słuchać bardzo rozbudowanych, przeciągłych improwizacji, jakie serwował Kyuss. Rosnąca popularność stoner rocka na całym świecie wystartowała właśnie z tego miejsca, wykopana solidnym kopniakiem Josh'a Homme i jego ludzi.

Janusz Matysiak, Tommy

dodajdo

Komentarze

Janusz Matysiak

01:06, 26-03-2013 | zgłoś

Odnośnie komentarza - till2k - Quicksand pomimo świetnego debiutu poprzestało tylko na nim, nie wpływając na kształt ówczesnej muzyki lat 90. Down oczywiście znakomity jednak absolutnie nic nowego nie wymyślili operując raczej znanymi patentami ze swej muzycznej macierzy. Temple of the Dog to jednak debiut w sensie debiut płytowy. Sam projekt efemeryczny.

till2k

16:31, 23-03-2013 | zgłoś

Sorry za to wyżej, ale system zatwierdzania komentarzy odstawia jakieś cuda i chyba trzeba w zewnętrznym edytorze pisać. W przypadku Temple of the Dog trudno mówic o debiucie, bo był to projekt od początku do końca z myślą o jednej płycie. Jeśli wpychać tu jakąś supergrupę, to bardziej Down, która nagrywa i koncertuje po dziś dzień, a "jedynkę" wydała wyborną, w swoim gatunku lepszą od w sporej części jeszcze siermiężnego debiutu QOTSA. Poza tym osobiście widziałbym tam "Dry" PJ Harvey zamiast britpopowych posysaczy i jedynkę Quicksand w miejsce SDRE.

till2k

16:04, 23-03-2013 | zgłoś

Ciut nacitill2k

till2k

16:04, 23-03-2013 | zgłoś

Ciut nacitill2k

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Jubileusze albumów - I połowa kwietnia! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa kwietnia!

Kolejne osiem albumów, które w ten czy inny sposób zapisały się w rockowej świadomości na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Do tego historyczny moment - po raz pierwszy opisuję tutaj krążek polskiego wykonawcy. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa marca! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa marca!

Osiem pozycji chyba na dłużej zagości w tej rubryce. Ostatnie dwa tygodnie były najczystszą przyjemnością dla uszu, jeśli chodzi o "urodziny" płyt, przez co jakiekolwiek ograniczenie było niezwykle trudne. Jednak... czytaj cały felietion...

Forum

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.