Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Dave Gahan - Erupcja wulkanu

22 Października 2015

Głód tworzenia narastał u Dave'a Gahana stopniowo. Jak wiadomo, w jego macierzystym zespole to nie on jest od tego. Role są i były w Depeche Mode od dawna ustalone i opierają się na kontraście temperamentów jego członków. Ekstrawertyczny, uwielbiający znajdować się w centrum uwagi Gahan jest fenomenalnym frontmanem - na scenie ciągle w ruchu, biega, tańczy, zachęca do zabawy, pokrzykuje, mówiąc potocznie - "rozkręca atmosferę", natomiast introwertyczny Martin Gore to główny kompozytor, tekściarz, dostarczyciel pomysłów, na scenie zajęty raczej gitarą lub syntezatorem, bardzo rzadko wychodzi na front. Spoiwem łączącym dwa przeciwległe bieguny jest Andrew Fletcher. Złośliwi fani Depeche Mode twierdzą, że taka jest jego rola w zespole, gdyż Fletch to zdolny menedżer, biznesmen, natomiast jego zdolności muzyczne są przeważnie okrywane zasłoną milczenia lub ewentualnie kwitowane ironicznymi żartami.


Jak można przeczytać u biografa Depeche Mode, Jonathana Millera, Dave Gahan prezentował swoje pomysły już w latach dziewięćdziesiątych, w czasie przygotowań płyty "Ultra". Nie spotkały się one z na tyle wysokim uznaniem Martina, ażeby znaleźć się na płycie, co miało nieco zahamować zapędy twórcze charyzmatycznego wokalisty. Dopiero po nagraniu płyty "Exciter" w 2001 roku Gahan zabrał się za tworzenie solowego debiutu przy pomocy multinstrumentalisty Knoxa Chandlera, który współpracował był z depeszami przy "Exciterze" - aranżował smyczki w piosence "When The Body Speaks". Album "Paper Monsters" ukazał się w 2003 roku i przyniósł muzykę interesującą, choć w niewielkim stopniu odbiegającą od tego, co już można było poznać w Depeche Mode. Kilka utworów z tego albumu do dziś robi wrażenie, jak ostry, bluesowy "Bottle Living", w którym Gahan ponadto zagrał na harmonijce ustnej, przebojowy i pogodny "Hold On", otwierający płytę singiel "Dirty Sticky Floors" i nastrojowy, klimatem przypominający The Cure - "Hidden Houses".

"Paper Monsters" z pewnością pozwoliła Gahanowi nabrać pewności siebie jako twórcy. Do tej pory był odtwórcą, czy też wykonawcą, a po nagraniu płyty solowej uwierzył, że ma coś ciekawego do przedstawienia także w zespole. Na kolejnym albumie Depeche Mode, "Playing The Angel" oprócz utworów Martina, znalazło się miejsce dla trzech kawałków Gahana skomponowanych przy pomocy producenta Andrew Phillpotta i koncertowego perkusisty DM - Christiana Eignera. Na dodatek Gahanowi udało się wywalczyć to, że jedna z jego piosenek, mianowicie "Suffer Well" została singlem. Wśród fanów Depeche Mode opinie na temat gahanowego wkładu w płytę były różne - doceniono starania Dave'a, choć z drugiej strony nie ma wątpliwości, że Gahan w najmniejszym stopniu nie dorównuje Martinowi talentem literackim. Co jak co, ale Gore jako tekściarz ustawia poprzeczkę bardzo wysoko.

Dwa lata po ukazaniu się "Playing The Angel" Gahan zaprezentował swój drugi album solowy "Hourglass" z dziesięcioma premierowymi kompozycjami napisanymi przy współudziale tych samych ludzi, którzy pomogli mu z "Suffer Well", "Nothing's Impossible" i "I Want It All". "Hourglass" to płyta zapadająca w pamięć, bardzo elektroniczna, stylistycznie bliska DM. Warto wyróżnić zmysłowy utwór "Saw Something" z bardzo pięknymi smyczkami i gościnnym udziałem gitarzysty Jonha Frusciantego, przebojowy singiel "Kingdom", ekspresyjnie zaśpiewany "A Little Lie", czy hipnotyzujący "Down". Po raz ostatni z Philpottem i Eignerem Gahan współpracował przy okazji jednej ze słabszych płyt w historii Depeche Mode - "Soundtrack Of The Universe", na której znalazły się podobnie jak na "Playing The Angel" trzy utwory ich autorstwa: "Hole To Feed", "Come Back" i "Miles Away/The Truth Is". W ramach ciekawostki można dodać, że na wersję deluxe trafił pierwszy w historii DM utwór skomponowany wspólnie przez Martina i Dave'a - "Oh Well", ale jest on tak fatalny, że nie ma powodu, aby zbyt długo się o nim rozwodzić.

