Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - I połowa lutego!

19 Lutego 2017

Dwa albumy z gatunku "exegi monumentum", z których chyba minimalnie na przedzie jest ten nowszy. Dwa zespoły skazane na stałe zwalniane tempa, które udowodniły, że potrafią z powrotem przebić się na sklepowe półki. Jeden intrygujący debiut, poprzedzony jeszcze bardziej intrygującymi deklaracjami. I jeden krążek ciekawy, choć nie zawsze w pozytywnym znaczeniu. Pierwsze dwa tygodnie lutego nie zawiodły.


The Troggs - "Trogglodynamite" (10.02.1967)

Drugi album zapomnianych pionierów garażowego rocka. Ich muzyka nie przypomina rzępolonego hard rocka czy britpopowych coverów, z którą dziś kojarzona jest ta nazwa; zdecydowanie bliżej im choćby do Stonesów. Są więc typowe dla tamtych czasów, drażniące ucho jakością nagrania gitary ("I Want You To Come Into My Life"), dudniąca perkusja ("It's Too Late"), a nawet tamburyn ("Oh No"). Na początku "Meet Jacqueline" można mieć wrażenie, że do studia nagraniowego trafił nastoletni Tom Waits. Zdarzają się wolniejsze momenty, jak kołysankowe "Cousin Jane", ale całość jakoś specjalnie nie powala i choć trwa trzydzieści parę minut, nudzi się najdalej w połowie. Końcówki w ogóle już nie pamiętam.

Neil Young - "Harvest" (14.02.1972)

Jedyne solowe wydawnictwo Neila, które dotarło na szczyt zestawień w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i rodzinnej Kanadzie. Nie można się dziwić, bo było promowane przez wspaniałe "Heart Of Gold" i "Old Man" (gościnnie Linda Ronstadt i James Taylor). I choć oba utwory to czysty geniusz, to jest to tylko zajawka. W "A Man Needs A Maid" i "There's A World" dzieją się instrumentalne cuda, za które odpowiadają współproducent Jack Nitzsche i Londyńska Orkiestra Symfoniczna. "Alabama" i "Words (Between The Lines Of Age)" to klawiszowe niebo z chórkami kolegów Crosby'ego, Stillsa i Nasha. Jest też smutek spowodowany śmiertelnymi nałogami przyjaciół Neila, który zawsze powoduje pewien niepokój.

Fleetwood Mac - "Rumours" (04.02.1977)

Najlepszy dowód na to, że muzyka się nie starzeje. Trzecia płyta w historii (po "Dark Side Of The Moon" i "Their Greatest Hits (1971-1975)" Eagles), która wywołała takie zamieszanie wśród fanów muzyki i ich portfeli. Ponad czterdzieści milionów sprzedanych egzemplarzy mówi samo za siebie. Ponadto jest to jeden z niewielu albumów, którego nie można skrócić choćby o sekundę. Absolutnie każdy dźwięk jest po prostu świetny. Nie wierzę, że komuś może nie podobać się delikatne "Songbird" czy bardzo lekkie "Second Hand News". Gitary w energicznym "Go Your Own Way" są fantastyczne, podobnie jak urywany refren i basowy bridge w "The Chain". Jeśli miałbym wskazać najlepszy moment "Rumours", to zdecydowałbym się na płaczliwe wyznanie "Oh Daddy".

Uriah Heep - "Abominog" (05.02.1982)

Jeśli komuś ten zespół kojarzy się tylko z hippisowskimi balladami w stylu "July Morning", to niech sięgnie po wydawnictwa Anglików z lat 80. Eksperymenty z nowymi stylami kończyły się różnie, ale "Abominog" to bardzo ciekawa wypadkowa hard rocka i heavy metalu - diabelska głowa na okładce mówi wszystko. Przypominają się gitarowo-klawiszowe klasyki z poprzedniej dekady, a jednocześnie czuć ducha nowszego brzmienia. Już początkowe "Too Scared To Run" zwiastuje, czego można spodziewać się po całym albumie. Keyboard tworzy zaskakująco dobre tło pod ostre gitary, co ciągnie się praktycznie do końca krążka. Równie dobre są "Hot Persuasion" i "Hot Night In A Cold Town", z zabawnie brzmiącym refrenem i świetnym outro. Słabo wypada natomiast niepasujący do reszty bridge w "Chasing Shadows" i niewyraźne "That's The Way It Is".

The Kinks - "Sleepwalker" (10.02.1977)

Zespół braci Davies mógłby być jedną z tych grup, która po wydaniu kamienia milowego w historii muzyki zupełnie znika z jej kart. I to mimo, że nagrywa potem jeszcze grubo ponad dwadzieścia albumów. Zapewne mało kto przypuszczał, że pod koniec lat 70. The Kinks wróci na wyżyny popularności, przynajmniej komercyjnej. Fakt, że w czasach narodzin punku, NWOBHM i rozkwitu szybkiego hard rocka potrafili zainteresować słuchaczy bardziej klasycznym materiałem z pewnością zasługuje na uwagę. Wydane na singlach utwór tytułowy i "Juke Box Music" to takie 6/10, ale "Sleepless Night" czy "Life On The Road" potrafią przykuć ucho do odbiornika. Moim zdaniem najciekawsza jest końcówka - spokojna, oparta na pianinie melodia "Full Moon" i southernowe "Life Goes On".

Manic Street Preachers - "Generation Terrorists" (10.02.1992)

Debiutancki album walijskiego kwartetu miał być jego jedynym dziełem. Kwartet zapowiadał krążek jako najlepszą płytę w historii rocka, która miała rozejść się "od Bangkoku po Senegal" w kilkunastu milionach sprzedanych egzemplarzy. Po tym niesamowitym sukcesie Manic Street Preachers mieli zaprzestać działalności. Zamiast tego trafiło się trzynaste miejsce na brytyjskich listach przebojów, a nazwa grupy zaistniała w świadomości słuchaczy. Sama muzyka okazała się bardzo przyzwoita, oprócz zupełnie niepotrzebnego, remiksowanego manifestu "Repeat (Stars And Stripes)". Stosunek między niezłym rockiem ("You Love Us", "Condemned To Rock 'n' Roll") a spokojniejszymi numerami ("Little Baby Nothing", "Spectators Of Suicide") Walijczycy utrzymują na odpowiednim poziomie (czyt. więcej tego pierwszego).

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Jubileusze albumów - I połowa kwietnia! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa kwietnia!

Kolejne osiem albumów, które w ten czy inny sposób zapisały się w rockowej świadomości na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Do tego historyczny moment - po raz pierwszy opisuję tutaj krążek polskiego wykonawcy. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa marca! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa marca!

Osiem pozycji chyba na dłużej zagości w tej rubryce. Ostatnie dwa tygodnie były najczystszą przyjemnością dla uszu, jeśli chodzi o "urodziny" płyt, przez co jakiekolwiek ograniczenie było niezwykle trudne. Jednak... czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.