Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Kilka powodów, dla których trzeba wybrać się na koncert Petera Gabriela...

13 Marca 2014

19.05.1986 światło dziennie ujrzało przełomowe dzieło Petera Gabriela, pierwsze nienumerowane solowe dziecko artysty - album "So". 25 lat później Gabriel rusza w trasę, która przede wszystkim skupia się na zaprezentowaniu materiału z tego właśnie wydawnictwa. 12.05.2014 ze swoim show były frontman Genesis zawita do Łodzi, gdzie w Atlas Arenie będzie można przeżyć muzyczną podróż w czasie. Poniżej podaję powody, dla których warto to zrobić. Bo że warto, to rzecz niekwestionowana!


Zacząć trzeba od tego, że twórczość Petera Gabriela odznacza się bardzo wysokim poziomem artystycznym. Niezaprzeczalnie i zawsze. I w zalewie plastykowego popu i stylizowanych produkcji nastawionych przede wszystkim na zarabianie pieniędzy, stanowi to wartość samą w sobie. Po odejściu z Genesis, z którym artysta po kultowym, dwupłytowym "The Lamb Lies Down On Broadway" nie mógł już liczyć na szerszą możliwość inkorporowania własnych aspiracji do twórczości zespołu, Gabriel zdecydował się na działalność solową. Faktem jest, że nie zdobył takiego rozgłosu, jak późniejsze dokonania Collinsa, Rutheforda i Banksa, nie oznacza to jednak, że nie tworzył rzeczy wartościowych. Wręcz przeciwnie. Artysta skupił się na eksperymentowaniu, wciskając awangardową elektronikę w ramy popowych szlagierów i okraszając to charakterystycznym, wyrazistym sznytem własnego wokalu. Przez szereg wydawnictw studyjnych i soundtracków Gabriel przy produkcji "So" postanowił postawić na typowe popowe wzorce. Oczywiście w swoim stylu. Płyta ta jest więc z jednej strony mainstreamowym szlagierem, a z drugiej emanacją elektroniczno-etniczno-psychodelicznych fascynacji jej autora. Cytując: "I'd had my fill of instrumental experimenting for a while, and I wanted to write proper pop songs, albeit on my own terms." Co z tego wyszło ?

Prawdopodobnie jedna z najważniejszych płyt w historii muzyki rozrywkowej. Decyduje o tym kilka elementów. Po pierwsze - pomysłowe, niebanalne, charakterystyczne i spójne utwory, które składają się na jednolity, wyrazisty album. Po drugie - produkcja, przekładająca się na brzmienie płyty. Mamy do czynienia z twórczym i bardzo rzetelnym podejściem także w tej materii. Wykorzystanie sampli, loopów i efektów połączone z analogowymi instrumentami w niebanalny sposób, stanowi ogromny atut tej produkcji. Nawet dzisiaj, nawet w formacie mp3, bez remasteringu, płyta ta brzmi co najmniej bardzo dobrze. Po trzecie - ludzie uczestniczący w projekcie. Topowa półka muzyków sesyjnych z Tony Levinem, Manu Katche, Lee Sklarem na czele, nie wspominając o kooperacji z Kate Bush w "Don't Give Up", do tego koprodukcja Gabriela do spółki z Danielem Lanoisem, zapewnia materiał na najwyższym poziomie. Co jest takiego wyjątkowego w tym materiale? Idąc po kolei...

Otwierający płytę "Red Rain eksploruje ambientowo-patetycznie rockowe terytoria kojarzące się ze schyłkowym okresem Pink Floyd, nienachalnie tworząc przejrzyście melodyczną strukturę opartą na swobodnej harmonii i solidnej podstawie rytmicznej. A wszystko podane w zawsze aktualnych brzmieniach syntezatorów lat 80. Mimo wielu ścieżek nałożonych na siebie i skomplikowanej, pełnej finezji gry sekcji rytmicznej, utwór jest... prostą w odbiorze piosenką. Piękne, przestrzenne wprowadzenie o lirycznym zabarwieniu. Sledgehammer to funky lat 80., z bujającą linią basu, prostą progresją harmoniczną i dosadnością bębnów. Mocny numer taneczny, do którego się nie tańczy... Stanowi on jednak jeden z najbardziej rozpoznawalnych hitów w twórczości Gabriela. Dosłuchać się można momentami dosłownych cytatów z "Superstition" Steviego Wondera, a gęsty hihat w refrenie w połączeniu z dęciakowo-syntezatorowymi brzmieniami akcentów, to producencki majstersztyk. Nie wspominając o genialnym teledysku, do dziś będącym wyznacznikiem potęgi animacji ! "Don't Give Up", utrzymana w molowej tonacji ballada oparta o nieparzyste metrum, od początku czaruje słuchacza niewiarygodnie gitarową linią basową Tony Levine'a i ascetycznym podkładem perkusyjnym, które oddają pola stonowanym, pastelowym brzmieniom padów i oczywiście pełnym szczerego bólu i nostalgii wokalom Gabriela i Kate Bush. Bridge numeru, o bluesowym zabarwieniu, jest niczym zawołania zbieraczy bawełny na początku XX wieku... Na deser natomiast dostajemy cudownie wycyzelowany, o delikatnie afrykańskiej proweniencji i z akcentem na i (ósemkowe wartości między ćwiartkami) groove będący jednym z najpiękniejszych momentów w muzyce popularnej, jakie znam. Majstersztyk. Mało? Kolejny kolaż "That Voice Again" prezentuje gęsty podkład rytmiczny, z akcentowanymi szesnastkami na hihacie i tomach, nad którym unosi się niepokojąca progresja o nieco fantasmagorycznym zabarwieniu w brzmieniu. "Mercy Street" wysubtelnia klimat, oddając przestrzeń padom, ciepłym brzmieniom i zharmonizowanemu wokalowi. Pastelowe ciepło sączące się z tego utworu jest wszechogarniające. "Big Time" wprowadza nas w krainę typowego funky ejtisu, z syntezatorowym basem, gęstymi akcentami i dosadnością wszystkich brzmień. Kolejny numer, opisujący w warstwie lirycznej eksperymenty Milgrama, odsłania przed nami bardzo popambientowe pejzaże, będąc doskonałym kontrastem do poprzednich pozycji na płycie. "This is the Picture wyraźnie eksponuje etnicznie afrykański rytm oddany przez wyraziste brzmienia instrumentów. Wreszcie finalny "In Your Eyes" daje słuchaczowi miłe poczucie nadziei poprzez stonowane, durowe akordy i stosunkowo rzadką fakturę rytmiczną. Znów afrykanizmy. Nawet tak lapidarny opis materiału znajdującego się na płycie daje wyrazisty obraz jego wartości i możliwości oddziaływania!

