Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - I połowa kwietnia!

21 Kwietnia 2017

Kolejne osiem albumów, które w ten czy inny sposób zapisały się w rockowej świadomości na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Do tego historyczny moment - po raz pierwszy opisuję tutaj krążek polskiego wykonawcy.


ZZ Top - "Rio Grande Mud" (04.04.1972)

Mieszanka południowego bluesa z korzennym rockiem przybrała bardzo wyraźną formę na drugim albumie teksaskiego tria. A przecież ich kariera dopiero miała dopiero nabrać tempa. Rzecz jasna to gitara Gibbonsa cały czas jest na pierwszym planie; czy to dźwięczne popisy w "Sure Got Cold After The Rain Fell", skubanie w "Chevrolet" czy zabawy w "Mushmouth Shoutini", Billy zawsze wie, jak przytrzymać słuchacza przy muzyce jego zespołu. Nie oznacza to bynajmniej, że reszta sobie nie radzi. Dusty nie zawodzi z utrzymaniem harmonijnej głębi ("Francine", "Apologies To Pearly"), a Frank jak zwykle czuwa nad nastrojem całości ("Ko Ko Blue", "Just Got Paid").

Whitesnake - "1987" (04.04.1987)

Bezsprzecznie największy sukces brytyjskiej grupy - sprzedał się w większym nakładzie, niż wszystkie ich pozostałe płyty razem. W sumie nie można się dziwić, bo wskaźnik glamowych hitów jest naprawdę wysoki. Zapowiada je już otwierający całość "Still Of The Night", ze swoim wiercącym riffem i klasycznym interludium. Potem jest jeszcze kultowa ballada "Is This Love" i najbardziej rozpoznawalny przebój grupy - "Here I Go Again", którego oryginalna wersja powstała już w 1982 roku (podobnie jak "Crying In The Rain"). Do tego świetne, agresywne "Bad Boys", które obok "Still" stanowi najmocniejszy punkt albumu. Reszta nieco się rozmywa, ale dla fanów szarpania strun, ciężkawych bębnów i podnieconych westchnień nada się w sam raz.

T.Love - "King" (06.04.1992)

Płyta uznawana za jedną z najlepszych rockowych pozycji polskiej sceny pierwszej połowy lat 90. Słusznie, bo muzycznie stoi na naprawdę dobrym poziomie, a tekstowo nawet jeszcze bardziej. Jest funkowa, oparta na basie reportażowa historia w "Kiełbasach Harmanna". Jest niezwykle jak na T.Love ostra (gitarowo i wokalnie), szczera opowieść o przemyśle fonograficznym w postaci "Nabranych". Jest też bardzo ciekawe spojrzenie na ludzi znanych tylko z widzenia ("Pani z dołu), z których przecież każdy ma wyjątkową przeszłość. Brzmieniowo na plus jeszcze zdecydowanie "X" i "Dzikość serca". Trochę niepotrzebne jest przejście na język angielski w dwóch ostatnich utworach, ale solówka w "Never Come Back" wynagradza śmieszne akcenty.

The Clash - "The Clash" (08.04.1977)

Po tej stronie Atlantyku punk być może uderzył nieco później, ale na pewno z większą mocą. Debiut Anglików do dziś pozostaje jednym z najlepszych przykładów muzyki, której efekt jest czymś więcej niż sumą wszystkich składników. Czternaście krótkich, nabitych pasją kawałków (z wyjątkiem zaskakującego funky "Police & Thieves") to kwintesencja powrotu do korzeni rock'n'rolla, ale bez brylantyny, ładnych ciuchów i pasty do zębów. Wystarczy posłuchać klasycznego refrenu "I'm So Bored With The U.S.A.", niewyraźnego wokalu w "London's Burning" czy ślizgów gitary w "White Riot" by zrozumieć, jak duży wpływ na młodzież miała ta subkultura w II połowie lat 70. Dla nieprzekonanych są jeszcze inne klasyczne punkowe numery, jak choćby "Janie Jones" czy "Denial". Nie wyobrażam sobie, co musiało się dziać na i po koncertach The Clash u progu kariery.

