Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Def Leppard „Def Leppard”

5 Listopada 2015

Weterani rocka kazali czekać nam na nowy album siedem lat. Aż siedem, dla najbardziej zagorzałych fanów i tylko siedem dla całej reszty. Bo o ile klasyczne albumy z lat 80. są uwielbiane do dziś, tak mniej więcej od czasów "Slang", czyli bardzo długo Anglicy nie proponują nam właściwie niczego ciekawego. Swój jedenasty pełny album zatytułowani po prostu "Def Leppard", co samo w sobie jest dość intrygujące - nie wiadomo, czy spodziewać się nowej jakości, powrotu do najlepszych czasów, czy może jakiejś wypadkowej. Rzut oka na okładkę każe jednak skierować nadzieje ku tej drugiej opcji.

Dawniej Def Leppard miał niebywały wręcz instynkt, talent i lekkość do pisania naprawdę fantastycznych, rockowych killerów. Osobiście uważam, że ta magia opuściła zespół po śmierci Steve'a Clark'a. Co prawda jeszcze "Adrenalize" był więcej niż dobrym albumem, tak od "Slang" zaczęło dziać się coś naprawdę niepokojącego. Na każdy kolejny album czekałem z wytęsknieniem, ale i zawód był zawsze taki sam. Nie inaczej jest teraz - siedem lat to najdłuższa w historii zespołu przerwa między pełnymi albumami, był więc czas, żeby dopracować album do ostatniego dźwięku.

Na dzień dobry dostajemy singlowy "Let's Go" - doskonały, mocny riff, od razu kojarzący się z okresem "Hysterii". Jest średnie tempo, fantastyczna motoryka, dobry melodyjny refren, chóralne zaśpiewy - wszystko, z czym zespół był kojarzony do tej pory i to w najlepszej jakości. Apetyty podkręcone więc na maxa, a dalej jeszcze lepiej! "Dangerous" to już istny killer, mocarny riff nawiązujący do jeszcze wcześniejszych czasów, szybsze tempo i typowy refren - chóralnie, melodyjnie, wspaniale po prostu. Po dwóch numerach ma się już ochotę odkręcić potencjometr głośności do oporu, a tu leci sobie "Man Enough" - zbicie energii do zera, plastikowe brzmienie, gitara gra jakby chciała a nie mogła, refren i melodia zupełnie miałka. "We Belong" ma już bardziej balladowe zabarwienie, ckliwą melodyjkę pasującą raczej do kapeli ludowej na wiejskim odpuście, niż do zespołu z taką hist(e)orią. Niewiele lepiej jest w "Invincible". Znowu melodia, którą napisałby każdy w pięć minut po założeniu zespołu, ale przynajmniej gitarki jakoś riffują. Po minimalnym drgnieniu znowu panowie usypiają słuchaczy - i to w numerze zatytułowanym "Energized". W połowie tej płyty może już słuchaczy ogarnąć nuda, jeszcze da się na chwilę otworzyć oko przy "All Time High", chociaż motoryczny, to nic nowego nie wnosi. Właściwie na tym etapie można by spokojnie skończyć słuchanie tego albumu. Dalej nie spotka nas już nic ciekawego - kilka nijakich numerów, które wypadną z ucha natychmiast po wpadnięciu, i nic na dłużej w głowie nie zostanie. Co prawda raz szybciej, raz wolniej, raz senna ballada, raz średnio szybka piosenka. Nadzieję dawała jeszcze "Wings Of An Angel" bo zaczyna się naprawdę mocnym wejściem i ma cytat żywcem wyjęty z legendarnego "Foolin'", ale to jedyna zaleta tej piosenki. Doprawdy niepojęte jest umieszczenie na tej płycie aż 14 piosenek, z czego połowa to zwyczajnie nijakie, nudne, na siłę wymęczone piosenczyny.

