Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Gra o (melo)tron

9 Kwietnia 2016

Niniejszy tekst chcę poświęcić instrumentowi wyjątkowemu, ale nieco dziś zapomnianemu. Przynależał on do swojej epoki, w której był bardzo chętnie wykorzystywany, ba, stanowił nierzadko o charakterze utworów, a i całych płyt. Trudno sobie wyobrazić muzykę największych grup grających rock progresywny w latach siedemdziesiątych, jak King Crimson, Genesis czy Yes, bez melotronu. Na naszym poletku pionierem tego instrumentu był Czesław Niemen, który użył go po raz pierwszy na doskonałym albumie "Aerolit" (warto przede wszystkim wspomnieć o przepięknej interpretacji "Daj mi wstążkę błękitną" Norwida) oraz na bardziej eksperymentalnych "Katharsis" (elegijna kompozycja "Epitafium (Pamięci Piotra)" jest jedną z najpiękniejszych Niemena, a melotron odgrywa w niej kolosalne znaczenie) oraz "Idee Fixe". Dzisiaj, jeśli już ktoś po melotron sięga, to albo w wyniku sentymentu, albo by skorzystać z niego jak z produkcyjnego smaczku. Skąd wzięło się takie cudo i dlaczego było tak chętnie wykorzystywane przez muzyków parających się rockiem progresywnym?


Melotron to skonstruowany w 1963 roku przez braci Bradleyów (choć koncepcja jednego instrumentu naśladującego brzmienia symfoniczne narodziła się już w latach czterdziestych) instrument klawiszowy imitujący brzmienia wykorzystywanych głównie w muzyce poważnej: skrzypiec, wiolonczeli, fletu, a także i brzmienie chórów. Pierwszeństwo w wykorzystaniu tego instrumentu przypisuje się zespołowi Graham Bond na singlu "Lease On Love" z 1965 roku. Słowo "imitacja" jest w tym przypadku właściwe, ponieważ melotron nie odzwierciedlał brzmień tych instrumentów w skali 1:1, nadawał im swoisty, niesamowity ton. Oczywiście kapele progresywne sięgały też do oryginalnych instrumentów (użytkownikami chociażby fletu byli Peter Gabriel czy Ian Anderson z Jethro Tull, z orkiestrą nagrywali The Moody Blues), ale melotron wprowadzał w ich brzmienie i zapędy do muzyki klasycznej innowacyjność, która była i jest przecież esencją progresywnego rocka. Melotron doskonale także sprawdzał się w muzyce psychodelicznej. Takie zespoły jak The Beatles czy The Rolling Stones, kiedy oddawały się muzycznym poszukiwaniom, sięgały także po modny i intrygujący wtenczas melotron. W takich utworach jak "Strawbery Fields Forever" Beatlesów czy "2000 Light Years From Home" Stonesów instrument ten świadczy o ich wyjątkowości, i jest, moim skromnym zdaniem, najważniejszym ogniwem ich aranżacji. Bez niego kompozycje te straciłyby bardzo dużo, a przede wszystkim, swój psychodeliczny nastrój. Jak wiadomo, są to zespoły nieustannie inspirujące, toteż fakt, że w niektórych utworach Oasis pobrzmiewa melotron, należy przypisać wpływowi The Beatles nie tyle wyłącznie na braci Gallagherów, co na cały nurt tak zwanego "brit bopu" czy "indie rocka" (melotron słychać w kilku utworach Muse, The Verve czy Radiohead).

