Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


ROK 2016 - metal!

3 Stycznia 2017

Szeroko pojęta muzyka metalowa nie jest tematem zbyt często poruszanym na łamach RockMagazynu. Nie oznacza to jednak, że znajduje się całkowicie poza spektrum zainteresowań redakcji - nie brakuje w niej wszak słuchaczy ciężkiej muzyki. W takim wypadku można zatem sobie pofolgować - raz do roku podkuć Borucie kopyto, zapleść mu harcap i zabawić się w adwokata diabła.


A.D. 2016 był dla metalu rocznikiem efektownym, obfitującym w ponadprzeciętną ilość interesujących wydawnictw. Zebranie czołowej dwudziestki okazało się być zatem niezwykle trudnym zadaniem. No bo jak wytłumaczyć się z faktu, że poza zasadniczym zestawieniem znalazły się takie firmy jak The Dillinger Escape Plan, Deathspell Omega czy Bölzer? Niezmiennie poziom utrzymuje też Urfaust, którego "Empty Space Meditation" to kolejny udany miks blacku, ambientu i powolnego jak walec drogowy doomu. O klasycznym, mięsistym death metalu nie pozwoliły zapomnieć z kolei dwie skandynawskie załogi - fińskie Krypts, czy silnie wzorujący się na Obliteration norweski Reptilian. W nieodległej Finlandii wydany został z kolei jeden z oryginalniejszych albumów roku - "Metsutan: Songs of the Void" autorstwa Whispered, który jest interesującą fuzją melodic death metalu z wpływami Dalekiego Wschodu. Honoru najwolniejszych odmian metalu bronił natomiast chociażby Cough z monumentalnym "They Still Pray". O dobry grindcore zadbali muzycy Nails, równie bestialski w swoim warmetalowym rzemiośle był Teitanblood [choć tym razem tylko w wymiarze EP-ki], zaś tę imponującą stawkę domyka black/thrashowy Desaster. Polska scena metalowa w tym subiektywnym zestawieniu wypada skromnie, acz niezwykle godnie; zarówno Entropia, jak i Obscure Sphinx to zespoły o wyrobionej renomie. "Co to u nas będzie? A czego to nie będzie?!" - można w tym miejscu zadać sobie podwójne pytanie klasyków i zastanowić się, jak solidnie musi wyglądać przy takim zapleczu podstawowe zestawienie.

Jeśli chodzi o rozczarowania, tych było stosunkowo niewiele. Dość wyraźnie z tonu wyraźnie spuścił black'n'rollowy Kvelertak. Kolejny rok z rzędu bez spektakularnego wystrzału musiała obyć się wytwórnia Rise Above Records - traditional-doomowy Beastmaker okazał się być kompletnym niewypałem. Wybitna nie była także nowa płyta Metalliki, o której pozwoliłem sobie wspomnieć bardziej z kronikarskiego obowiązku. W ostateczności można też pokręcić nosem na nowy album gigantów z Neurosis czy sarkać na dziadków z Death Angel - ma to jednak posmak szukania dziury w całym; oba te zespoły starzeją się nadzwyczaj godnie.

Po tym krótkim zarysowaniu tła, pora na zasadniczą część zabawy. Przed państwem dwadzieścia najlepszych, najbrutalniejszych, najbardziej porażających szkiców węglem, które wydał rok 2016.


20. Anthrax - For All Kings

Wielu w tym momencie mogło się ironicznie zaśmiać, niemniej zestawienie otwiera właśnie Anthrax - zespół teoretycznie dogorywający gdzieś pomiędzy nową Metallicą a kolejnymi wykwitami Megadeth. "For All Kings" to kawał wtórnego, generycznego grania, którego słuchanie sprawiło mi jednak autentyczną przyjemność - archetypiczna wręcz definicja "guilty-pleasure", nieprawdaż? Joey Belladonna wyje sobie jak za czasów "Among the Living", riffy z pogranicza thrash metalu i klasycznego heavy brzmią smakowicie, a ja sobie rytmicznie stukam palcami w blat biurka. Aż może się z nostalgii zakręcić w oku łezka dla cieniów minionych.

