Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Steven Wilson „Hand. Cannot. Erase”

6 Stycznia 2016

Spóźniłem się z przesłuchaniem "Hand. Cannot. Erase" Stevena Wilsona o zaledwie kilka miesięcy. No dobra, prawie o rok. Tak schodziło, schodziło, aż w końcu pochyliłem się nad płytą i nie mogę odpędzić się od żalu, że nie zebrałem się do niej wcześniej. Nadrabiać muszę szybko, bo pod koniec stycznia 2016 ukazuje się nowe wydawnictwo Brytyjczyka "4 ½ "z piosenkami niewykorzystanymi podczas sesji nagraniowych do dwóch ostatnich krążków oraz nową wersją "Don't Hate Me" Porcupine Tree.

"Hand. Cannot. Erase" to czwarta solowa płyta Stevena Wilsona, a kolejna spośród jego bardzo obszernej dyskografii zawierającej wydawnictwa publikowane pod różnymi, licznymi szyldami. Nie jest jednak tak łatwo tę płytę zaszufladkować. Choć broni się jako monolit, jako całość, to i wypada atrakcyjnie przy rozbiorze na części - mamy tutaj miszmasz zarówno gatunkowy, jak i emocjonalny. Piosenki tytułowej, którą można określić jako prog-brit-pop nie powstydziłoby się Placebo; niemal w całości wydeklamowany przez Katherine Jenkins "Perfect Life" to trip hop w stylu Massive Atack czy Portishead, a w kotłującym się od smutku, przepięknym "Routine" mamy pianino, instrumenty smyczkowe, chórek chłopięcy i piękny duet wokalny Stevena z izraelską laureatką ichniejszego "Idola" - Ninet Tayeb. Wszystkie te środki idealnie podkreślają zawartą w tekście desperację i osamotnienie kobiety, której życie sprowadza się wyłącznie do zajmowania się domem.

W odróżnieniu od wcześniejszej płyty "The Raven That Refused To Sing" Wilson zdecydował się zmniejszyć ilość partii jazzowych - postawił w szerszym stopniu na ukochane przez siebie brzmienia progresywnego rocka lat siedemdziesiątych w wykonaniu takich mistrzów jak King Crimson, Pink Floyd, Yes, Rush czy Genesis. Takim utworem - wizytówką, w którym jak na dłoni słychać te odniesienia, jest dziesięciominutowy "3 Years Older". Tym razem saksofonista i flecista Theo Travis, który był bardzo ważnym ogniwem na poprzedniej płycie, udziela się w zaledwie jednym, ale za to najbardziej progresywnym "Ancestral", gdzie mamy tak naprawdę wszystko - trip hopową perkusję, psychodelię, smyczki, wokalizy w wykonaniu Ninet Tayeb, a nawet i wściekłe metalowe riffowanie. Do cięższego grania Wilson odwołuje się jeszcze w "Home Invasion" i przez chwilę w "3 Years Older", gdy ciężkie gitary są rytmiczną podstawą dla szalonej solówki na Hammondzie. Poza tymi fragmentami, zbyt wielu cięższych partii gitarowych na płycie nie uświadczymy. Nie gitary grają na płycie główną rolę, a klawisze. Warto zwrócić uwagę na ich bogactwo. W każdym utworze słychać w tle piękne brzmienie melotronu, często do głosu dochodzą organy Hammonda, pianino, a nawet i syntezator Moog w kapitalnym instrumentalu "Regret #9", w którym oprócz wspomnianego popisu Adama Holzmana na Moogu, znajduje się bardzo emocjonalne, floydowskie solo gitarowe w wykonaniu Guthriego Govana.

"Hand.Cannot.Erase" jest, pomimo całej swojej złożoności i maestrii kompozycyjno-wykonawczej, najbardziej przystępnym solowym albumem Stevena Wilsona. Duża w tym zasługa bogactwa melodii i czystości brzmienia - naprawdę jest tu niewiele przesterowanych i noisowych gitar, stosunkowo mało jazzowych improwizacji, każdy dźwięk jest tu przemyślany - nawet te pozornie chaotyczne partie instrumentalne i rytmiczne szaleństwa. Również pod względem wokalnym Steven Wilson postawił na melodyjne i czytelne frazy - w takich piosenkach jak krótki, akustyczny "Transience", czy poruszający "Happy Returns" to charakterystyczny, wysoki głos Wilsona odgrywa przewodnią rolę i jemu podporządkowane są subtelne akompaniamenty.

"Hand.Cannot.Erase" to spory, ponad godzinny, kawałek muzyki przemyślanej, wirtuozerskiej, lecz i przy tym pełnej emocji, a nie częstego w przypadku prog-rocka wyrachowanego szpanowania techniką. Warto poświęcić temu wydawnictwu swój cenny czas, bo to radość i dla tych słuchaczy, dla których liczy się muzyka, a także dla tych zwracających uwagę na przekaz tekstowy. W obu kategoriach Wilson zasłużył na najwyższą notę. Historia, która stała się kanwą dla tekstów, jest dramatyczna: dotyczy trzydziestoośmioletniej Brytyjki, która umarła w domu, w samotności, przed telewizorem, a jej śmierci nikt przez trzy lata nie zauważył - nawet najbliższa rodzina. Od tego faktu Wilson wychodzi w tekstach do problemu izolacji i osamotnienia człowieka w rozpędzonym świecie.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
27.2.2015

Wydawca:
Kscope Records

Lista utworów:

1. First Regret
2. 3 Years Older
3. Hand Cannot Erase
4. Perfect Life
5. Routine
6. Home Invasion
7. Regret #9
8. Transience
9. Ancestral
10. Happy Returns
11. Ascendant Here On…

Informacje o wykonawcy

Steven Wilson

Inne recenzje płyt wykonawcy

Steven Wilson - Insurgentes
Steven Wilson „Insurgentes&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Adam Piechota
Steven Wilson - To The Bone
Steven Wilson „To The Bone&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kamil Pietrzyk
Steven Wilson - 4 1/2
Steven Wilson „4 1/2&rdquo
Ocena: 33333 (3)
Autor: Kamil Pietrzyk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.