Dziś melotrony są sporadycznie stosowane, choć samo brzmienie tego instrumentu przeżywa od jakiegoś czasu swój renesans. Ciężkie czasy nastały dla nich w latach osiemdziesiątych, kiedy to przegrały rywalizację z syntezatorami, a klawiszowcy, którzy wcześniej bardzo chętnie z nich korzystali - odstawili je w kąt. Nowoczesne syntezatory potrafią imitować brzmienia melotronu, nie sprawiają użytkownikom problemów technicznych, i z tego powodu to one przeważają. Czasami aż ciężko odróżnić, czy w danym utworze zagrano na prawdziwym melotronie, czy skorzystano z sampli. Jak można wyczytać w mądrych, eksperckich artykułach - melotrony były instrumentami sprawiającymi wiele problemów - przede wszystkim często się psuły i rozstrajały. Służyły one wyłącznie do grania akordowego akompaniamentu w tle - solówki na melotronie nie wchodziły w grę, ponieważ nie trudno było o zerwanie delikatnych taśm magnetycznych, z których system złożony z głowicy odczytywał zapisane dźwięki. Po uderzeniu klawisza przyporządkowana do niego głowica dotykała taśmy, a następnie wysyłała sygnał do wzmacniacza i głośnika z nagranym uprzednio dźwiękiem. Na taśmie znajdowały się trzy ścieżki odczytywane dzięki opcji przesuwania głowic. O kwestiach technicznych nie będę się szerzej rozpisywał, ponieważ nie jestem ekspertem. Jeśli to kogoś interesuje w obszernym i wyczerpującym zakresie, to poniżej załączam linki do tekstów, z których korzystałem przy pisaniu tego felietonu i na których się opierałem.

Lata osiemdziesiąte nie były, ogólnie rzecz ujmując, zbyt pomyślne dla kapel progowych, które wyczerpawszy chyba swoją zamaszystą formułę, zaczęły proponować muzykę lżejszą, prostszą i przyjemniejszą. W największym stopniu udało się to zespołowi Genesis, który doczekał się wielu niesamowicie popularnych hitów w czasach, gdy perkusista Phil Collins zastępował Petera Gabriela za mikrofonem. Melotrony były na ich wcześniejszych płytach bardzo istotnym elementem. Tony Banks używał ich od drugiej płyty "Trespass" aż do ostatniej progresywnej, trzeciej z Collinsem na wokalu - "And Then There Were Three", z której furorę zrobiła chyba pierwsza popowa piosenka Genesis - "Follow You Follow Me". Trudno sobie wyobrazić braku tronu na takich krążkach jak "Nursery Cryme" (fantastyczna kompozycja "The Fountain Of Salmacis", przepiękna końcówka w "Seven Stone"), "Foxtrot" (cudowne intro do "Watcher Of The Skies"), czy niemal w całości ubarwiona tym instrumentem, jedna z najlepszych płyt Genesis z Gabrielem - "Selling England By The Pound".

Niewątpliwymi i niezaprzeczalnymi "bogami" melotronu byli King Crimson i Yes. Na pierwszej płycie "Karmazynowego Króla" na tronie grał Ian McDonald i to on zagrał przepiękne partie w "Epitath" czy "The Court Of The Crimson King". Po jego odejściu za partie melotronu na następnych płytach odpowiada lider zespołu - Robert Fripp. Najmocniej w pamięci zapadają takie kompozycje jak "In The Wake Of Poseidon" czy "Starless" ze znakomitego albumu "Red". Jeśli chodzi o Yes, to melotrony były niewątpliwie faworyzowane przez genialnego Ricka Wakemana skromnie począwszy od albumu "Fragile" (genialne "Roundabout"), poprzez wszystkie albumy, na których zagrał. Takie krążki jak "Close To The Edge" (najlepszy longplay Yes w ogóle), "Relayer" czy trudne w odbiorze "Tales From Topographic Oceans" to uczta dla miłośników brzmienia melotronu. Grzechem byłoby pominięcie może nieco mniej znanej postaci przy wyżej wymienionych, ale równie ważnej (na pewno w przypadku tego artykułu), jaką jest Mike Pinder - klawiszowiec grupy The Moody Blues. Jest to zespół może i nieco dziś zapomniany, ale na pewno każdy zna piosenkę "Nights In White Satin" - jest to bodaj jedyny wielki hit tego zespołu, melotron jest arcyważny dla jego brzmienia. Póki Pinder był członkiem kapeli, melotronu nie brakowało. Płytę "Days Of Future Passed", z której pochodzi wspomniana ballada, Anglicy nagrali z orkiestrą symfoniczną - na następnych albumach orkiestry już nie było, zatem i wykorzystanie melotronu, który miał za zadanie wypełnić tę pustkę, było zdecydowanie bardziej znaczące. Po odejściu Pindera kapela wkroczyła w lata osiemdziesiąte i melotron w The Moody Blues spotkał podobny los co w przypadku innych, bardziej sławnych kapel z tamtych czasów.