19. Atomikylä - Keräily

"Toż to Oranssi Pazuzu na narkotykowym głodzie" - stwierdził jeden z użytkowników muzycznej cyberprzestrzeni, pod czym podpisuję się rękami i nogami. Projekt współtworzony przez członków wspomnianego już Oranssi Pazuzu i Dark Buddha Rising, stanowiący odpowiednie połączenie "kwaśnej" psychodelii z elementami miażdżącego post-metalu. Atomikylä kreuje swój własny świat pełen poznawczych dysonansów - jeśli tylko go dopracuje, zostanę bezwarunkowym fanem tego uniwersum.

18. Altarage - Nihl

Przyznam szczerze, że nie śledzę z wypiekami hiszpańskiej sceny metalowej, ale faktem jest, że do natarcia przystąpił kolejny iberyjski zespół. Po wspominanym już Teitanblood, tym razem odpowiednią dawkę smoły wprost z piekielnego gara postanowili zapewnić Baskowie z Bilbao. Altarage oczywiście gra inną muzykę - to fuzja blackened death metalu ze sludge'em - niemniej stężenie brutalności i grozy jest podobne, co u ich kolegów z Madrytu. "Nihl" to debiut Basków, zdradza jednak niemały potencjał projektu i daje nadzieję, że w potęgowaniu mrocznego klimatu Altarage będzie się już tylko doskonalić.

17. Gorguts - Pleiades' Dust [EP]

Stwierdzenie, że Gorguts to legenda awangardowego death metalu jest ocieraniem się o truizm. Przez lata wyczerpano jednak arsenał pochwał, zatem ciężko o Kanadyjczykach napisać cokolwiek nowego. "Pleiades' Dust" to 33-minutowy opus potwierdzający wielkość zespołu - czyli coś, czego Kanadyjczycy paradoksalnie nie muszą już nikomu udowadniać. Miłym dodatkiem jest fakt skorzystania z dobrodziejstw ambientu - nie odgrywa on oczywiście wiodącej roli, jednak doskonale sprawdza się jako element tła

16. Meshuggah - The Violent Sleep of Reason

Blisko trzydzieści lat na scenie, ale chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wyśle Meshuggah na oddział metalowej geriatrii. Tak mocnego i zaangażowanego albumu Szwedzi nie nagrali od dawien dawna; instytucja uporządkowanej, kanciastej apokalipsy wymierzonej od linijki wisi w powietrzu, staje się jednak zaskakująco bliska i świeża. Najnowszy album nie zawraca kijem Wisły, ale stanowi niezwykle udane odświeżenie dobrze znanej formuły, znanej tylko samym twórcom.

15. Grave Miasma - Endless Pilgrimage [EP]

Od czasu kiedy pierwszy raz usłyszałem płytę "Odori Sepulcrorum", zaliczam się do grona najwierniejszych admiratorów Grave Miasma. W 2016 roku stacjonująca w Londynie grupa powróciła ze swoim najmłodszym dzieckiem - nowa EP-ka jest jeszcze bardziej obskurna i wionąca cmentarną kryptą, niż wydawnictwa wcześniejsze. Kluczem do sukcesu stało się zwiększenie roli doomowego pierwiastka, który ostatecznie został równorzędnym partnerem black/deathowych zagrywek. Więcej może nie będę pisał - niech ten mroczny wyziew osiądzie i na waszych uszach!

14. Gojira - Magma

Ciężko było mi się początkowo oswoić z "Magmą"; zespół zrezygnował z kilku sprawdzonych patentów, ponadto płyta charakteryzuje się lżejszym brzmieniem oraz - w porównaniu do poprzednich albumów zespołu - mniejszą złożonością kompozycyjną. Warto jednak poświęcić Gojirze trochę czasu, bowiem dopiero po kilku odsłuchach płyta trafia do słuchacza w całości. "Magma" na pewno nie zostanie moim ulubionym krążkiem w dorobku Francuzów, jest jednak potwierdzeniem ich niezmiennie wysokiej dyspozycji.

13. Blood Incantation - Starspawn

Debiutancki krążek Blood Incantation brzmi niezwykle świeżo i ożywczo na deathmetalowym poletku. Dziwić może zatem fakt, że "Starspawn" to... wydawnictwo recyklingowe. To niezwykle zgrabna kompilacja elementów, za które fani death metalu kochają lata 90. Wsłuchując się w kompozycje można momentami rozpoznać Morbid Angel, to znowu Demilicha lub innych gigantów death/doomu, a czasem zza winkla wyjrzy Chuck Schuldiner z Death. Jednocześnie, jak już zostało powiedziane - "Starspawn" w jakiś niewytłumaczalny sposób jest świeże i wystarczająco "modern", by znaleźć się w tym zestawieniu.

