Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Muse „Drones”

7 Lipca 2015

Na muzykę Muse można patrzeć dwojako. Istnieją zdeklarowani wrogowie tego zespołu, wytykający mu nadmierną skłonność do patosu, zapożyczeń od innych kapel i brak stylistycznej spójności. Ja natomiast od początku istnienia widzę w brytyjskim trio jedyny projekt będący w stanie udźwignąć legendę Queen. Queen, które przecież też nie stroniło od egzaltacji, muzycznego przepychu windowanego do przesady i efektownych stylistycznych zabaw. Oczywiście "Królowa" jest tylko jedna (Boże broń, nie chodzi mi o Dodę), niemniej zadajcie sobie pytanie - kto jeśli nie Muse jest na dzisiejszej muzycznej scenie godny takiego porównania.

Nowy krążek zespołu - "Drones" zapowiadany był przez Matta Bellamy'ego jako najbardziej gitarowy od lat. Miał być swoistą odtrutką na ultrapatetyczny "The 2nd Law", wypełniony wszystkimi możliwymi dźwiękami, ale z gitarami pełniącymi rolę raczej drugorzędną. I tak rzeczywiście jest. Nowa muzyka Anglików to może nie powrót do korzeni, ale w okolice przełomowych dla zespołu "Black Holes and Reveleations" i "The Resistance" jak najbardziej.

Co poza tą zmianą? Słuchanie "Drones" to trochę jak jazda przez pagórkowatą okolicę. Raz wyżej, raz niżej. Chociaż na płycie znajdziemy kilka piosenek nawiązujących do największych hitów grupy, to trafiają się też (fakt, to rodzynki) takie, które nie powinny się na niej znaleźć. Muza prezentowana przez Muse ciągle oparta jest w największym stopniu na wokalnych zdolnościach Matta Bellamy'ego. To jego głos jest "odpowiedzialny" za to , że Muse odbierane jest tak , a nie inaczej. I moim zdaniem ciągle jest największą siłą tego zespołu, a queenowskie wielogłosy dalej robią wrażenie. O tym, że Bellamy nic nie stracił ze swojego czaru można łatwo się przekonać słuchając choćby "Mercy" czy "The Handler". Ja przy tym niesamowitym zawodzeniu mam ciarki na ciele. Nie wszystkie piosenki wywołują takie emocje, ale spokojnie można powiedzieć, że z zaproponowanego na "Drones" materiału większość spokojnie się broni. Cała pierwsza połowa płyty od lżejszego "Dead Inside", przez nieco odjechany "Psycho", aż do napędzanych ciężkimi gitarami "The Handler" i "Defector". Odrębnie potraktować trzeba moim zdaniem dwa kawałki - "Mercy" oraz "The Globalist". Pierwszy to ułożony w sprawdzony sposób (coś na kształt power ballady) killer i najmocniejszy punkt albumu. Partie gitar, wokal, rytm, nawet będąca tylko dodatkiem elektronika - wszystko jest tu genialne. Świetny numer i naprawdę nie przeszkadza mi to, że bardzo podobnie skonstruowany do "Starlight" z "Black Holes And Revelations". "The Globalist" to próba grania rocka progresywnego. Udana. W tym ponad 10 minutowym utworze pojawia się kilka ciekawych motywów, jest trochę muzyki filmowej, trochę nieodłącznego Queen, wreszcie chyba najcięższa partia gitar w dziejach Muse.

Żeby nie było zbyt różowo parę słów o tym, co mi się na "Drones" nie podoba i co jednocześnie uzasadnia ostateczną ocenę. Po pierwsze jak wspomniałem pierwsza część płyty broni się bez problemu. Kłopot mam natomiast z drugą. Takie kawałki jak banalny i straszący zerżniętym z Queen (tak, wiem że dopiero co dałem im prawo do spuścizny po Królowej - inspirować się jednak też trzeba umieć) refrenem "Revolt" czy przesłodzony i po prostu dramatycznie nudny "Aftermath" nie powinny znaleźć się na płycie, chyba że w formie bonusów. No i wreszcie utwór finałowy, który miał chyba być rodzajem chorału gregoriańskiego "by Muse". Efekt jest taki, że Bellamy osiągnął w nim Himalaje pretensjonalności. Nie miałoby to wielkiego znaczenia, że kilka piosenek odstaje, wszak nagranie płyty od początku do końca świetnej to niełatwa sprawa. Niestety z pewnością pojawią się te same od lat zarzuty o zjadanie przez zespół własnego ogona i pewnie będzie w nich jakaś część racji. Tym razem jeszcze obronili się dużą "słuchalnością" większości materiału, ale czy tak będzie na kolejnym albumie? Czas pokaże. Wreszcie grzech ostatni, dla niektórych może najmniej istotny, mianowicie teksty. Nie wgryzam się z reguły zbyt głęboko w liryki piosenek, których słucham, ale jako że "Drones" to koncept album postanowiłem się im bliżej przyjrzeć. Stwierdzam, że dawno nie czytałem bardziej pretensjonalnych tekstów piosenek, od tych które ułożył Mr Bellamy. Piszę to z przykrością, ale chyba Muse powinno dać sobie spokój z pisaniem tekstów o polityce, bo do "The Wall" bardzo daleko.

Biłem się z myślami jaką ostateczną ocenę wystawić. Nie chcę skrzywdzić kapeli tylko z powodu 3 mniej udanych utworów, skoro większości materiału słucha mi się doskonale. Jednocześnie wiem, że Panowie Bellamy, Wolstenholme i Howard Ameryki swoim graniem nie odkrywają, montując płytę z dobrze wszystkim znanych elementów. Ale dalej jest to muzyka na wysokim poziomie.

Dominik Zawadzki

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
5.6.2015

Wydawca:
Warner Bros

Lista utworów:

1. Dead Inside
2. [Drill Sergeant]
3. Psycho
4. Mercy
5. Reapers
6. The Handler
7. [JFK]
8. Defector
9. Revolt
10. Aftermath
11. The Globalist
12. Drones

Informacje o wykonawcy

Muse

Inne recenzje płyt wykonawcy

Muse - Absolution
Muse „Absolution&rdquo
Ocena: 2.52.52.52.52.5 (2.5)
Autor: Aleksander "Malkavian" Stępień
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.