Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Eksplozja NAPALMU, czyli o wielkim wybuchu muzycznych światów - cz.II

30 Lipca 2016

Jest połowa lat 80. Młodziutki Mick Harris jest fanem Napalm Death. Kręci się wokół zespołu, proponuje nawet, że mógłby zostać jego wokalistą. Na tym polu spotyka się z odmową, ale kiedy okazuje się, że grywa na perkusji i to całkiem oryginalnie, z miejsca zostaje przyjęty. Harris ma w sobie całe pokłady determinacji, sporo pomysłów i niespotykany warsztat. Angażuje się w zespół na tyle mocno, że druga połowa dekady należy niemal całkowicie do niego. To właśnie on wymyśla termin grindcore, jako nazwę dla rodzącego się gatunku muzyki. Po sukcesie debiutanckiej płyty, Harris i spółka szybciutko idą za ciosem i nagrywają absolutną biblię nowej muzyki - "From Enslavement To Obliteration". Płyta okazuje się być wielkim sukcesem muzyki alternatywnej, nawet na listach przebojów dystansuje konkurencję w przedbiegach.


Napalm Death stopniowo wprowadza do swej muzyki elementy coraz mocniej rosnącego w siłę death metalu. Harris nagrywa z zespołem jeszcze jeden album (już niemal całkowicie w konwencji death), po czym zaczynają się zgrzyty. Próbuje przemycić swoje fascynacje wszelkimi muzycznymi eksperymentami do Napalm, jednak nie spotyka się ze zrozumieniem. Chcąc dać upust swoim wizjom, postanawia odejść. Niemal dokładnie w tym samym czasie dostaje propozycję, która spada na niego jak manna z nieba - jest już na tyle znanym i ciekawym perkusistą, że wspólne granie proponują mu jego dwaj idole - Bill Laswell i John Zorn. Tak powstaje Painkiller, który pozostawi po sobie dwie epki, koncertówkę i pełnego, potrójnego kolosa. Muzycy zamieniają na dźwięki swoje wizje, łącząc free jazz z grindcorem, elektroniką i czym tylko się da.

Równolegle rodzi się największe i najważniejsze dziecko Micka - Scorn. Początkowo jako zespół. Na tej drodze wspomagają go dawni koledzy z Napalm Death - Justin Broadrick (na pierwszej płycie) i Nick Bullen (na dłużej). Pierwsze nagrania oscylują wokół fascynacji gitarowym graniem, ale już przemycane są sample i elektroniczne beaty. Muzyka zespołu zaczyna iść w tym ostatnim kierunku, co ostatecznie dokonuje się na albumie "Evanescence", na którym Harrisa i Bullena wspomaga inne dziecko grindcore'a - James Plotkin. Rocka już właściwie nie ma, ustępuje on miejsca wszędobylskim beatom - mrocznym, surowym, pierwotnym, nacechowanym industrialem. Kolejne płyty będą iść tylko głębiej w tę ciemną, elektroniczną otchłań, a Harris zostanie na placu boju sam.

Ale muzyk nie byłby sobą, gdyby ograniczył się do jednego projektu. Ciągle bawi się beatem, może nie tak bardzo radykalnie jak w Scorn, co można usłyszeć np. w czteroczęściowym wydaniu "Hed Nod Sessions". Dodatkowo wkręca się w różne kolaboracje z sobie podobnymi. Powstaje sporo jednorazowych projektów. Zdecydowanie najciekawsze są dwa albumy nagrane z włoskim mistrzem industrialu Eraldo Bernocchim, gdzie panowie wprowadzają drum'n'bass do piekła, album z młodym, zdolnym producentem z rodzinnego podwórka Neilem Harveyem oraz jednorazowy eksperyment z Markiem Spybey'em.

Obok Scorn i pobocznych projektów, Mick eksploruje swoją kolejną muzyczną fascynację - ambient. Do tego celu zostaje powołany zespól Lull. Początkowo wygląda to dość średnio, ale na kolejnych płytach muzyk odsłania mroczną, do bólu ascetyczną, własną wizję ambientu. I robi to na tyle ciekawie, że zostaje ogłoszony kapłanem kolejnego zjawiska - muzycznego izolacjonizmu. Równolegle z płytami Lull powstają kolaboracje (a jakże!) z dawnymi przyjaciółmi - Laswellem i Plotkinem. W międzyczasie Harris przygotowuje magnum opus swojego najmroczniejszego oblicza. Nagrywa trzy albumy z folkowym wokalistą Martinem Batesem. Płyty powstają w ciągu aż czterech lat, ale wkrótce zostają połączone w jedno i wydane pod wspólnym tytułem "Murder Ballads". Dzieło stanowi jeden z najbardziej nawiedzonych tworów w historii muzyki, nikt wcześniej ani nikt później nie łączył w ten sposób nieludzkiej wręcz elektroniki z delikatnymi, złowieszczymi wokalami.

W XXI wieku artysta nieco zwalnia obroty. Powstaje coraz mniej projektów, Scorn wydaje jeszcze cztery albumy, kierując się w stronę dubstepu (Harris już jest uważany za prekursora gatunku), ukazuje się ostatni jak na razie album Lull. W 2011 oświadcza, że odkłada na bok swoje najważniejsze dziecko, żeby zrealizować kilka innych pomysłów. Jednak żadna płyta nie trafia do rąk fanów. Ostatnim dokonaniem okazuje się być epka Scorn. Co robi obecnie muzyk, pozostaje zagadką, wiadomo tylko, że od pięciu lat milczy. Nawet gdyby miał już nic nigdy nie nagrać (co osobiście wydaje mi się niemożliwe), pozostawił po sobie na tyle dużo wspaniałej muzyki, że odkrywania wystarczy na niejedno życie.

Oto subiektywna lista najlepszych i najważniejszych dokonań jednego z największych muzycznych wizjonerów naszych czasów:

Napalm Death - From Enslavement To Obliteration (1988)
Scorn - Vae Solis (1992)
Scorn - Evanescence (1994)
Painkiller - Execution Ground (1994)
Lull - Cold Summer (1994)
M.J. Harris & Bill Laswell - Somnific Flux (1995)
Mick Harris & James Plotkin - Collapse (1996)
Equations Of Eternity - Equations Of Eternity (1996)
Mick Harris & Eraldo Bernocchi - Total Station (1998)
Mick Harris & Neil Harvey - Shortcut To Connect (1998)
M.J. Harris & Martin Bates - Murder Ballads (The Complete Collection) (1998)
Mark Spybey & Mick Harris - Bad Roads, Young Drivers (2000)

Rafał Chmura

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.