Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Kanon nieangielskojęzycznej muzyki rockowej cz. 4

10 Listopada 2013

Czwarta odsłona.


Experimental Q - Atlantis (Rumunia 2012)
O tej nizwykłej grupie znaleźć można zaledwie kilka podstawowych informacji, choć z pewnością jest to jedna z najciekawszych formacji, jakie kiedykolwiek powstały w Rumunii. Zespół został powołany do życia ok. 1971 roku przez czterech studentów Konserwatiorium muzycznego w mieście Kluż (rum. Cluj). Istniał zaledwie kilka lat i pozostawił po sobie album "Amintiri despre viitor" (dosł. wspomnienia z przyszłości), który sam w sobie jest nie lada zagadką.Niektóre źródła wskazują jakoby został nagrany w 1976 r. dla Electrecords a faktycznie nie został nigdy wydany! Zamieszczone w internecie wersje to prawdopodobnie nagrania zarejestrowane przez zespół podczas prób lub dla radio. Ktoś poskładał je w w jeden zbiór, który zaczął funkcjonować jako album i stał się podstawą nieporozumień.

Ten skromny dorobek zespołu pewnie z czasem zostałby zapomniany, gdyby nie to, że mieszkający od wielu lat na emigracji członkowie formacji postanowili o sobie przypomnieć. W 2010 r. zagrali kilka koncertów w ojczystym kraju i podpisali kontrakt z prężnie działającą małą wytwórnią Soft Records. Dwa lata później ukazał się w większości instrumentalny album zatytułowany "Atlantis". Docenią go przede wszystkim fani klasycznego jazz-rocka z lat 70'. Większość materiału na płycie stanowią stare kompozycje z czasów socjalistycznych. Nagrano je na nowo i nadano odpowiednie brzmienie. Zabrakło niestety bardzo charakterystycznego fletu, który zdobił stare wersje. Muzycy zdecydowali się zastąpić partie nieżyjącego kolegi dźwiękiem syntezatorów. Ten z pozoru kontrowersyjny zabieg wcale jednak nie spowodował zubożenia muzyki. Atlantis to piękna płyta, bardzo spójna i wymagająca. Trzeba się w nią wsłuchać i pozwolić by prowadziła ucho. Nie ma niej nawet cienia pretensjonalności i szpanu, który tak często towarzyszy podobnym nagraniom.

Trooper - 15 (Rumunia 2009)

Trooper został założony kilkanaście dni po koncercie Iron Maiden w stolicy Rumunii w 1995 r. Zespół wyposażony w nazwę zapożyczoną od utworu maidenów od razu wyruszył do walki o serca fanów heavy metalu w swoim kraju. Udało się. Dziś Trooper to gwiazda rumuńskiej sceny z kilkoma albumami na koncie. Ja na początek polecam Wam koncertowe wydawnictwo "15" nagrane podczas trasy promującej ciepło przyjętą metal-operę "Vlad Ţepes - Poemele Valahiei" (jak łatwo się domyśleć opowiada ona historię księcia Draculi). Najwięcej utworów na "15"pochodzi właśnie z tamtej płyty, ale koncertowe wykonanie dodaje im energii, co sprawia, że słucha się tego przyjemniej niż studyjych odpowiedników. Poza tym na płycie znalazło się kilka kawałków z różnych etapów działalności zespołu. Wszysko dosyć dobrze nagrane. Zespół brzmi potężnie, czyli tak jak powinien. Kilka bardziej spokojnych utworów ozdabiają świetne gitarowe solówki.
W całej dyskografii Troopera w zasadzie nie ma słabej płyty, dlatego zachęcam do sięgnięcia także po inne krążki. Szczególnie polecam wydany w 2005 roku drugi album Troopera - "Desant" oraz "Voodoo" z 2011. Zagorzałych zwolenników ma także debiutancki krążek z 2002 r. Pewną ciekawostką może być wydany w hołdzie legendzie rumuńskiego rocka - zespołowi Iris album "Gloria". Znalazły się na nim wyłącznie kompozycje Iris w wykonaniu Troopera.

Merva - Bardo (2009 Ukraina)
Oto ukraińska kombinacja rocka alternatywnego i nu metalu z folkiem, jedna z najbardziej przekonujących, jakie słyszałem. Delikatne wstawki fletu towarzyszą gitarowej erupcji . Do tego szorstki wokal, często przeradzający się w agresywny krzyk i dosadne dudnienie sekcji rytmicznej, która bezustannie stara się podporządkować sobie gitarowy ogień. Tak, "Bardo" to z pewnością propozycja dla ludzi o mocnych nerwach. Ukraiński zespół pędzi do przodu, melodyjnie i hałaśliwie. Gdyby tak jeszcze dokładnie rozumieć o czym śpiewają...
Merva istnieje od dawna (1996), ale poza kilkoma faktami trudno znaleźć o nich jakielkolwiek bliższe informacje. Widniejący we wkładce do albumu adres internetowej strony nie jest już aktywny. Nie udało mi się też odnaleźć żadnej recenzji ich płyt, a przecież jeśli wierzyć informacjom na stronie wydawcy (??? music) kilka albumów na koncie już mają. Tyle, że "Bardo" to pierwszy długogrający album zespołu, który doczekał się materialnej postaci.

