Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa maja!

11 Czerwca 2017

Znowu bez żadnego debiutu, ale za to wszystkie wybrane płyty oznaczały nowy rozdział w twórczości każdego artysty. To, że zmiany nie zawsze były na lepsze, to już inna sprawa.


Saxon - "Forever Free" (18.05.1992)

Wyniki sprzedaży albumu nie korelują z poziomem muzyki. Jedenasty krążek Anglików nie wszedł na listy przebojów w Wielkiej Brytanii czy Szwecji, gdzie Saxon zawsze cieszył się popularnością, pojawiając się jedynie w zestawieniach niemieckich. Swój udział w takim przyjęciu miały kiepskie poprzedniczki tej płyty - "Destiny" i "Solid Ball Of Rock". Na "Forever Free" mamy powrót do korzeni; Quinn i Oliver nie szczędzą ścinających riffów i wiercących solówek, jak choćby w utworze tytułowym czy dixonowskim "I Just Wanna Make Love To You". Zespół zwalnia tempo w łagodnym, częściowo akustycznym "Iron Wheels" i "Can't Stop Rockin'", by potem narzucić absurdalne tempo w "Nighthunter". Niektóre refreny do wyrzucenia, ale poza tym płyta godna polecenia.

Elton John - "Honky Château" (19.05.1972)

Choć angielski pianista był już doskonale rozpoznawalny dzięki swoim poprzednim albumom, to dopiero piąty krążek zapewnił mu awans do najwyższej ligi rocka lat 70. "Honky Château" spędziło siedem tygodni na szczycie listy amerykańskiego Billboardu, dając początek serii sześciu płyt Eltona pod rząd na pierwszym miejscu za oceanem. Supersingiel "Rocket Man" rozbudził nadzieję, którą na szczęście zaspokoił każdy utwór z albumu. Elton pozytywnie zaskakuje wysokimi keyboardami w "Mellow" i nerwowym, klepanym rytmem "I Think I'm Going To Kill Myself", ale nie zapomina o swoim klasycznym brzmieniu; kabaretowym "Hercules" czy trochę żałobnym "Mona Lisas And Mad Hatters". W tym drugim dostajemy świetną, dźwięczną gitarę, której pracę na tej płycie uważam za jedną z jej największych zalet.

Uriah Heep - "Demons And Wizards" (19.05.1972)

Dwudziesta trzecia pozycja w Stanach Zjednoczonych okazała się (jak na razie) najwyższym wynikiem w całej karierze angielskich weteranów. Jeśli kiedyś zastanawialiście się, dlaczego głównym skojarzeniem z Uriah Heep są klawisze (wyjąwszy "July Morning"), to zapewne przez ten album. Hensley burzy ściany potężnym, choć krótkim "Easy Livin'", tnie piłą łańcuchową w "Circle Of Hands" czy po prostu urzeka zwykłym pianinem w "The Spell". Nie znaczy to jednak, że gitara schodzi na drugi plan. Mamy przecież baśniowy akustyk w "The Wizard", wyluzowany riff "All My Life" czy żądło na świetnym, ociężałym "Rainbow Demon". Napisałbym, że pozycja obowiązkowa, ale do dobrej muzyki nie trzeba zmuszać.

Kiss - "Revenge" (19.05.1992)

Pierwsza płyta legendy hard rocka nagrana z perkusistą Erikiem Singerem. W porównaniu z Erikiem Carrem zmiana zauważalna, aczkolwiek nie diametralna, co można też tłumaczyć kolejną dekadą muzyki. Wypuszczenie aż pięciu singli pomogło osiągnąć szóste miejsce amerykańskich list najlepiej sprzedających się albumów, co było najlepszym wynikiem od czasów "Love Gun" z 1977 roku. Płytę promował m.in. śpiewany wspólnie przez Simmonsa i Stanleya hit "God Gave Rock And Roll To You II", całkowicie przyćmiewający oryginał Argent. Do tego niebezpieczne "Unholy" i "Heart Of Chrome", ze świetnym, glamowym riffem. Reszta to niestety dość siermiężne refreny i mało ciekawe melodie; czy to w rockowym "Take It Off", zbyt rozczulonym "Everytime I Look At You" czy "Domino", zdecydowanie lepszym w wersji akustycznej.

