Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa stycznia!

12 Lutego 2017

Druga połowa zeszłego miesiąca nie zawiodła pod względem rocznic wydania świetnych płyt. Tym razem mamy dwa krążki bez mała kultowe, stanowiące markę same w sobie nawet po pięciu dekadach. Są też dwa niepowtarzalne debiuty, wydane w przeciągu zaledwie czterech dni. Jest jeden album umacniający i tak silną pozycję zespołu i jeden świetny powrót po kilkuletniej nieobecności.


Blue Öyster Cult - "Blue Öyster Cult" (16.01.1972)

Debiut jednego z najczęściej pomijanych i niedocenianych zespołów w historii rocka, a nikt nie grał go tak jak oni. Mieli być amerykańską odpowiedzią na Black Sabbath, ale na szczęście nie stali się jednym z miliona nieudanych naśladowców. Wypracowali za to niepowtarzalne, oryginalne brzmienie, które obecne jest już na tym krążku. Nie jest to najlepsza płyta nowojorczyków, ale kilka kawałków naprawdę wciąga. "Cities On Flame With Rock And Roll" i "Then Came The Last Days Of May" to świetne gitary, przy okazji będące dowodem na różnorodność brzmienia Blue Öyster Cult. Do tego w pierwszym mamy niezbyt częsty wokal Alberta Boucharda. Niezwykły jest też klimat "Workshop Of The Telescopes"; jakby to faktycznie grali niezbyt zdrowi na umyśle wytwórcy przyrządów astonomicznych.

Leonard Cohen - "Old Ideas" (31.01.2012)

Kanadyjczykowi o diamentowym głosie zdarzało się robić długie przerwy między wydawaniem kolejnych albumów, ale zawsze warto było czekać. To samo dotyczyło "Old Ideas", pierwszego nowego materiału od ośmiu lat. Odzew był natychmiastowy; Cohen wspiął się na rekordowe trzecie miejsce amerykańskich list przebojów, docierając na sam szczyt w jedenastu innych krajach. Na krążku nie brakuje tych niesamowitych chórków, którymi zawsze raczył nas Leonard. Tutaj wybijają się zwłaszcza "Come Healing" i "Show Me The Place", wzbogacone dodatkowo o świetny fortepian. No i instrumentalne smaczki: kornet ("Amen"), keyboardy ("Darkness") czy banjo ("Banjo").

Pink Floyd - "Animals" (23.01.1977)

Tej płyty nie trzeba nikomu przedstawiać. Dziesiąty krążek legendarnych Brytyjczyków to konceptualny album będący metaforą społeczeństwa na Wyspach w drugiej połowie lat 70. Według Pink Floyd ludzi można podzielić na świnie, owce i psy. Luźną inspiracją tego dzieła był "Folwark Zwierzęcy" George'a Orwella, choć Waters i spółka krytykują kapitalizm, a nie komunizm. "Animals" mają budowę klamrową; początek i koniec to krótkie, całkiem przyjemne kompozycje "Pigs On The Wing". Jednocześnie jest to ostatnie stricte progresywne dzieło Pink Floyd - nigdy później nie dostaliśmy już takich kilkunastominutowych cudeniek. Mi najbardziej podchodzi "Dogs", głównie przez świetne partie gitarowe. Co bynajmniej nie znaczy, że w reszcie jest z tym kiepsko.

Dream Theater - "Six Degrees Of Inner Turbulence" (29.01.2002)

Do czasu wydania zeszłorocznego "The Astonishing" było to najdłuższe dzieło Dream Theater, pozostające zarazem najsłabiej sprzedającym się albumem Bostończyków. Dwupłytowe wydawnictwo składa się niby z sześciu utworów, ale numer tytułowy (notabene zajmujący cały drugi krążek) to tak naprawdę osiem kawałków, mogących całkiem nieźle funkcjonować osobno. Razem tworzą historię sześciu osób (sześciu stopni) z różnymi zaburzeniami psychicznymi. Moim zdaniem najlepiej wypada część piąta - "Goodnight Kiss", z bardzo dobrą pracą Petrucciego i Rudessa. Ten drugi zapewnia też świetne klawisze w "Blind Faith".

The Rolling Stones - "Between The Buttons" (20.01.1967)

Krótka, nieco psychodeliczna forma. 1967 był ostatnim rokiem, w którym Stonesi wydali dwie osobne płyty studyjne, a "Between The Buttons" to ich ostatni album podzielony na wersję amerykańską i brytyjską. Ta pierwsza wydaje się dużo ciekawsza, jako że zawiera single "Ruby Tuesday" oraz "Let's Spend The Night Together", który wywoływał wówczas niemałe kontrowersje, a w popularnym programie "The Ed Sullivan Show" zespół musiał zmienić refren na "let's spend some time together". Ja bardziej stawiam na "Ruby Tuesday", z niebanalną melodią i tym cudownym fletem. Oprócz tego są takie skarby jak "Connection" czy "Complicated".

Jerry Garcia - "Garcia" (20.01.1967)

Zdarza się tak, że gdy członek zespołu nagrywa solowy album, to jest to tak naprawdę dzieło całej grupy, sygnowane jedynie jego nazwiskiem. To na szczęście nie jest jeden z tych przypadków. Lider Grateful Dead współtworzył wszystkie kompozycje i nagrał prawie wszystkie partie instrumentalne, tworząc jeden z najciekawszych debiutów w historii. Delikatne, spokojne melodie na tyle spodobały się Dead Heads i reszcie zespołu, że na stałe weszły do koncertowego repertuaru kalifornijskiej grupy. Nie jestem ani trochę zdziwiony, bo usłyszeć na żywo "Loser", "Sugaree" czy "To Lay Me Down" musiało być nie lada przeżyciem.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa maja! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa maja!

Znowu bez żadnego debiutu, ale za to wszystkie wybrane płyty oznaczały nowy rozdział w twórczości każdego artysty. To, że zmiany nie zawsze były na lepsze, to już inna sprawa. czytaj cały felietion...

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X.

W tej części kilka słów na temat albumu "Keeper Of The Seven Keys Part 1" grupy Helloween. czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.