Podczas trasy promującej "Soundtrack Of The Universe" występy depeszów poprzedzał brytyjski duet Soulsavers, którego członkami są dwaj zdolni kompozytorzy - Rich Machin i Ian Glover. Panowie mieli wówczas na koncie trzy albumy: "Tough Guys Don't Dance", "It's Not How Far You Fall, It's The Way You Land" i świeżo wtenczas zarejestrowany "Broken". Na dwóch ostatnich albumach wokalnego wsparcia udzielił Brytyjczykom znany ze swojego pracoholizmu i zachrypniętego głosu Mark Lanegan. Obydwa albumy nagrane z udziałem byłego wokalisty Screaming Trees są godne polecenia, zarówno "It's Not How Far You Fall..." z wartymi przywołania kompozycjami jak przepiękny "Revival", trip hopowe "Ghost Of You And Me" i "Paper Money" czy wspaniałą przeróbką piosenki Lanegana z jego solowego albumu "Whiskey For The Holy Ghost" - "Kingdoms Of Rain", jak i "Broken", na którym pojawiła się cała rzesza gości. Z tej płyty warto wyróżnić przepiękny utwór "Shadows Fall", w którym Mark Lanegan chwyta za serce swoim przybrudzonym od używek głosem, a także "Unbalanced Pieces", gdzie gościnnie wraz z Markiem zaśpiewał inny znany w świecie muzycznym pracoholik - Mike Patton.

Podczas trasy "Touring The Universe" twórczość Soulsavers wpadła w ucho Dave'owi Gahanowi, co zaowocowało obopólną chęcią współpracy. Wysmażony w 2012 roku krążek "The Light the Dead See" przyniósł kawał pięknej muzyki. Słychać na płycie chemię, jaka narodziła się pomiędzy muzykami. Choć szczerze uwielbiam twórczość Marka Lanegana, to ciężko mi sobie go wyobrazić śpiewającego w tych piosenkach. Są one wręcz idealnie dopasowane do równie melancholijnego, lecz nie aż tak zdartego i sfatygowanego głosu Gahana. Kompozytorzy nieco odeszli z wyeksponowanej na "Broken" elektroniki w stronę żywych instrumentów - dużo tu gitary akustycznej, organów, instrumentów smyczkowych. Chyba wiedzieli, że mnogość elektronicznych dźwięków z miejsca sprokurowałaby zarzuty krytyków o kopiowanie Depeche Mode. W takim repertuarze, nawiązującym przecież i do muzyki bluesowej, rockowej, soulowej, a nawet i gospel, Gahan sprawdził się idealnie. Nie było nawet o to obaw, bo i w DM zdarzały się przecież piosenki utrzymane w tych stylistykach (np. gospelowy "Condemnation"). Od początku byłem tym krążkiem zachwycony. Uważam, że tak pięknych wokali jak w "Take Me Back Home" (duet Dave'a z żeńskim chórkiem pod koniec utwory to istny majstersztyk), "I Can't Stay" czy "In The Morning", gdzie gościnnie wystąpił poprzednik Gahana - Mark Lanegan, Dave w swojej karierze nie nagrał zbyt wiele. "The Light the Dead See" to zdecydowanie najlepsza pozadepeszowa płyta wokalisty, a i jedna z najlepszych w jego długiej już działalności.

Dave Gahan nie kazał zbyt długo czekać na kolejny album z jego udziałem. Kilka miesięcy po albumie z Soulsavers ukazało się ostatnie jak do tej pory wydawnictwo Depeche Mode - "Delta Machine", do którego wokalista, tym razem przy współudziale producenta Kurta Ueanali, dorzucił ponownie swoje trzy grosze - znakomite utwory "Secrets To The End", "Broken" i "Should Be Higher". Są to moim zdaniem trzy najlepsze kompozycje Gahana dla Depeche Mode. Jednakże to nie był koniec wkładu Dave'a w "Delta Machine". Spośród czterech kompozycji dołączonych do wersji deluxe aż trzy były współtworzone przez wokalistę - "Happens All The Time", " All That's Mine" (obydwa z Uenalą) oraz "Long Time Lie" - bardzo udana piosenka Dave'a i Martina pozwalająca zapomnieć o okropnym "Oh Well".

Nie bez powodu zatytułowałem ten tekst w taki, a nie inny sposób. Dave Gahan jako wokalista od zawsze prezentował niespożytą energię, choć jak wiadomo, miał w swoim życiu fatalny okres uzależnienia od twardych substancji, przez które o mało co nie znalazł się na tamtym świecie. Bez jego talentu do uwodzenia publiczności Depeche Mode nie zaszliby tak daleko, nie zostaliby zespołem kultowym, a i nawet o istnieniu subkultury depeszowców pewnie można by co najwyżej pogdybać. W tym wulkanie energii jednak przez lata kotłowało od pomysłów, dla których nie było ujścia, gdyż monopol kompozytorski Martina Lee Gore'a był niepodważalny. Jednak gdy tylko Dave'owi udało się pokazać, że jest utalentowanym twórcą, lawina ruszyła. Dave Gahan z czasem pokazuje się z coraz lepszej strony i jako wokalista, i jako tekściarz, i jako twórca melodii wokalnych. Na szczęście współpraca z Soulsavers nie była jednorazowa. W 2015 roku ukazuje się następczyni "The Light the Dead See" - "Angels & Ghosts".

Kamil Pietrzyk

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Forum

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.