12. Uada - Devoid of Light

W internecie często można napotkać się z opiniami o uderzającym podobieństwie brzmienia amerykańskiego kolektywu oraz rodzimej Mgły, czy też (w mniejszym stopniu) - szwedzkiego Dissection. Pewne korelacje oczywiście występują, jednak traktowanie Uady jako tępego, bezrefleksyjnego epigona jest krzywdzącą symplifikacją. "Devoid of Light" charakteryzuje się z jednej strony należytą melodyjnością, z drugiej odpowiednio ortodoksyjnym pogłosem. Proporcje wydają się być doskonałe.

11. Darkthrone - Arctic Thunder

Być może to jedna z bardziej kontrowersyjnych płyt w zestawieniu. Niektórzy krytycy uznali wręcz "Arctic Thunder" za blackmetalową wydmuszkę, zaś powrót do bardziej "norweskiej" stylistyki za czysto kosmetyczny i koniunkturalny. Ja osobiście uważam wręcz przeciwnie; jest to pierwsza płyta od dawien dawna, nad którą choć trochę czuć swąd "Under a Funeral Moon" czy "Panzerfaust". Przy czym bardziej chodzi może o charakter nagrań, aniżeli samo brzmienie - choć przecież i tu jest stosunkowo mięsiście, a "Tundra Leech" swoją konstrukcją przypomina legendarne "Quintessence".

10. Vektor - Terminal Redux

Vektor to już uznana marka - Amerykanie w niezwykle udany sposób łączą technical thrash metal z wpływami blacku - wszystko to pod płaszczykiem progresywnych, niezwykle rozbudowanych kompozycji. Efektem dalszego doskonalenia stylu jest właśnie "Terminal Redux". Album sprawia wrażenie pewnego fragmentu kosmicznej przestrzeni wypełnionej materią perfekcyjnych riffów. Znakomita technika i kompozytorski zamysł twórców dają nadzieję, że Vektor jeszcze niejednokrotnie ucieszy uszy słuchaczy.

9. Furia - Księżyc milczy luty

Po niewypale, jakim była EP-ka "Guido" miałem przez moment pewne obawy względem nowego longplaya Furii. Nihil i jego ekipa zdołali je jednak rozwiać, wprawiając w zachwyt większość recenzentów. "Księżyc milczy luty" jawi się jako bodaj najbardziej eksperymentalne wydawnictwo zespołu - wydaje się, że post-rockowe plamy i srogie, niemal doomowe riffy jeszcze bardziej uwiarygadniają ukuty przez krytyków termin "nekrofolk". Nie wdając się w zbędne szczegóły semantyczne; najnowsza płyta Furii mimo gęstej mgły eksperymentalizmu nadal jest albumem projektu przesyconego tym samym, charakterystycznym nihilizmem. Czyli tym, co w twórczości zespołu jest akurat niezmienne.

8. Deströyer 666 - Wildfire

Nieskomplikowana, chwilami wręcz rock'n'rollowa energia wtłoczona w metalowy organizm - "Wildfire" to płyta tyleż regresywna, co efektowna. Fuzja black metalu z bardziej klasycznymi brzmieniami (thrash/speed/heavy) na papierze może razić swoją prostotą, jednak D666 rekompensuje to rewelacyjnym brzmieniem i masą nośnych melodii. Charakterystyczna dla Venom czy Hellhammera siermiężność jest siłą napędową "Wildfire", którego poznawanie sprawia autentyczną frajdę.

7. Asphyx - Incoming Death

W rok 2017 holenderski zespół wchodzi - podobnie jak Meshuggah - już z "trzydziestką" na karku, niemniej nadal próżno szukać u nich objawów metalowej demencji. "Incoming Death" to kolejna ociekająca brutalnością hybryda death oraz doom metalu. Z jednej strony ciężko czuć się zaskoczonym - brzmienie i kompozycje są skrojone pod najtwardszy elektorat zespołu. Jednocześnie Asphyx niezmiennie utrzymuje wysoki poziom. Wydaje się, że jest to jedna z nielicznych już metalowych łajb, którym nie grożą nawet najstraszniejsze sztormy czasu.