Poison - "Hollyweird" (21.05.2002)

Zespół z Pensylwanii wrócił z pierwszą od dwunastu lat płytą nagraną w klasycznym składzie. Szósty krążek Poison spotkał się ze skrajnymi opiniami. Z jednej strony jest całkiem niezły glam, umiejętnie przenoszący lata 80. w XXI wiek. Drapieżny utwór tytułowy, solówki z "Shooting Star" czy "Devil Woman" albo chrupiąca linia basowa z "Wishful Thinkin'" z powodzeniem odnalazłyby się na którymś z dwóch pierwszych wydawnictw Poison. Z drugiej strony jest jednak radiowy post punk. Rozumiem ludzi, którzy przez dziecinne "Stupid, Stoned & Dumb" albo deneruwjące "Livin' In The Now" nie wspominają płyty zbyt dobrze.

Joe Cocker - "Sheffield Steel" (22.05.1982)

Nigdy do końca nie pojmę tej zadziwiającej zdolności Cockera do aranżowania cudzych utworów. Artysta sięgał po materiał wykonawców z różnych obszarów muzyki i przerabiał go pod swój niesamowity głos, tworząc coś zupełnie nowego, a jednocześnie trwajacego w duchu danego gatunku. Nie mówiąc już o tym, że większość jego wersji biła oryginały na głowę. Brzmi banalnie, ale wystarczy posłuchać dylanowskiego "Seven Days" (Joe chyba miał przecięta tchawicę), bolesnej "Marie" Randy'ego Newmana czy doprawionego syntezatorami "Talking Back To The Night" Steve'a Winwooda. Na osobną uwagę zasługuje zwiewne "Sweet Little Woman" i odprężające reggae "Many Rivers To Cross".

Peter Frampton - "I'm In You" (28.05.1977)

Nie licząc multi-platynowego albumu koncertowego "Frampton Comes Alive", jest to największy sukces wydawniczy angielskiego gitarzysty. Zresztą sukces "I'm In You" bezpośrednio wywołany był właśnie wydanym półtora roku wcześniej zapisem występów na żywo. Prosty, delikatny pop-rock drugiej połowy lat 70. był odskocznią od hegemonii cięższych form i punka. Peter trochę bawi się nieodłącznymi dla siebie efektami (np. niskim wah-wahem w "Tried To Love" czy elektronicznym echem w "Heart On The Line"), ale na ogół stawia na przejrzyste, oparte na czystej gitarze melodie. Na plus zdecydowanie utwór tytułowy, outro z "(I'm A) Roadrunner" i zaskakująco dobra wersja "Signed, Sealed, Delivered" Steviego Wondera.

Lady Pank - "Strach się bać" (28.05.2007)

Z okazji dwudziestopięciolecia istnienia swojego zespołu Jan i Janusz poczęstowali nas całkiem ciekawą płytą. Dziś takie stwierdzenie może przejść bez większego sprzeciwu, ale niedługo po premierze krążka wszyscy byli nim niewyobrażalnie zmęczeni. Ja do dziś mam trudności z wysłuchaniem do końca tytułowego singla czy "Dobra konstelacja". Na szczęście stacje radiowe nie maglowały śródziemnomorskiego "Naprawdę pięknego dnia" i refleksyjnej "Wspinaczki (Czyli historii pewnej rewolucji)". A już szczególnie dziękuję za zostawienie w spokoju mądrego refrenu "Jeśli coś tam kochasz".

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X.

W tej części kilka słów na temat albumu "Keeper Of The Seven Keys Part 1" grupy Helloween. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - I połowa maja! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa maja!

Tym razem wyjątkowo bez żadnego debiutu. Nie znaczy to, że nie będzie ciekawie. Sześć płyt zawsze godnych polecenia - od pionierów blues rocka po awangardę z teatru. Do tego dwa albumy, które można rozpatrywać... czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.