Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


BLACK STAR RIDERS / THIN LIZZY - dwie kapele w jednym ciele?

6 Października 2013

O Black Star Riders usłyszałem w czasie podróży do Berlina na koncert Rush. Jechaliśmy w czwórkę, słuchaliśmy płyt mojego ukochanego Rush i rozmawialiśmy o muzyce genaralnie. Jako że od pewnego czasu opanował mnie nałóg czarnej płyty pochwaliłem się, że ostatnio udało mi znacząco uzupełnić dyskografię Thin Lizzy na winylach. W odpowiedzi padło pytanie czy słyszałem Black Star Riders? Muzyki nie słyszałem, ale wiedziałem, że to nowy projekt muzyków związanych z Thin Lizzy. Nie wiedziałem jednak, że kilka dni wcześniej do sklepów trafił debiutancki album "All Hell Breaks Loose". Posłuchaj koniecznie, jak kochasz Thin Lizzy, pokochasz Black Star Riders usłyszałem w odpowiedzi. Następnego dnia po powrocie do Bielska naładowany jeszcze emocjami z berlińskiego koncertu Rush udałem się do Media Markt po czekający już tam na mnie świeżo wydany na winylu "Images and World" aktorów z Teatru Snów. Przy okazji nabyłem pięknie wydany na dwóch czarnych krążkach "All Hell Breaks Loose" Black Star Riders. I on też jako pierwszy wylądował na talerzu mojego Duala...


O Black Star Riders usłyszałem w czasie podróży do Berlina na koncert Rush. Jechaliśmy w czwórkę, słuchaliśmy płyt mojego ukochanego Rush i rozmawialiśmy o muzyce genaralnie. Jako że od pewnego czasu opanował mnie nałóg czarnej płyty pochwaliłem się, że ostatnio udało mi znacząco uzupełnić dyskografię Thin Lizzy na winylach. W odpowiedzi padło pytanie czy słyszałem Black Star Riders? Muzyki nie słyszałem, ale wiedziałem, że to nowy projekt muzyków związanych z Thin Lizzy. Nie wiedziałem jednak, że kilka dni wcześniej do sklepów trafił debiutancki album "All Hell Breaks Loose". Posłuchaj koniecznie, jak kochasz Thin Lizzy, pokochasz Black Star Riders usłyszałem w odpowiedzi. Następnego dnia po powrocie do Bielska naładowany jeszcze emocjami z berlińskiego koncertu Rush udałem się do Media Markt po czekający już tam na mnie świeżo wydany na winylu "Images and World" aktorów z Teatru Snów. Przy okazji nabyłem pięknie wydany na dwóch czarnych krążkach "All Hell Breaks Loose" Black Star Riders. I on też jako pierwszy wylądował na talerzu mojego Duala...

Ostatni studyjny album Thin Lizzy wydali równo 30 lat temu. Po śmierci założyciela i lidera zespołu Phila Lynotta w 1986 roku muzycy nigdy nie weszli do studia, chociaż ku uciesze fanów co jakiś czas wyruszali w trasę koncertową i dawali wyraz temu, że rock'n'roll jest wiecznie żywy! Nie weszli do studia aż do AD 2013. kiedy to stwierdzili, że muzyką, która gra im w głowach muszą się podzielić z fanami. - W zeszłym roku Scott zagadywał, że powinniśmy coś nowego nagrać. Więc w trasie z Thin Lizzy zaczęliśmy po prostu tworzyć utwory. Z czasem pojawiła się jednak niepewność, że może taka piękna historia powinna pozostać historią, że uszanujemy dorobek Phila Lynotta i Thin Lizzy i zrezygnujemy z nagrywania pod tą nazwą - mówił Ricky Warwick.

Pomysł nagrania nowego materiału pod nowym szyldem nie spodobał się dwóm członkom składu Thin Lizzy, Brian Downey i Darren Wharton powiedzieli nie.
- Przygotowanie nowej muzyki wymaga mnóstwa pracy - opowiada Ricky - a kiedy album jest już nagrany, tej pracy robi się jeszcze więcej bo zaczyna się promocja, koncerty. Ja i koledzy jesteśmy gotowi i chętni, żeby dawać po dwieście występów rocznie, nie ma sprawy. Możemy umrzeć na scenie. Jednak Brian i Darren nie lubią być z dala od domu - występowanie z Thin Lizzy jest już dla nich uciążliwe, a co dopiero z nowym zespołem. Ale nie chodziło o nic więcej. Nie było podtekstów. Powiedzieli: chłopaki, życzymy wam jak najlepiej, ale po prostu nie damy rady. I my to rozumiemy. To znaczy - ja też uwielbiam być z rodziną, ale po trzech-czterech tygodniach w domu jestem gotowy, żeby znowu ruszać w drogę.