Zespołem, który postanowił wyciągnąć melotron z lamusa i uratować go przed zapomnieniem historii jest szwedzki zespół Anekdoten istniejący od 1991 roku i od samego początku nawiązujący w swojej twórczości do wczesnego King Crimson - w ramach ciekawostki można dodać, że zespół wcześniej nosił nazwę King Edward. Grupa ma na koncie sześć albumów - "Vemod", "Nucleus", uznawane za opus magnum zespołu "From Within", "Gravity", "A Time of Day" oraz ostatni z nich - "Until All The Ghosts Are Gone", który ukazał się w 2015 roku po ośmioletniej przerwie w działalności. Jest to znakomity krążek pełen posępnego, jesiennego, ale jakże wciągającego klimatu. Znakiem rozpoznawczym od Szwedów od samego początku, od pierwszej płyty, jest uczynienie z melotronu kluczowego instrumentu w brzmieniu. Bodajże wszystkie utwory, jakie nagrali i zamieścili na płytach są nim okraszone - nie w charakterze chwilowej ciekawostki budzącej sentyment do klasyki, ale bardzo ważnego ogniwa, które decyduje o ostatecznym kształcie utworu, podkreślając jego najistotniejsze fragmenty oraz potęgując melancholijny klimat muzyki. Z płyty na płytę muzycy, aby uniknąć zarzutów o "monomelotroniczność" wprowadzali stopniowo inne instrumenty (jak na przykład hammondy na ostatnim albumie), ale nieprzerwanie to właśnie trony dzierżą palmę pierwszeństwa. Na płytach kwartetu grają na nich gitarzysta Nicklas Barker (wcześniej widniejący pod nazwiskiem Berg) - główny kompozytor grupy oraz wiolonczelistka - Anna Sofi Dahlberg. To właśnie ona odpowiada za instrumenty klawiszowe podczas koncertów. Warto sięgnąć do twórczości tej kapeli, aby nacieszyć się brzmieniem melotronu. Nie są może i zbyt znani w Polsce, ale pozostaje życzyć Szwedom, aby zyskali u nas większe grono słuchaczy. Wydaje mi się, że w pełni na to zasługują.

Osobą, która przywróciła rockowemu światu jedyne w swoim rodzaju brzmienie melotronu na nieco większą skalę jest guru współczesnego prog-rocka - Steven Wilson - wielki miłośnik zespołów z lat siedemdziesiątych, lider wielu wspaniałych projektów (Porcupine Tree, Blackfield etc), gitarzysta, wokalista, producent, a ostatnio głównie twórca solowy. Wielokrotnie w swojej karierze ubarwiał swoje, a i nie tylko swoje (dźwięki melotronu na płytach Opeth, a także w ogóle porzucenie przez ten zespół ekstremalnych dźwięków na rzecz progresywnego rocka - to jego zasługa/wina (niepotrzebne skreślić - w zależności, czy woli się Opeth sprzed "Blackwater Park", czy po). W czasach Porcupine Tree melotron był chętnie wykorzystywany - niekiedy grano na prawdziwym modelu (robił to przeważnie klawiszowiec zespołu Richard Barberi), niekiedy samplowano, ale na szeroką skalę Wilson zaczął go używać na płytach solowych. Jeszcze nieco powściągliwie na "Grace For Drowning", ale już na całego "rozhulał się" na rewelacyjnych krążkach "The Raven That Refused To Sing" i "Hand. Cannot. Erase". Melotron jest używany we wszystkich utworach na tych płytach i szczerze mówiąc - ogromną mam nadzieję, że się zbyt prędko Wilsonowi nie znudzi.