No dobrze, można powiedzieć, ale to tylko materiał z płyty. A tutaj chodzi przecież o koncert, i to koncert po ćwierćwieczu! Czuć trochę fuszerką i odcinaniem kuponów... Oczywiście jest jakiś ułamek prawdy w tym stwierdzeniu, taki ruch ze strony Gabriela może wskazywać na jego potrzeby materialne. Niemniej nawet jeśli tak, to po koncertach spodziewać się można jak najwyższej jakości sztuki scenicznej. Przemawia za tym kilka faktów. Po pierwsze - wrażenia i recenzje z koncertów, które już się odbyły na tej trasie (z racji minimalizowania objętości tekstu nie będę ich przytaczał) i samo to, że jest ona zakrojona na tak szeroką (totalnie światową!) skalę. Po drugie świadomość, jak bardzo dobry jest ten materiał studyjnie, co jeszcze wzmacnia jego siłę oddziaływania przy obcowaniu z nim na żywo. I wreszcie po trzecie - skład zespołu Petera Gabriela. Grają z nim wszystkie najważniejsze figury z okresu nagrywania płyty - Tony Levin, Manu Katche, David Sancious, David Rhodes. Brakuje tylko Kate Bush, ale póki co ją zobaczyć na koncercie możemy chyba tylko w marzeniach... Do tego wspomnieć trzeba, że od momentu nagrania płyty technologia sceniczna czy ogólnie tworzenia spektakli muzycznych poszła parę poziomów do góry, nie wspominając już o jakości i możliwościach kreowania syntetycznych brzmień i całym anturażu wielkich, halowych koncertów...

Gdyby ktoś jeszcze nie czuł się przekonany, na koniec podaję kilka liczb. Jak wiadomo, liczby nie kłamią i przekonać mogą nawet największych sceptyków. Potraktujmy to jako appendix.

"So" jest dotychczas najlepiej sprzedającym się albumem Gabriela i znalazł się na 1. miejscu UK Album Chart, a na 2. miejscu zestawienia Billboard w USA. Na Wyspach zdobył status potrójnej platyny, w Stanach zaś... popiątnej (poprawnie językowo zapewne powinno być pięciokrotnej platyny). Prestiżowy magazyn Rolling Stone umieścił "So" na 14. miejscu 100. najlepszych albumów lat 80. i na 187. pozycji w rankingu 500. najlepszych albumów wszech czasów. Album znalazł się także w zestawieniu 1001 albumów, które musisz przesłuchać, zanim umrzesz. "So" sprzedało się w wielu milionach egzemplarzy na całym świecie...

Co się tyczy natomiast samej trasy koncertowej - Back to the Front tournée rozpoczęło się na początku tego roku w USA i od tego czasu Peter Gabriel z ekipą zagrał dziesiątki koncertów na wszystkich kontynentach. Za 2 miesiące wystąpi w Polsce. Warto tam być!

Oczywiście wyłuskiwać można jeszcze wiele powodów i argumentów przekonujących do oglądnięcia tego spektaklu na żywo... Jednak uważam, że najważniejsze z nich udało mi się wypunktować. Przede wszystkim warstwa muzyczna i doskonałe przedstawienie, na które na pewno możemy liczyć ze strony ekipy technicznej i samych muzyków. Pamiętajmy też o tym, że być może jest to jedna z niewielu możliwości, żeby zobaczyć Petera Gabriela na żywo, i to we własnym kraju! Fakt, nie jest to Michael Jackson z 25-leciem "Thrillera" ani Queen w pełnym, oryginalnym składzie... To są jednak już zjawiska, które ziścić się mogą tylko w sferze marzeń. Mamy natomiast możliwość uczestniczyć tutaj w czymś faktycznym, rzeczywistym. W wielkim muzycznym show jednego z najaktywniejszych artystów naszych czasów.

mateusz.biegaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.