Panowie z klawiszy zrezygnowali, za bębnami zasiadł Jimi DeGrasso terminujący u najbrzydszej kobiety świata Alice Cooper oraz w Megadeth. Ricky Warwick, Scott Gorham, Damon Johnson, Marco Mendoza i Jimi DeGrasso musieli już tylko znaleźć nazwę dla starego nowego zespołu. A ponieważ panowie byli miłośnikami westernów tam poszukali inspiracji... - Nazwa miała być nowa, inna i bardziej podniosła. Miała brzmieć jak nazwa gangu i mieć posmak dzikiego zachodu. Wszyscy lubimy westerny. A naszym ulubionym jest "Tombstone", w którym pojawia się Black Star Gang. Ta nazwa wydała mi się bardzo fajna, ale "gang" było trochę za słabe. Riders brzmi dużo lepiej - opowiada wokalista.

Na okładce grafika uśmiechniętej dziewczyny jak żywo przywodzącej na myśl filmy o II wojnie światowej, ot "Parszywa Dwunastaka" na ten przykład. Grafika zdobi kadłub srebrnego bombowca. Po rozłożeniu pięknie wydanej płyty ukazuje się zdjęcie eskadry bombowców...
- Płyta nie była inspirowana wojną, a poczuciem wspólnoty pilotów bombowców z II wojny światowej, ich poczuciem tworzenia swego rodzaju gangu, które kazało im malować graffiti na swoich samolotach i tworzyć takie napisy jak All Hell Breaks Loose właśnie. Wielu z nich po wojnie tworzyło gangi motocyklowe, Hell's Angels czy The Outlaws. Do tego tak naprawdę nawiązujemy. Dlatego album nie jest wcale poświęcony tematyce wojny, każdy utwór jest inny, ale ogólnie biorąc, to bardzo pozytywna płyta, a jej tytuł "All Hell Breaks Loose" może dotyczyć po prostu wszystkiego, co widzimy wokół nas, tego, co się dzieje ze światem z ludzkością z naturą. Otacza nas szaleństwo i o tym opowiada tekst tego utworu, że nie wiadomo co się dzieje, że nie możemy nad niczym zapanować i biegamy w kółko jak kurczaki bez głów. I nikt nie może nas uratować - opowiada Ricky.

...Ramię gramofonu opada na czarny winyl, pierwsze dźwięki docierają do moich uszu. Tytułowy "All Hell Breaks Loose" i nie mam złudzeń, otrzymałem oto płytę z muzyką brzmiącą jak Thin Lizzy, nowoczesne i cholernie dobre Thin Lizzy, ale nie cover band Thin Lizzy. Miękki wokal Warwicka, bardzo przypominający Lynotta i jego wokalną manierę, gitara Scotta Gorhama przez 40 lat grająca nuty Thin Lizzy, świetny aranż, świetna melodia. A dalej?! Eskadra się rozpędza, "Bound Of Glory", prawdziwa rock'n'rollowa jazda, czad, lotna melodia, gitarowe galopady, jak Thin Lizzy z "Live And Dangerous"... tylko 35 lat później.

O "Bound Of Glory" tak opowiada Ricky - Zanim zaczniesz zmieniać świat, powinieneś zmienić siebie, popatrzeć w lustro i być pewnym, że z tobą samym wszystko jest w porządku. Ten numer mówi o wierze w siebie i sile do walki o siebie samego. "Whisky In The Jar" - takie skojarzenie przychodzi kiedy słucham "Kingdom Of The Lost", tak mocno osadzony w tradycyji i tak bardzo przebojowy, że aż nie chce się wierzyć, że nie jest numerem 1 na trójkowej liście przebojów. Tak kończy się winylowa strona A, przekładam płytę na B i dalej ostra rockowa jazda. "Bloodshot", ostrzejsze, niemal metalowe zagrywki, ale wciąż niezwykle lotna i porywająca melodia. A te gitarowe galopady, ileż tu się dzieje! Dobrze, że nie mam tej płyty w wersji CD, bo włożona do samochodowego odtwarzacza spowodowałaby, że unosiłbym się nad asfaltem. W tym momencie stałem się już wielkim fanem Black Star Riders. "Kissin The Ground", znowu ostra gitarowa jazda, świetny ciężki riff, kapitalne gitarowe zagrywki i znów ta niezwykła melodyka. Łapię się, że to już nr 5, a panowie ani na chwilę nie spuszczają z tonu. Jak tak będzie dalej... A dalej "Hey Judas", co za jazda! Kolejny kandydat do nr 1 na trójkowej liście przebojów!