Scorpions - "Blackout" (10.04.1982)

Już w latach 70. niemiecka grupa odnalazła ostre, rockowe brzmienie, które przez następną dekadę stale rozwijała. Na żadnym z wydanych wtedy krążków nie zabrakło wielkich hitów - na "Blackout" są to "When The Smoke Is Going Down" i "No One Like You", z których drugi podchodzi zdecydowanie bardziej. W większości utworów na swoim ósmym albumie Schenker i spółka utrzymują dobre, wysokie tempo. Najlepiej przejawia się ono w "Now!" oraz "Dynamite". Są wolniejsze kawałki, z których oprócz wymienionych wcześniej najciekawiej brzmi "You Give Me All I Need"; "China White" jest nieco ospałe. Ciekawostką jest "Arizona", która nieodparcie przypomina "Rock You Like A Hurricane" z następnej płyty Scorpions.

Creedence Clearwater Revival - "Mardi Gras" (11.04.1972)

Ostatni album kalifornijskiego zespołu, zredukowanego już wówczas do tria. Zawarta na nim muzyka może się podobać, ale w porównaniu z poprzednimi wydawnictwami CCR nie wypada nawet przeciętnie. Choć Tom Fogerty był "tylko" gitarzystą rytmicznym, jego odejście maksymalnie uprościło brzmienie grupy. Nie żeby wcześniej było ono bardzo złożone, ale przejrzyste melodie zamieniły się w brzdąkaninę godną nastolatków podnieconych pierwszym profesjonalnym kontraktem. Drugim niefortunnym krokiem wydaje się wpuszczenie za mikrofon reszty zespołu. John śpiewa tylko w czterech kawałkach (nawet przyjemny "Sweet Hitch-Hiker" i refleksyjny "Someday Never Comes"), a przecież jego głos był jednym z tych niezbędnych składników wcześniejszych dokonań Creedence. Douga Clifforda można przeboleć (np. w "Need Someone To Hold"), ale dlaczego nikt nie powiedział Stu Cookowi, że śpiewanie to nienajlepszy pomysł?

John Cougar - "An American Fool" (12.04.1982)

Trzecia płyta artysty wydana pod tym pseudonimem i jedyna, która dotarła na szczyt amerykańskiej listy Billboardu. Mellencamp doskonale wiedział, że kluczem do uszu (i portfeli) amerykańskich słuchaczy są łagodne, spójne melodie, które chłoną odbiorcę bez większego zaagażowania. Ta płyta jest ich definicją; mamy zacięte "China Girl" czy singlowe "Jack & Diane" i "Hurts So Good". Mimo tego nie brakuje prądu ("Thundering Hearts", "Danger List") i ostrzejszego wokalu ("Can You Take It"). Sam krążek trwa trzydzieści pięć minut, przez co szanse na zanudzenie słuchaczy są minimalne. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu słabszych momentów, jak choćby "Close Enough".

Van Halen - "Diver Down" (14.04.1982)

Kalifornijski zespół oszołomił świat swoim debiutanckim albumem, ale przez następne lata stopniowo spuszczał z tonu. Zupełnie jakby niepohamowana energia im się znudziła i postanowili nieco poeksperymentować z brzmieniem. Ich piąty krążek jest nie tyle zły, co nudny. Zwyczajnie nie ma tam na czym zawiesić ucha, jeśli w pobliżu dzieje się cokolwiek innego, co choć w minimalnym stopniu odwróci waszą uwagę. Wrażenie słabnie na zaskakująco łagodnym "Secrets", ciekawym, choć trochę smołowatym riffie "Little Guitars" i orbisonowskim "(Oh) Pretty Woman", gdzie ciężko się zorientować (w pozytywnym sensie), że za mikrofonem stał Roth. Jednak te momenty równoważone przez poprzedzające je krótkie, beznadziejne wstawki instrumentalne, gdzie ciężko się zorientować (w negatywnym sensie), że odpowiada za nie Eddie. Podobać się za to może rodzinny smaczek - w "Big Bad Bill" na flecie gra Jan Van Halen, ojciec Alexa i Edwarda.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.