Bucovina - Duh (Rumunia 2010)
Styl muzyczny, w jakim porusza się Bucovina określa się jako folk metal lub pagan metal.
Filozofia tworzenia muzyki przez Bucovinę jest nieco prosztsza niż ta, którą wyznają jej koledzy z Negura Bunget, bo choć muzycy także deklarują przywiązanie do folkloru i tradycji, słychać to w dużo mniejszym stopniu niż na albumach Negury. Bucovina gra prosty melodyjny metal, delikatnie tylko przyprawiony folklorem, głównie za sprawą charakterystycznych chóralnych zaśpiewek w ojczystym języku. Nie sięga przy tym po ludowe instrumenty, nie kombinuje. W rezultacie otrzemymujemy muzykę prostą, bardzo melodyjną. Cóż jest więc w niej takiego odkrywczego, że zdecydowałem się o niej napisać? "Duh" niesie ze sobą sporą dawkę przemyślanej i bardzo dobrze zagranej muzyki, od której ciężko się uwolnić. Po krótkim energicznym "Vuiet de Negru Izvor", czekają na nas trzy wspaniałe kompozycje, które bezpośrednio nawiązują do klasyki heavy metalowego grania.

"Duh" i "Straja" to właściwie czysty power metal spod znaku Running Wild. Bardzo melodyjne, dynamiczne granie, na które składają się doskonałe riffy przyprawione charakterystycznych chóralnym śpiewem i klawiszami. Perkusja wydaje się być odsunięta na dalszy plan, co jednak nie jest zarzutem. "Mastecanis" odróżnia się nieco swoim podniosłym wstępem a momentami delikatnie growlin-gujący wokal jest wycieczką do źródeł zespołu. Na koniec zupełne zaskoczenie. Po dawce niezwykle mocnych, szybkich dźwięków Bucovina kończy ten mini album akustycznym tematem "Bucovina, Inima Mea". Delikatna, rozmarzona kompozycja, choć z pozoru wydaje się nie na miejscu sprawia, że "Duha" słucha się jeszcze przyjemniej. Równie dobrze mogłaby znaleźć się na jednym z albumów Blackmore's Night! Cudo.


Warto wspomnieć, że klasa tego skromnego, bo zaledwie blisko 24 minutowego wydawnictwa w dużej mierze opiera się na jego brzmieniu. Dan Swanö, który na zlecenie muzyków zespołu zmiksował nagrania w swoim studio, postarał się by ta muzyka zabrzmiała potężnie i klarownie. Niezwykłą okładkę wykonał zaś rumuński artysta Costin Chioreanu.
Obecnie Bucovina wydała swój drugi album studyjny.
Całości można posłuchać na oficjalnej stronie zespołu.

Lord - Big City Lights (1985 Austria/Węgry)
Historia zespołu Lord i jego pierwszej płyty to potwierdzenie tezy, że upór jest jednym z najważniejszych składników sukcesu. Lord nagrał swój pierwszy album dopiero po 13 latach istnienia (!!) i jakby tego było mało, osobą która umożliwiła im pokazanie talentu był obywatel innego kraju - Austriak G. Sulyoka. Ów jegomość, będący pod wrażeniem możliwości zespołu i posiadający studio nagraniowe, do którego zaprosił zespół, rozpoczął serię zdarzeń, które umożliwiły Lordowi wyjście z cienia. Po nagraniu albumu, inżynier dźwięku stwierdził, że zespół ma szansę na karierę, więc zwiększono nakład wydawnictwa (początkowo miało wyjść zaledwie 300 sztuk). Niedługo potem w węgierskim programie telewizyjnym pojawił się utwór "Zaklatott fények", który stał się hitem. Zespół w szybkim tempie zdobywał popularność, wystąpił nawet jako suppert budapesztańskiego koncertu Roda Stewarta i doczekał się transmisji jednego ze swoich koncertów w węgierskiej telewizji.
Big City Lights, choć nagrywany z myślą o zachodnim rynku i dumnie noszący angielskojęzyczny tytuł, został nagrany w języku węgierskim (na naszym podwórku podobny zabieg poczynił chociażby TSA ze swoim "Heavy Metal World").

Płyta od pierwszych chwil porywa w nurt szybkiego, klasycznego ciężkiego rocka, który chwilami zahacza o heavy metal. Wokalista śpiewa czysto, ale najbardziej w pamięci pozostają gitarowe galopady i riffy. Ozdobą albumu jest wspomniany już "Zaklatott fények" (dosł. oszalałe światła), ale równie dobrze może za nią uchodzić nastepujący po nim "Napvilág" (dosł. światło dnia). Pierwszy charakteryzuje się chwytliwym riffem i dynamiką. Drugi natomiast jest już bardziej rozbudowany i nieco wolniejszy, ale równie głęboko zapada w pamięć. Ponad równy, dobry poziom płyty wyrasta także wieńczący ją, nieco nostalgiczny "Vándor" (dosł. wędrowiec).
Co ciekawe "Big City Lights" nie prędko doczekał się węgierskiego wydania, bo dopiero w 2012 r. wypuścił ją na rynek Hammer Records. Wcześniej dostepna była w pierwszej kompaktowej edycji austryiackiego labelu SSM (z paskudną, zmienioną okładą). Nie trzeba więc chyba dodawać, że oryginalne, jedyne wydanie na płycie winylowej jest dzisiaj poszukiwanym okazem.

Tommy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.