Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Happysad „Jakby nie było jutra”

21 Listopada 2014

Ekipa happysad to jeden z tych przypadków, które ciężko czasem ogarnąć. Chodzi mi o bardzo rozbieżne opinie o zespole ze strony samych jego fanów. Są tacy, którzy akceptują właściwie tylko 2 pierwsze płyty zespołu. Inni z kolei nie znoszą tych "pionierskich" czasów, koncentrując swą sympatię na płytach od "Nieprzygody" w górę. Po wydaniu "Jakby nie było jutra" pewnie pojawi się kolejna grupa malkontentów, ale niewykluczone, że zespół zdobędzie też nowych słuchaczy. Jeśli miałbym się jakoś określić, to w tym momencie zdecydowanie bliżej mi do tej drugiej grupy. Wcześniejsze dokonania kapeli znałem pobieżnie. Jakoś nie pasowała mi "ogniskowość" muzyki jaką prezentowali na pierwszych płytach. A "Zanim pójdę" na jakiś czas był jednym z powodów zmieniania przeze mnie stacji radiowej. Happysad zacząłem słuchać z większą uwagą dopiero na wysokości "Ciepło/Zimno", czyli w momencie, gdy panowie postanowili mocno zamieszać w swojej twórczości.

Nie powinno być więc dla mnie niespodzianką, że pójdą podobną ścieżką na kolejnych płytach. A jednak jestem nieco zaskoczony tym, co usłyszałem na "Jakby nie było jutra". To ciągle ten sam gitarowy zespół, ale jednocześnie w jakimś stopniu inny. Bardziej nieoczywisty niż na "Ciepło/Zimno", o wcześniejszych krążkach nawet nie wspominając. Łatwo znaleźć "winnego" tej sytuacji. To Marcin Bors, który produkował płytę. Nasz specjalista od metamorfoz ma na koncie zmiany stylu choćby Hey czy Nosowskiej. Artyści chwalą Borsa za to, że potrafi wyciągnąć z nich to, co najlepsze. Dla niego nie liczą się ograniczenia, nakłania twórców do poszukiwań, często bardzo dalekich, ale zaskakująco często trafnych. W przypadku happysad jest podobnie. Mimo użycia w prawie wszystkich utworach gitar (poza "Ciała detale", który jest właściwie w całości syntetyczny), najbardziej zaskakują efekty elektroniczne, użyte tym razem (bo już na poprzednim krążku elektronika była, o czym dziś wielu krytycznie nastawionych słuchaczy zapomina) w dużo większym stopniu. Dlatego też "Jakby nie było jutra" to płyta bardzo ciężka brzmieniowo. Nie w sensie metalowym, w którym ciężar liczy się ilością pełzających po podłodze riffów, ale w sensie klimatu, który jest po prostu "ciężki", a może "duszny".

Niemniej, takie kawałki jak rozpoczynający całość "Powódź stulecia" czy "13 dni" to całkowicie "happysadowe" utwory i nawet jeśli podlane lekko elektronicznym sosem, to dalej smakują po dawnemu. Jeśli rzeczy nagrane po staremu uznamy za jedną skrajność, to drugą z pewnością są takie piosenki (choć to może nie najlepsze słowo) jak "-" i "mbtv". Pierwsza to jedyny w historii zespołu instrumentalny kawałek, oparty na symbiozie gitary i sampli. "mbtv", czyli "Matka Boska Telewizyjna" to z kolei najbardziej szalony fragment płyty. Rozpoczyna się jazzującą codą, by przejść w industrialno-post punkową jazdę w stylu nieco ugładzonego Atari Teenage Riot (sam Kuba Kawalec używa tego porównania, nic więc nie zmyślam). Za jazgotem gitar, perkusji i elektroniki ginie zupełnie głos Kuby i pewnie bez pomocy tekstów z wkładki nic z piosenki nie zrozumiecie.

Elektronika użyta na "Jakby nie było jutra" nie przesłania jednak tego, co w happysad było fajne do tej pory - a mianowicie melodii i przekazu płynącego z tekstów. I tu trzeba zauważyć, że jest o wiele smutniej. Zarówno w tekstach, jak i muzyce. Oczywiście happysad to nigdy nie byli hipisi śpiewający o kwiatach, ale tak ponuro dawno nie było. Poza wieńczącym album "Są momenty takie", który jest po prostu radosny, nie ma tu piosenek wesołych. Dojmująco smutne są "Do szczęścia" i "Ten dzień". Z pozoru bardziej optymistyczny singlowy "Tańczmy" też ma w sobie jakąś podskórną warstwę smutku. Czyli parafrazując nazwę kapeli, tym razem jest bardziej "sad", niż "happy". Elektronika dodaje tym kawałkom klimatu, w pewnym sensie przyciska do ziemi.

Największą zmianą jest jednak częściowa rezygnacja chłopaków z klasycznego układu piosenek: zwrotka - refren - zwrotka. Tak zbudowanych jest tylko kilka utworów, reszta ma formę otwartą, gdzie albo nie ma refrenów, albo wyraźnie zaznaczonych początków i zakończeń (wrażenie to wzmaga jeszcze brak przerw między utworami). To wyraźny wpływ producenta, który takie porozlewane niedomknięte formy bardzo lubi.

Mimo całego muzycznego eklektyzmu zawartego na krążku, happysad udało się zachować na "Jakby nie było jutra" względną spójność, kawałki do siebie przystają, styl jest rozpoznawalny. To już szósta płyta zespołu - jeśli eksperymentować, to kiedy? Dobrze, że panowie zdecydowali się na odświeżenie swego muzycznego wizerunku. Powstały dobre piosenki, które pokazują że zespół ciągle ma coś do zaoferowania. Miejsce w polskiej czołówce obronione.

Dominik Zawadzki

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (1)
dodajdo

Komentarze

sharak1987

13:10, 22-11-2014 | zgłoś

Inaczej nie oznacza lepiej... fajnie, że chłopaki szukają czegoś nowego, ale w tym wszystkim zatracili to coś, co sprawiało, że ich płyty słucha się lekko i przyjemnie... nie jestem prorokiem, ale zgaduję, że tym albumem więcej fanów stracą, niż zyskają nowych.

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
22.10.2014

Wydawca:
Mystic Production

Lista utworów:

1. Powódź Dekady
2. Tańczmy
3. Smutni ludzie
4. -
5. MBTV
6. Lista Życzeń
7. Ciała Detale
8. 13 dni
9. Do szczęścia
10. Ten Dzień
11. Są momenty Takie

Informacje o wykonawcy

Happysad

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.