6. Howls of Ebb - Cursus Impasse: The Pendlomic Vows

Brak Howls of Ebb w tym zestawieniu byłby jedną z moich największych muzycznych infamii. Bo muzyka to zaiste znakomita; płyta przypomina bardziej upiorny teatr cieni, aniżeli klasyczny krążek ekstremalnego metalu. Amerykanie serwują naprawdę gęste granie z pogranicza death, black i doom metalu w iście awangardowej oprawie. Miażdżące zwolnienia, intrygująca gra dysonansów i kompozycyjna wirtuozeria dają obraz przerażającej otchłani. I to może nawet tej o której mówił Nietzsche - ponuro łypiącej okiem na słuchacza.

5. Cobalt - Slow Forever

To blisko 90 minut stawiania na nogach kolosa nihilizmu - ten wraz ze słuchaniem płyty coraz bardziej się chwieje, by na koniec spektakularnie upaść. "Slow Forever" jest siarczystym, totalnym albumem; Cobalt miesza w tylko sobie znanym tyglu black metal i sludge, tworząc swoisty pomnik bezsilnej furii. Niech nie zwiodą was na manowce jakieś próby łączenia - mniej lub bardziej absurdalne - z tytanami post-metalu czy atmospheric blacku; to twór być może nie rewolucyjny muzycznie, jednak na pewną skalę nieporównywalny i niepowtarzalny.

4. Antaeus - Condemnation

Mizantropiczny, bestialski black metal to znak firmowy Antaeusa, od ponad dwóch dekad obecnego na scenie muzycznej. Francuzi nie spuszczają jednak z tonu i cały czas pielęgnują swoje surowe, nieludzkie brzmienie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że "Condemnation" brzmi [paralela zaciągnięta szerokim łukiem] jak mariaż "Casus Luciferi" Watain z debiutanckim longplayem Inquisition. Nie to jest to jednak oczywiście opinia wiążąca, bowiem nie ma jednego, uniwersalnego klucza do zrozumienia tejże płyty. Jedno jest natomiast pewne: turpizm Antaeusa to dowód na to, że black metal może być - cokolwiek kontrowersyjnym i przerażającym, niemniej jednak - dziełem sztuki.

3. Inquisition - Bloodshed Across the Empyrean Altar Beyond the Celestial Zenith

Pomimo zachowawczego już podejścia do swojej estetyki, Inkwizytorów nadal nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym metalowym tworem. Co więcej - wciąż nie mają sobie równych. Duetowi ani w głowie brać jakichkolwiek jeńców, zaś riffy serwowane przez Dagona wciąż brzmią imponująco. Takie numery jak "Wings of Anu", "A Black Aeon Shall Cleanse" czy mój faworyt "From Chaos They Came" mogą służyć jako materiał poglądowy dla młodych adeptów black metalu. Zaprawdę warto posłuchać.

2. Ulcerate - Shrines of Paralysis

Obok Gorguts i Chthe'ilist, środowisko awangardowego death metalu w 2016 roku zostało wzbogacone także o płytę Ulcerate. I to jaką! "Shrines of Paralysis" to zbiór deathmetalowych sonat, jak zwykle upstrzonych mizantropią i grą gitarowych dysonansów. Intensywna faktura grania podkreśla także silne konotacje, jakie nowozelandzką hordę łączą ze sludge'em - bez tego pokaz chorej energii nie mógłby być na tyle kompletnym. Ulcerate pewnie kroczy w awangardzie gatunku, odsadzając ponownie konkurencję na spory dystans.

1. Chthe'ilist - Le dernier crépuscule

W ostatnich latach - pomimo spektakularnego powrotu Gorguts - wydawać by się mogło, że centrum awangardowego death metalu przeniosło się z Kanady na dalekie Antypody. Tam bowiem stacjonują ponure siły załóg Ulcerate i Portal. Rok 2016 stanął jednak pod znakiem Chthe'ilist. Połyskujące nienawiścią oko Saurona znów zaczęło patrzeć w kierunku kraju klonowego liścia - czy słusznie? Odpowiedź może być tylko jedna. "Le dernier crépuscule" to intensywna symfonia death/doom metalu połączona z doskonałą techniką i wisielczym klimatem. Zespół inspiruje się co prawda takimi nazwami jak Demilich, Crematory czy wyżej wspomniane Gorguts, brzmi jednak na tyle świeżo, że wydaje się być niezależne od swoich demiurgów. W mojej skromnej ocenie - płyta roku..

Jarosław Turski

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.