Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa marca!

4 Kwietnia 2017

Osiem pozycji chyba na dłużej zagości w tej rubryce. Ostatnie dwa tygodnie były najczystszą przyjemnością dla uszu, jeśli chodzi o "urodziny" płyt, przez co jakiekolwiek ograniczenie było niezwykle trudne. Jednak jak wiadomo, czas zatacza koło, więc kiedyś będzie okazja wrócić do tych pominiętych.


Emerson, Lake & Palmer - "Works Vol. 1" (17.03.1977)

Jedyny podwójny album w dorobku legendarnego tercetu. W swoim czasie krytyków ani fanów nie oszołomił, ale wśród wielbicieli progresywnego rocka niektóre kompozycje uważane są za kultowe. Na każdej z czterech stron znajdują się zgoła odmienne kompozycje. Pierwsza to wyłączne dzieło Emersona - "Piano Concerto No. 1", będące jednym z najlepszych dowodów, że klawiszowiec nie miał sobie równych. Druga część to utwory Grega Lake'a, z piękną przewodnią gitarą - zarówno mroczniejszą ("C'est La Vie"), jak i całkiem pogodną ("Closer To Believing"). Trzecia strona do Carl Palmer ze swoją mieszanką stylów; jest i rytm reggae ("L.A. Nights"), i energiczna klasyka ("The Enemy God Dances With The Black Spirit"). Ostatnia część to dwa wspólne dzieła - niepowtarzalny "Fanfare For The Common Man" i nieco wydumane "Pirates".

Iggy Pop - "The Idiot" (18.03.1977)

Pierwszy z trzech wydanych tego roku albumów byłego frontmana The Stooges i jednocześnie solowy debiut artysty. Zdecydowanie najciekawiej wypada "China Girl", z wysokim basem i nieśmiałymi klawiszami, stanowiącymi tło dla krzyków Popa. Oczywiście dużo bardziej znana jest wersja Davida Bowiego (producenta i współautora płyty), ale dość surowa interpretacja Iggy'ego naprawdę może się podobać. Podobnie gitarowe solo z "Nightclubbing", choć tutaj ospały rytm (nie mówiąc już o tym z "Sister Midnight") może spowodować zamykanie oczek. Na plus jeszcze dźwięczne "Mass Production" i saksofon z "Tiny Girls", ale resztę można pominąć. "Dum Dum Boys" i "Funtime" przechodzą kompletnie bez echa, a od pulsującego "Baby" mogą ćmić zęby.

Asia - "Asia" (18.03.1982)

Cztery wielkie tuzy progresywnego rocka (Wetton, Howe, Downes, Palmer) to idealny przepis nie tylko na szczyt amerykańskiej listy Billboardu, ale też na jeden z najlepiej sprzedających się debiutów w historii. Żwawe gitary połączone z keyboardami nie mogą nie przyciągać. Już początkowy "Heat Of The Moment" dużo obiecuje ożywionym refrenem i ciekawym brzmieniem syntezatorów. Spokojniej robi się na lekkim "Only Time Will Tell", wykorzystującym efekt "wodnego fortepianu", ale na "Sole Survivor" wraca już pełna energia. Druga część albumu nieco siada; "Wildest Dreams" jest nudne i całą pustkę trzeba było wypełnić bębnami, a w "Without You" gitara przykrywa słabą partię klawiszy. Na szczęście zły efekt zamazuje końcowe "Here Comes The Feeling", dzięki czemu do całości można ochoczo wracać.

Bob Dylan - "Bob Dylan" (19.03.1962)

Po latach zeszłoroczny noblista wręcz wypierał się swojego debiutu, nie zmienia to jednak faktu, że w ten sposób świat po raz pierwszy usłyszał zardzewiały głos artysty. Dylanowi udało się podpisać kontrakt z Columbią i pod okiem Johna Hammonda w dwa dni samodzielnie nagrał jedenaście swoich ulubionych utworów, dodając do tego dwie własne kompozycje. Pierwsza z nich, "Talkin' New York", opowiada o odczuciach młodego Boba względem przyjazdu i mieszkania w Wielkim Jabłku. Z kolei "Song To Woody" to hołd wobec swojego mistrza; Dylan odwiedzał Guthriego w szpitalu, gdzie został nawet namaszczony na następcę hobo barda. Oprócz tego na krążku znajdują się aranżacje tradycyjnych folkowych utworów, jak "House Of The Rising Sun", co natchnęło The Animals, czy "In My Time Of Dyin'", po które sięgnął Led Zeppelin. Niezwykle ciekawy moment to "Freight Train Blues"; wokal przeciąga się na kilkanaście sekund stałego jęku, a mimo to Bob ciągle gra na gitarze.

