Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa grudnia!

31 Grudnia 2016

Na koniec 2016 roku przygotowałem sześć albumów, z których każdy reprezentuje inny gatunek muzyki. Zaczynamy od country folku, przez progresywny rock i new wave, aż do alternatywnego grania. Jeśli nie macie żadnych postanowień noworocznych, to warto za cel postawić sobie przesłuchanie przynajmniej tych kilku płyt!


America - "America" (29.12.1971)

Debiutancki album okazał się magnum opus londyńskiego trio. Dotarł do czternastego miejsca brytyjskiej listy najlepiej sprzedających się albumów, a za oceanem przez pięć tygodni utrzymywał się na szczycie Billboardu. Nie była to tylko kwestia nazwy grupy; swoim brzmieniem idealnie oddają klimat wyschniętego południowego Zachodu Stanów Zjednoczonych. Mam na myśli zwłaszcza ponadczasowy przebój "A Horse With No Name". Co ciekawe, ten utwór nie znalazł się na początkowych wersjach albumu, jednak po niesamowitym sukcesie singla dodawano go na wszystkie wersje wydawane od 1972 roku. Drugim promującym płytę numerem było "I Need You", wyróżniające się nieco płaczliwym wokalem. Trafiające do słuchaczy, ale ustępujące wizji wędrowca w chmurze piasku z "Sandman" czy gitarowym partiom w "Donkey Jaw".

Genesis - "Wind And Wuthering" (27.12.1976)

Ostatnia płyta zespołu nagrana z gitarzystą Stevem Hackettem. Dla niektórych też być może ostania płyta Genesis przed erą pop rocka. Faktem pozostaje jednak, że od "Wind And Wuthering" notowania grupy rosły. Ten krążek to przede wszystkim Tony Banks. Czy to syntezatory w "Eleventh Earl Of Mar", czy dzwonki w "Your Own Special Way", czy ukojenie w barokowym "Blood On The Rooftops", klawiszowiec zawsze wyciąga niesamowite brzmienie. Jedynym kamyczkiem w tym ogródku jest elektryczne wzmocnienie w drugiej części "One For The Vine". Tam na szczęście uwagę może odciągnąć przyspieszony bas Rutherforda. Na specjalną uwagę zasługują też popisy Hacketta w "All In Mouse's Night".

Rough Trade - "For Those Who Think Young" (30.12.1981)

Kanadyjska formacja new wave nie zawojowała zagranicznych rynków, ale trafiła do świadomości szerszej grupy słuchaczy. Głównie za sprawą liderki, Carole Pope, którą śmiało mogę nazwać żeńskim Freddiem Mercurym. Nie chodzi tylko o orientację seksualną i sam image; mocno przypomina styl śpiewu legendarnego wokalisty. Sama muzyka też momentami jest bardzo podobna, np. w zdominowanym przez klawisze "Baptism Of Fire". Na pierwszym planie całego albumu jest oczywiście bas i na ogół wypada w porządku. Najciekawsze punkty sety to z pewnością flirtujący z reggae numer tytułowy, klasyczny "All Touch" i kontrastowy brzmieniowo "Prisoner Of My Skin".

Green Day - "Kerplunk" (17.12.1991)

Kalifornijscy punkrockowcy ze swoim drugim wydawnictwem nie weszli nawet na listy przebojów, choć do dziś "Kerplunk" sprzedał się w ponad czterech milionach egzemplarzy. Zatrudnienie stałego perkusisty (Tre Cool do dziś gra w Green Day) wyszło im na dobre. Nie jest to brzmienie z przełomowego "Dookie"; tutaj jest głębiej i troszeczkę surowiej. Podoba się bas w "2000 Light Years Away" i pogrubiona melodia na zwrotkach w "Private Ale". Najbardziej zaskakuje "Dominated Love Slave" - country śpiewane z mocnym południowym akcentem tworzy jeden z największych znanych mi muzycznych kontrastów. Dla fanów zespołu jest też gratka w postaci oryginalnej wersji hitu "Welcome To Paradise".

Live - "Mental Jewelry" (31.12.1991)

Pierwsza płyta nagrana po zmianie nazwy z Public Affection. Jest to również początek obejmującej sześć albumów studyjnych współpracy z Radioactive Records. Inspirowany filozofią Jiddu Krishnamurtiego krążek nie zrobił kariery "Throwing Copper" czy "Secret Samadhi", ale jest dziełem solidnym i konsekwentnym. Dahlheimer chrupie i furkocze na basie już od pierwszych "Pain Lies On The Riverside" i "Operation Spirit". Zadziorny wokal Kowalczyka podoba się w gniewnym "Waterboy". Live pokazuje też łagodniejsze oblicze, jak choćby w "Brothers Unaware" czy "Take My Anthem". Dla mnie zdecydowanie na plus zmienny melodycznie "The Beauty Of Gray" i rytmiczny "Tired Of Me".

Switchfoot - "Oh! Gravity." (26.12.2006)

Jeśli można powiedzieć, że na ten zespół kiedykolwiek był "boom", to zaczął mijać na tej płycie. Wyniki sprzedaży były słabsze niż w przypadku "The Beautiful Letdown" czy "Nothing Is Sound", co nie znaczy, że automatycznie muzyka stała na niższym poziomie. Polecam zwłaszcza "Let Your Love Be Strong" - ostatni, najspokojniejszy kawałek na krążku, z wplecionymi partiami smyczkowymi. Z singli najbardziej przypadł mi do gustu "Awakening", chociaż wokal w "Dirty Second Hands" też jest niczego sobie. Przeciągnięty, brudny, ale przy tym naprawę namiętny. Słabiej jest zaraz w następnym "Circles", gdzie Jon Foreman zdaje się chwilowo gubić brzmienie.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Jubileusze albumów - I połowa marca! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa marca!

Dzisiaj będzie trochę więcej albumów - pierwsza połowa marca dostarczyła zaskakująco dużo rocznic, więc mam dla Was osiem pozycji. Dwa zupełnie odmienne w odbiorze debiuty i dwa zupełnie odmienne ostatnie (przynajmniej... czytaj cały felietion...

Say something, say something else! - 25 lat britpopu! (felieton)Say something, say something else! - 25 lat britpopu!

"25 lat minęło" - tak zapewne zaśpiewałby brytyjski Andrzej Rosiewicz. Rok 2017 oznacza (choć oczywiście umownie) ćwierćwiecze britpopu. Symbol gitarowej żywotności, brytyjskiej dumy lat 90., energicznej i jawnie... czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.