- Napisałem ten numer z Damonem Johnsonem jesienią, kiedy jeszcze jako Thin Lizzy graliśmy trasę z Judas Priest - opowiada Ricky - ale w tytule nie chodziło nam o Judasa z Judas Priest, nawiązaliśmy żartobliwie do The Beatles i ich "Hey Jude". Tekst można odczytywać na dwa sposoby. Z jednej strony, może opowiadać o człowieku, który jest fałszywy, który zawodzi twoje zaufanie, zdradza cię. Ale przy tym jest w jakiś sposób pociągający - każdy ma czasem ochotę być tym złym, niebezpiecznym. Drugi wymiar tej piosenki jest dla mnie ściśle osobisty. Dotyczy pewnej osoby z mojej rodziny, która przechodzi bardzo trudny okres i wkurza wszystkich wokół, podejmuje złe wybory i robi niewłaściwe rzeczy. Ale ponieważ jest członkiem rodziny, wciąż w niego wierzę i go wspieram. Wciąż mam nadzieję, że się zmieni. I mówię mu tutaj: "hej, wiem, że wszystko schrzaniłeś, ale wciąż cię kocham i będę stał u twego boku". Ten ktoś nie zdaje sobie sprawy, jak wiele krzywdy mi zadał - ale ja wiem, że w głębi duszy jest dobrym człowiekiem.

Strona C winylowego wydania zaczyna się od nerwowego rytmu perkusji, intrygującego gitarowego riffu i porywającego refrenu, to "Hoodoo Voodoo", moja miłość od pierwszego przesłuchania. Chce się powiedzeć Klasyka Thin Lizzy, Warwick śpiewa tu z wyjątkową manierą Lynota. Ale to Black Star Riders, nie na siłę grany numer pod Thin Lizzy...
- Bardzo trudno zmienić to, kim jesteś. Gdybyśmy zaczęli grać coś zupełnie innego, starzy fani by się od nas odwrócili, jeśli byśmy grali to samo, ludzie wytykaliby nam, że nie umiemy wymyślić nic nowego. Tak czy inaczej zawsze wiatr w oczy - opowiada Ricky - Stworzyliśmy więc coś, co nam przyszło naturalnie. Scott Gorham jest w Thin Lizzy od 40 lat i ma to brzmienie. Ja jestem w Thin Lizzy od trzech lat, ale przez ten czas żyję i oddycham tym zespołem. Thin Lizzy to część naszego DNA, tego, kim jesteśmy.

Płyta kręci się na talerzu i chciałoby się krzyknąć "Are You Ready to Rock", jak Phil na "Live And Dangerous" koncertówce wszechczasów. "Valley of the Stones", heavy metalowy czad, aż ciary biegną po plecach. A zaraz po nim "Someday Salvation", pełna radości piękna rockowa piosenka, nieco staromodna, choć na wskroś nowocześnie zagrana, stylistycznie wspaniale wpisałaby się w album "Nightlife" Thin Lizzy. Zaczynający stronę D "Before The War" to znowu kawał grania ocierającego się metalowy ciężar, zaś zaraz po nim następuje niezwykle intrygująco bluesujący "Blues Ain't So Bad", fantastyczny finał płyty, ale nie w wersji winylowej! Tutaj mamy bonus w postaci "Right To be Wrong" i ci, którzy kupili normalne wydanie CD z 11 numerami mogą czuć się nieco zawiedzeni, bo to kawał doskonałego hard'n'heavy ze współgrającymi ciężko riffującymi gitarami i finezyjnymi solówkami.

"All Hell Breaks Loose" to badzo dobra płyta rockowych gigantów. Buty spadły mi z nóg i siedziałem wtłoczony w fotel, jakby mnie przejechał walec drogowy. Przelatując Internet z lewa na prawą i z góry do dołu znalazłem tylko i wyłącznie pełne zachwytów i entuzjazmu recenzje. Czemu dziwić się trudno. Panowie mający za sobą bagaż doświadczenia zdobyty, obok Thin Lizzy, w takich kapelach jak Whitesnake, Alice Cooper czy Megadeth i do tego na pokładzie Kevina Shirleya, producenta największych rockowych gigantów na świecie, że wymienię tylko Rush, Aerosmith, Iron Maiden i Metallica, byli po prostu skazani na sukces. Jak do tego dołożymy 12 kapitalnych, pełnych fantastycznych melodii i przede wszystkim świeżości kompozycji, to mamy pełny obraz. Docenili to również fachowcy nominując płytę do prestiżowego Classic Rock Awards 2013 w kategorii Album Of The Year, gdzie o palmę pierwszeństwa walczą m.in. Black Sabbath "13" i Deep Purple "Now What". To jednak nie jedyna nominacja Black Star Riders, w kategorii Classic Rock of Honour konkurencję mają zdecydowanie mniejszą, a fakt, że nie eksploatowali nazwy Thin Lizzy przy nagrywaniu płyty stawia ich w roli murowanego faworyta do tego niezwykle prestiżowego tytułu.

Black Star Riders aktualnie jest w trakcie wielkiego światowego tournee. 31 października zagra również jeden koncert w Polsce, w krakowskim klubie Studio. Obok materiału z "All Hell Breaks Loose" szykuje się prawdziwy koncertowy The Best o Thin Lizzy, no bo jakżeby inaczej. A więc zobaczymy Black Star Riders i Thin Lizzy - dwie kapele w jednym ciele...

Jacek Rakszawski

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.