Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Killing Joke „Pylon”

21 Października 2015

W tym roku mija 35 lat od ukazania się pierwszego albumu dowodzonej przez z lekka ekscentrycznego Jaza Colemana grupy o wesołej nazwie "Killing Joke". Przez ten czas Colemanowi i spółce udała się rzecz niebywała. Niewiele zespołów potrafi płynnie przekraczać gatunkowe i stylistyczne granice tak, żeby nie zburzało to ich charakterystycznego brzmienia. Killing Joke byli sobą na pierwszych post-punkowych płytach, na albumach flirtujących z modnym w latach osiemdziesiątych synthpopem ("Brighter Than A Thousand Suns", "Outside The Gate"), na wściekle punkowych ("Extremities, Dirt and Various Repressed Emotions"), czy na niemalże metalowych, gdzie gitary piłowały naprawdę ciężko, a Jaz więcej krzyczał niż śpiewał ("Pandemonium", "Hosannas From The Basements Of Hell"). We wszystkich wcieleniach brzmieli po swojemu, i pomimo stosunkowo niewielkich sukcesów komercyjnych, zyskali szacunek potomnych. Covery Killing Joke wykonywała chociażby Metallica ("The Wait), nasz ekstremalny Behemoth ("Total Invasion"), a Kurt Cobain nawet "pożyczył" sobie intro z "Eighties" do swojego hitu "Come As You Are". W ostatnich latach panowie także dają radę. Ich ostatnim płytom niczego nie brakowało. Jak jest w przypadku szesnastego, wyprodukowanego przez Toma Dalgety'ego albumu "Pylon"?

Zwiastujący "Pylon" utwór "I Am The Virus" poniekąd zobrazował słuchaczom to, czego możemy się spodziewać. Utwór okraszony mocnym, metalowym riffem, duszną, nieco industrialną atmosferą, a zarazem niezwykle melodyjny dzięki czystym w zwrotkach i krzyczanym w refrenie wokalom idealnie spełnił swoje zadanie. Wzbudził ciekawość, zaintrygował, sprawił, że ze zniecierpliwieniem czekałem aż przyjdzie mi usłyszeć całość. Wszystkie utwory są dość rozbudowane, ich średnia trwania wynosi 6 minut. Od pierwszego na płycie, nieco punkowego pod względem tempa, lecz niewykle przebojowego "Autonomous Zone" (pierwszy numer z nowej płyty, który panowie prezentowali na koncertach), po ostatni, dość żwawy "Into The Unknown" zespół trzyma wysoki poziom. Ciężko tu wyróżnić najlepszy utwór. Warto zwrócić uwagę na te bardziej metalowe kompozycje nawiązujące do cięższych płyt w dorobku grupy ("Pandemonium" czy "Absolute Dissent") jak "Dawn Of The Hive" (połączenie industrialnego metalu z niemalże gotyckim rockiem w refrenach świetnie zdało egzamin), "Delete" czy singlowy "I Am The Virus". Ciekawe są również utwory bliższe rockowo-metalowemu obliczu grupy znanemu chociażby z "Democracy", jak "War On Freedom" (refren jest nieskomplikowany, Jaz po prostu wykrzykuje tytułową frazę, ale mimo tego, całość przekonuje), czy "Big Buzz", w których kapitalnymi gitarami czaruje Geordie Walker. Do największego hitu grupy, czyli "Love Like Blood" nieco zbliża się "New Cold War", lecz jest on od niego ostrzejszy, głównie za sprawą pokrzykującego w refrenie Jaza. Murowanym przebojem na miarę "The Raven Song" czy "In Cytheria" może być skrojony poniekąd na ich modłę "Euphoria" z kapitalnymi partiami klawiszy. Perkusista Paul Ferguson błyszczy natomiast (także za sprawą krótkiej solówki) w lodowato zimnym, wolnym i ciężkim jak diabli "New Jerusalem".

Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się po Jazie Colemanie i jego niewesołej kompanii tak dobrego albumu, choć są to przecież dźwięki, patenty, rozwiązania aranżacyjne, po jakie panowie już sięgali. Prochu na "Pylon" może i Brytyjczycy nie wymyślili, ale skonstruowali naprawdę ciekawą muzyczną bombę. Duża w tym zasługa producenta, który odpowiada za selektywne brzmienie instrumentów. I jeśli brzmienie płyty jest określane przez muzyków i wydawców jako "dźwięk wymiotującej ziemi" czy "poważne i brutalne, industrialne samobójstwo", to jakkolwiek okropnie i kiczowato zarazem by to nie brzmiało, jest ono miłe dla ucha żądnego ciężkiej muzyki. Utwory są zarazem mocne, ale i niesamowicie melodyjne, co zawdzięczają Jazowi Colemanowi, który zdecydowanie więcej śpiewa. Do krzyku ucieka się bardzo rzadko. I nie powiem, trochę brakuje na "Pylon" jakiegoś dzikiego, nieokiełznanego numeru jak na "Hosannach", ale bogactwo melodii kolejnych kompozycji niweluje ten skromny niedobór. "Pylon" to bardzo udany krążek "zabójczego żartu", który od ponad 35 lat jeszcze się nie spalił i nie zasługuje bynajmniej na miano suchara nadającego się do maczania w angielskiej herbatce. Kandydat do płyty roku.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 1/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
1/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Rafał Chmura

20:52, 27-11-2015 | zgłoś

jak dla mnie ta płyta jest cholernie trudna w odbiorze i bardzo długo się z nią męczyłem. Oczywiście na tyle intrygująca że chciało mi się męczyć. Aż wszystko zaskoczyło. Znakomity album, z ostatnich lat co najmniej na równi z Hosannas....

45ja

18:33, 21-11-2015 | zgłoś

Podobnie jak nowa płyta Ac/Dc , jeden kawałek na poziomie , reszta to nie ma o czym pisać, moja ocena to 1 ( oceniam od zera wiec jeszcze nie jest tragedia)

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
23.10.2015

Wydawca:
Universal Music

Lista utworów:

1. Autonomous Zone
2. Dawn Of The Hive
3. New Cold War
4. Euphoria
5. New Jerusalem
6. War On Freedom
7. Big Buzz
8. Delete
9. I Am The Virus
10. Into The Unknown

Informacje o wykonawcy

Killing Joke

Inne recenzje płyt wykonawcy

Killing Joke - What's THIS For...!
Killing Joke „What's THIS For...!&rdquo
Ocena: 3.53.53.53.53.5 (3.5)
Autor: Błażej "White Raven" Obiała
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.