Na koniec tego przydługawego felietonu chcę zaprezentować subiektywny wybór pięciu utworów, w których pojawiają się melotrony. Będą to utwory wykonawców nie korzystających zbyt często z tego instrumentu.

1. David Bowie - "Space Oddity" - kanoniczna piosenka z pierwszej płyty zmarłego w tym roku Bowiego. Tak naprawdę to niewiele osób pamięta jej tytuł, ale jeśli się tylko zanuci "Ground Control To Major Tom", to już wszyscy wiedzą o co "kaman". Melotron, na którym zagrał w tym numerze jeden z głównych bohaterów tego felietonu - Rick Wakeman - dodaje tej piosence niemal kosmicznego, futurystycznego i psychodelicznego brzmienia.

https://www.youtube.com/watch?v=cYMCLz5PQVw

2. Led Zeppelin - "Kashmir" - kompozycja legendarna, o której już wszystko napisano, powiedziano. Melotron, na którym zagrał basista/klawiszowiec Zeppów - John Paul Jones podkreśla zafascynowanie zespołu muzyką orientalną. Inna fascynująca kompozycja tego zespołu z melotronem to "The Rain Song".

https://www.youtube.com/watch?v=ZDwotNLyz10&nohtml5=False

3. Black Sabbath - "Changes" - jedna z najpiękniejszych rockowych ballad, jakie kiedykolwiek powstały. Fortepian, przejmująco płaczliwy śpiew Ozzy'ego Osbourne'a i właśnie melotron (zagrał na nim basista i tekściarz Sabbsów - Geezer Butler, podobnie jak w "Who Are You" z "Sabbath Bloody Sabbath"), który jeszcze bardziej potęguje smutek wypływający z tej piosenki.

https://www.youtube.com/watch?v=7mAtCY2wNcM&nohtml5=False

4. Rush - "Tears" - przepiękna ballada z płyty "2112" skomponowana w całości przez Geddy'ego Lee. Bardzo melancholijna i smutna. Na melotronie zagrał Hugh Syme. Co ciekawe, melotron pojawił się w kilku kompozycjach na przedostatniej jak dotychczas płycie Rush - "Snakes & Arrows". Zagrał na nim Geddy.

https://www.youtube.com/watch?v=ZFTk41IQFqI&nohtml5=False

5. Mark Lanegan - "No Easy Action" - jak można się zorientować po powyższych piosenkach melotron albo dodaje smutku, psychodelii, albo nadaje orientalnego posmaku kompozycji. W przypadku tego utworu - wszystkie te trzy emocje. W owej piosence amerykańskiego smutasa o grobowym głosie na melotronie zagrał niejaki Keni Richards, a żeński wokal, który również orientalizuje tę kompozycję, należy do Wendy Rae Fowler - prywatnie byłej żony Lanegana. Melotron można również usłyszeć w kilku kompozycjach na doskonałej płycie "Blues Funeral".

https://www.youtube.com/watch?v=gvRK5HaB4bk&nohtml5=False

PS. Melotron w muzyce rockowej to, jak widać wbrew pozorom, temat obszerny i nie pozwalający się wyczerpać w takim krótkim, jakby na to nie patrzeć, tekście. Z tego powodu felieton jest mocno subiektywny i, co możecie mi śmiało zarzucać, pobieżny i jedynie sygnalizujący pewne zjawiska, zachęcający do własnych poszukiwań. Byłoby cudownie, jeśli wzbudziłby pośród czytelników dyskusję i skłonił do wniosków, którymi zechcielibyście się podzielić - na przykład swoimi zestawieniami ulubionych utworów z melotronem. Jak wcześniej zapowiadałem - podaję listę lektur. Podczas pisania felietonu korzystałem z następujących artykułów i stron internetowych:

http://www.planetmellotron.com/index.htm

http://muzykotekaszkolna.pl/1511-wiedza/1521-instrumenty/160-elektryczne/3686-melotron

http://ultimateclassicrock.com/mellotron-songs/

http://ryszardwozniak.salon24.pl/565006,muzyka-pisane-mellotron

Kamil Pietrzyk

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.