Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Odkurzone perełki polskiego rocka - część III!

28 Lutego 2016

Kolejna piątka polskich płyt, które naszym zdaniem warto sobie przypomnieć.


DEZERTER - "Blasfemia" (1992)

W punkowym (chociaż już nie tylko) środowisku to już żywa legenda. Na pewno też jedyny zespół znany poza swoim środowiskiem, który nigdy nie odwalił pańszczyzny, mimo wyjścia na szersze wody zachował swój charakter i nie ma momentów wstydliwych w swojej twórczości. Przeciętny słuchacz zapewne zna legendarne już kawałki z lat 80. Przyszedł rok 1992 i Dezerter nagrał album inny, nietypowy. Zaskakuje bardzo czyste, wygładzone brzmienie, zniknął gdzieś ten syf i brud otaczający zwłaszcza warstwę gitarową. Jest czysto, co nie znaczy, że łagodnie, bo są momenty, gdzie ciężar gitar mógłby zaskoczyć co niektórych metalowych wyjadaczy. Ale największą siłą na tej płycie są teksty. Grabowski zawsze pisał znakomicie, ale tutaj przeszedł samego siebie. Prześmiewcza ironia miesza się z wielką goryczą, z tych tekstów aż bije strach przed otaczającą nas rzeczywistością. Zaskakujące jest, jaką aktualność i świeżość zachował ten materiał, moim zdaniem po latach słucha się go lepiej niż wówczas. Jedna z najlepszych w całym polskim niezależnym świecie.

JAN BO. - "Wojna w Mieście" (1992)

Lady Pank zdaje się powoli odchodzić w muzyczny niebyt. Stare piosenki tego zespołu oczywiście wciąż są w cenie, Jan Borysewicz słynął z lekkiej ręki do pisania chwytliwych, gitarowych przebojów. W okresie kiedy Lady Pank praktycznie nie istniał, pan Janek postanowił udowodnić, że jest nie tylko sprawnym kompozytorem, ale przede wszystkim doskonałym gitarzystą. Zostawił piosenkową formułę, wziął gitarę i zwrócił się w stronę takich tuzów jak Steve Vai czy Joe Satriani. Wyszła doskonała mieszanka hard rockowej stylistyki z bluesową manierą, Borysewicz znakomicie odnajduje się w każdej z tych form. Czasem poleci Hendrixem, czasem zagra pod Vai'a, ale wyraźnie słychać, że to on. Granie z charakterem, popisowe solówki nacechowane indywidualnym sznytem. Mnóstwo wykorzystanych efektów, przez co popisy są jeszcze ciekawsze, ale trzeba zaznaczyć, że są one tylko dodatkiem. Borysewicz nie próbuje za ich pomocą ukryć braku pomysłu na solówkę, wręcz przeciwnie, potrafi za ich pomocą umiejętnie ją ubarwić. Nie można pominąć kapitalnej sekcji rytmicznej - tą zajęli się Wojciech Pilichowski i Wojciech Morawski, a te nazwiska mówią już same za siebie. Mało kto dziś pamięta o tym albumie, a szkoda bo to absolutna czołówka polskich gitarowych płyt.

KLAUS MIT FOCH - "Mordoplan" (1988)

Nie znalazłem żadnego zestawienia najlepszych polskich płyt wszelakich, w której nie byłoby debiutanckiej płyty Klausa Mitffocha. Nie znalazłem też żadnego, w którym znalazłby się drugi album tego zespołu. Choć czy to do końca ten sam zespół? Mało kto ma świadomość, że panowie po odejściu Lecha Janerki i innych personalnych roszadach a także lekkiej modyfikacji nazwy, nagrali jeszcze jedną płytę. To jest właśnie klęska "Mordoplanu", po odejściu Janerki nikt się już nimi nie interesował. Może należało całkiem zmienić nazwę, ale kto wie, czy wówczas płyta nie poszłaby w całkowity niebyt. Muzyka to niby nic takiego, raczej typowe zimnofalowe brzmienia, trochę bezduszna sekcja. Są pojedyncze smaczki nadające charakteru, jak chociażby skrzypce. Całość jest polską pochodną od Joy Division, ale tylko w uproszczeniu. Warto sobie tę zupełnie zapomnianą płytę przypomnieć, dlatego że taka muzyka zdaje się powoli wracać do łask i dla samej świadomości, że Klausa było stać na zrobienie niezłego materiału bez Lecha Janerki.


EXODUS - "The Most Beautiful Day" (1980)

Jeśli chodzi o klasyczny progresywny rock, podchodzący stylem pod dokonania Genesis czy Yes, to w Polsce niestety bardzo mało się dzieje. Z dawniejszych czasów właściwie tylko SBB (w większym stopniu) i Exodus (w mniejszym) przeniknęły do świadomości słuchaczy. O ile zespół Józefa Skrzeka nie stanowi tajemnicy, tak Exodus odszedł w niebyt i mało kto o nim dziś pamięta. Słychać na tym albumie szczerość, kunszt, wyrafinowanie i bezgraniczną miłość do muzyki. Nie brakuje melodii, nie brakuje dobrych popisów. Trochę żałuję, że nie żyłem w tamtych czasach, ale wyobrażam sobie, że tytułowa, trwająca prawie 20 minut suita mogła robić piorunujące wrażenie. Zdecydowanie warto odkopać to zapomniane dzieło i samemu się przekonać, że polscy muzycy mieli naprawdę ambitne podejście do grania, a absolutnym bohaterem tego dzieła jest Władysław Komendarek. Prawdziwa perełka na tym, jakże w naszym kraju ubogim poletku.


KOBRANOCKA - "Sztuka Jest Skarpetką Kulawego" (1987)

Statystyczny Polak zna oczywiście megaprzebój "Kocham Cię jak Irlandię", ludzie którzy mocniej się interesowali muzyką niezależną pewnie trochę więcej. Kobranocka nadal gra i tworzy, ale oprócz swojego największego hitu, nie zadomowiła się za dobrze w świadomości słuchaczy. Tym bardziej warto sięgnąć po ich pierwszą płytę pod abstrakcyjnym tytułem. Mieszanka klasycznych rockowych melodii z punkową zadziornością, nie brakuje szybkich i ostrych numerów, znajdzie się i ballada. Są nawet i dwa covery (Die Toten Hosen i Republika). Słuchając tego, gęba sama się śmieje, bo jest optymistycznie, wesoło, a dobry humor wylewa się z głośników niemal w każdym utworze. Głównie za sprawą totalnie oderwanych od rzeczywistości, abstrakcyjnych, nacechowanych czarnym humorem tekstów. No ale czy można się spodziewać innych po zespole, który na dobrą sprawę powstał w szpitalu psychiatrycznym?

Rafał Chmura

dodajdo

Komentarze

Corpseone

11:01, 29-02-2016 | zgłoś

Jeśli chodzi o proga w Polsce, to nie można pominąć Czesława Niemena. Ma na tym poletku duże zasługi: Enigmatic, Człowiek jam niewdzięczny, Marionetki (z muzykami SBB) i genialny Aerolit.

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.