Siedem lat minęło, a panowie jak grali, tak grają. Mam wrażenie, że cholernie tęsknią za czasami największej świetności, kiedy zdobywali listy przebojów, wypełniali stadiony, nagrywali płyty, że co utwór to przebój, byli po prostu jednym z największych zespołów świata. Lata lecą, panowie są pogubieni. Pojedyncze przebłyski pokazują, że jakiś potencjał w nich jeszcze drzemie, ale płyta "Def Leppard" jest niestety znowu porażką. Gdyby wyjąć cztery, góra pięć piosenek, zrobić z tego epkę i pójść za ciosem, to może byłaby to recepta na sukces. Najbardziej boli mnie w tej płycie aż namacalna tęsknota za "Hysterią" i "Pyromanią". Panowie znowu wpadli w sidła, które sami sobie zastawili i już chyba do końca życia będą się mierzyć z własną przeszłością. W efekcie mamy szósty niewypał w ciągu 19 lat. Przynajmniej w odczuciu moim - maniaka starego oblicza Def Leppard. Za dużo. Wiem, że świat się zmienia, że mamy XXI wiek. Ale żeby zatrzeć złe wrażenie po "Def Leppard", pójdę posłuchać sobie "Pyromanii", żeby razem z Elliotem i spółką przypomnieć sobie, że kiedyś można było lekką ręką nagrywać płyty doskonałe od pierwszej do ostatniej sekundy. Ale czas nie stoi w miejscu, a dla Leppsów, chyba nadszedł już czas, żeby przejść na emeryturę.

Rafał Chmura

Ocena recenzenta:
  • Ocena 1/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (2)
dodajdo

Komentarze

45ja

18:31, 21-11-2015 | zgłoś

do Michał posłuchaj albumów : Euphoria / High 'N' Dry i przestań pisać głupoty. Pierwszy raz zgadzam się recenzją , mniej jak zero!

Michał

13:24, 12-11-2015 | zgłoś

Recenzja ... kompletnie niepotrzebna. Album osłuchałem kilkanaście razy i jest kapitalny! Święte słowa john69. Trzeba posłuchać płyty kilka razy minimum 2 i wtedy coś próbować recenzować. 14 numerów i żadnego wypełniacza. BRAWO. Koncerty wyprzedane. Płyta sprzedaje się bardzo dobrze. Pisaliście coś o emeryturze. Sami na nią idźcie:)

john69

12:57, 08-11-2015 | zgłoś

Trudno nie zgodzić się z panem Rafałem w kwestii pewnej nostalgii poszukiwania dawnego brzmienia. Jednak jako fan zespołu z ponad 25 letnim stażem nie posyłał bym muzyków na emeryturę. Każda nowa płyta wymaga osłuchania, a sądząc po dacie ukazania się tego artykułu nie słuchał ją pan zbyt wiele razy,wyciągając zbyt pochopne wnioski .Proszę przesłuchać album 10-15 razy i wtedy napisać wiążącą recenzję.Wiadomo ile słuchaczy tyle opinii ,ale ja bym zespołu Def Leppard nie skreślał z rockowego piedestału. Jaka płyta jest każdy osądzi sam,jednak jak na emerytów to całkiem rześko sobie pogrywają.

Ignac85

16:09, 06-11-2015 | zgłoś

Niestety muszę zgodzić się z recenzentem, ten zespoł co miał muzycznie do powiedzenie, to już powiedział. jak mają nagrywać takie albumy, to faktycznie lepiej niech już przejdą na emeryturę

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
30.10.2015

Wydawca:
earMUSIC Records

Lista utworów:

1. Let’s Go
2. Dangerous
3. Man Enough
4. We Belong
5. Invincible
6. Sea of Love
7. Energized
8. All Time High
9. Battle of My Own
10. Broke ‘N’ Brokenhearted
11. Forever Young
12. Last Dance
13. Wings of an Angel
14. Blind Faith

Informacje o wykonawcy

Def Leppard

Inne recenzje płyt wykonawcy

Def Leppard - Adrenalize
Def Leppard „Adrenalize&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kuba Jasiński
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.