Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Bush „Man On The Run”

12 Stycznia 2015

Bush to tak na chłopski rozum powinien być zespół kultowy. I pewnie w sumie jest, ale nie wymienicie go jednym tchem obok grunge'owych gigantów jak Nirvana czy Soundgarden, albo Smashing Pumpkins. Brytyjczycy po prostu nieco się spóźnili ze swoim pierwszym albumem, wydanym prawie równo 8 miesięcy po śmierci Kurta Cobaina, która symbolicznie zakończyła panowanie muzyki z Seattle na świecie. Daję głowę, że gdyby debiut Busha "Sixteen Stone" powstał 2 lata wcześniej, to pewnie dziś nazwa zespołu budziłaby nie mniejsze emocje niż te wymienione kapele. "Sixteen Stone" była bowiem płytą świetną, podobnie jak kolejny album - "Razorblade Suitcase". Te dwa krążki sprawiły, że Bush naprawdę polubiłem i nie ma dla mnie znaczenia, że kolejne dokonania grupy nie były już tak doskonałe.

Nowy materiał zatytułowany "Man on the Run" nie może się niestety równać z wspomnianymi płytami, ale nie jest też dramatycznie słaby. Jego największą wadą jest nierówny poziom. Znajdziemy tu kawałki, którym niedaleko do najlepszych w historii zespołu (no, może nieco przesadzam), ale niestety też kilka wypełniaczy. Wygląda na to, że Londyńczykom po prostu miejscami zabrakło pomysłu na wypełnienie 50 minut trwania płyty. A może trzeba było zdecydować się na krótki np. 30 minutowy album? Pewnie wtedy odbiór byłby lepszy.

Zaczyna się całkiem przyjemnie. "Just Like My Other Sins" i utwór tytułowy sieką ciężkimi post grunge'owymi riffami. Gavinowi Rossdale'owi udało się napisać w tych kawałkach wpadające w ucho partie. Przy singlowym "Only Way Out" zaczynają się schody. Kawałek brzmi jakby był umyślnie szykowany na radiowy hit, co nie wychodzi mu na dobre. Melodia jest przesłodzona, użyta w tle elektronika obrazu na lepsze nie zmienia. Podobnie rzecz ma się z "This House Is On Fire", które gdyby nie grooviaste zwolnienie po drugiej zwrotce, uznałbym za zdecydowanie zbyt "lukrowane" granie. W dodatku mimo całej zamierzonej przebojowości, mało zostaje w pamięci po przesłuchaniu piosenki, a to już bardzo niedobrze.

Mocnym punktem poza wspomnianymi wyżej 2 "otwieraczami" jest także "Loneliness Is A Killer", które wprawdzie pożycza riff od Soundgarden ("Loud Love"!) oraz kilka elementów muzyki Alice In Chains, ale wypada naprawdę nieźle. Jest melodia, świetny refren wyśpiewany emocjonalnie przez lidera oraz trochę kombinowania ze strukturą piosenki - znajdziemy tu kilka ciekawych zagrywek gitarowych Chrisa Traynora. Nieco denerwuje elektronika, której ciągłej obecności nie rozumiem, bo odbiera ciężar i infantylizuje piosenki (ale tu akurat jest w miarę znośna).

"Bodies in Motion" to typowy rocker, nieco lżejszy od "The Gift". Tu również zespół trochę pokombinował, jest kilka elementów, które sprawiają, że podnoszę kciuk w górę przy ocenie kawałka. "Broken In Paradise" zaczyna się trochę jak piosenka z repertuaru 30 Seconds To Mars, na szczęście refren przynosi ulgę w postaci łupnięcia przesterowanych gitar. "Surrender" przez moment zdaje się być strzałem w dziesiątkę, by niebawem zmienić się w dramatycznie typowy pop rockowy numer, z boleśnie łzawym refrenem. Kolejny kawałek i deja vu - znowu delikatne zwrotki i pop rockowy refren, niby mocniejszy, ale tylko "niby". Najlepsze w gruncie rzeczy czeka na końcu. "Eye of the Storm" to całkiem udany numer. Wprawdzie pomysł ten sam jak na całą końcówkę płyty, ale w tym przypadku udało się bardziej. Kilka udanych melodii, bujający motyw przewodni gitary i refren nie powodujący chęci zwrócenia obiadu - to wszystko składa się na niezły pop rockowy kawałek muzyki. Jest też ładnie wkomponowane w całość solo.

O "Man on the Run" nie można powiedzieć, że to płyta całkiem udana. Proporcje piosenek moim zdaniem dobrych i słabych rozkładają się mniej więcej po połowie. Szkoda, że zespół tak bardzo chcąc napisać utwory wpadające w ucho, przedobrzył (i to wielokrotnie), odbierając piosenkom jakąkolwiek wyrazistość i zadziorność. Jednocześnie nie powiedziałbym, że zyskałaby na tym ich przebojowość. Z poczucia elementarnej uczciwości zaznaczam jednak, że parę rzeczy się Rossdale'owi udało i one ciągną tę płytę w górę. Ogólnie jest średnio, ale pewnie zawsze mogło być gorzej.

Dominik Zawadzki

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.10.2014

Wydawca:
Zuma Rock Records

Lista utworów:

1. Just Like My Other Sins
2. Man On the Run
3. The Only Way Out
4. The Gift
5. This House Is On Fire
6. Loneliness Is a Killer
7. Bodies In Motion
8. Broken In Paradise
9. Surrender
10. Dangerous Love
11. Eye of the Storm

Informacje o wykonawcy

Bush

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.