Deep Purple - "Machine Head" (25.03.1972)

Najlepiej sprzedający się i najwyżej notowany krążek brytyjskiego zespołu, co nie powinno nikogo dziwić. Otwierające całość "Highway Star" to czysta energia, która zdefiniowała Deep Purple jako "najgłośniejszy zespół świata". Utwór powstał przez przypadek; przed jednym z koncertów Blackmore chciał pokazać dziennikarzowi, jak komponują piosenki. Nieplanowany był także tekst do jednego z najważniejszych utworów muzyki rockowej - "Smoke On The Water". Nagrania miały odbyć się w studiu w Montreux, ale nie wszystko poszło po myśli muzyków. We wspaniałym "Lazy" przenosimy się do świata Jona Lorda, a w "Pictures Of Home" dostajemy solo na klawiszach, gitarze i na basie. Większość solidnego setu to dziś koncertowe pewniaki zarówno na występach całego zespołu, jak i samego Gillana.

Def Leppard - "Adrenalize" (31.03.1992)

Po śmierci Steve'a Clarka w 1991 roku mogło się wydawać, że to koniec zespołu. Jednak materiał był praktycznie gotowy i trzeba było coś z nim zrobić. Efektem jest ostatni glam metalowy album, który w Stanch pokrył się platyną. Nie może równać się z wydaną pięć lat wcześniej "Hysterią", ale miał parę mocnych momentów. Początkowe "Let's Get Rocked" utrzymane jest w typowym dla Def Leppard cwaniackim klimacie, z bardzo chwytliwym refrenem i niezbyt wymagającym przekazem. "Stand Up (Kick Love Into Motion)" jest bardziej uczuciowe, ale brakuje trochę pazura, znanego z wcześniejszych rozmarzonych numerów zespołu. Można pochwalić chrypę Elliotta i solówki Collena ("Tonight"), ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dało się wykrzesać z tego nieco więcej.

Bruce Springsteen - "Human Touch" (31.03.1992)

Boss wrócił po pięcioletniej przerwie w nagrywaniu nowego materiału, wypuszczając dwa albumy jednego dnia. "Human Touch" uplasowało się na drugim miejscu listy najlepiej sprzedających się płyt (ustępując "Adrenalize"). Z E Street Band Bruce'owi towarzyszą tylko Roy Bittan (również współproducent), Patti Scialfa oraz David Sancious, nieobecny na albumach Bruce'a od czasów "Born To Run". Przez to krążek uznawany jest za drugie z solowych dzieł Springsteena, charakteryzujących się przede wszystkim lekką formą, choć niepozbawione kilku typowych dla artysty fragmentów. Są więc ciekawe gitarowe partie ("Gloria's Eyes", "Real World"), emocjonalne wokale ("Real Man", "Roll Of The Dice") czy niezwykle chwytliwe refreny ("Human Touch", "All Or Nothin' At All"). Warto także pochwalić linie basowe Jacksona - niezła konkurencja dla tych tworzonych przez Tallenta. Największym minusem albumu jest zdecydowanie brak saksofonu Clarence'a Clemonsa.

Bruce Springsteen - "Lucky Town" (31.03.1992)

Trzecie miejsce na liście Billboardu - zgadnijcie, jakie albumy wyprzedziły ten krążek? Bruce jeszcze bardziej okroił skład; Roy przejmuje klawisze tylko w trzech utworach, a Jackson pojawia się tylko raz. Cała reszta, oprócz organów w "My Beautiful Reward" i bębnów, to dzieło Springsteena. Wydaje się to zresztą logicznym zabiegiem, biorąc pod uwagę fakt, że większość tekstów bezpośrednio odnosi się do Bossa. Najlepszym momentem albumu jest optymistyczne "Better Days", gdzie łagodna melodia zestawiona jest z charkotem Bossa. Po raz n-ty dostajemy mocny refren, podobnie jak w smutniejszym, nieco tęsknym utworze tytułowym. Dalej jest może troszeczkę gorzej, ale "Leap Of Faith" czy "Souls Of The Departed" to i tak bardzo przyzwoity poziom.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa maja! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa maja!

Znowu bez żadnego debiutu, ale za to wszystkie wybrane płyty oznaczały nowy rozdział w twórczości każdego artysty. To, że zmiany nie zawsze były na lepsze, to już inna sprawa. czytaj cały felietion...

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X.

W tej części kilka słów na temat albumu "Keeper Of The Seven Keys Part 1" grupy Helloween. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.