Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Hinds „Leave Me Alone”

17 Stycznia 2016

Na swojej debiutanckiej płycie "Leave Me Alone" dziewczęta z Hinds łączą w zgrabną całość imprezowe podejście do życia, dawkę słonecznego blasku, szczyptę melodyjnej nostalgii i garażowe naleciałości. To bardzo "dzewczyńskie" granie - i całe szczęście, bo ociekający zwykle testosteronem rock może zacząć nużyć. Jak długo bowiem można słuchać brodatych troglodytów? Są na tym albumie emocje, sporo alkoholu, dużo miłości, a przede wszystkim niedbałe podejście do dźwięków - to oczywiście zamierzenie, wszystko nagrywane było na setkę. Przede wszystkim w tych piosenkach odzywa się retro klimat wczesnych lat 60. Hiszpanki nawiązują muzycznie do ery rock'and'rolla, The Velvet Underground, The Beach Boys i The Shadows, czasem też do post punkowego grania. Tyle, że mało tu zadziornego rocka, więcej rozleniwionego (czasem bardzo) pogrywania - i może to największa wada płyty, bo piosenki są zbyt jednorodne.

Niektórzy będą zachwyceni tym dziewczęcym, pretensjonalnym najczęściej, lekko przerysowanym ujęciem tematu. Pięknie, wysoko przygrywa nam gitara w "I'll Be Your Man". Ukołysze was bas w "Fat Calmed Kiddos" i przywoła wspomnienie ciepłych plaż (podobnie jak "And I Will Send Your Flowers Back"). Poczujecie się ukontentowani miłym brzdąkaniem w "Chili Town". Orzeźwić może nieco bardziej charakterne "San Diego". Latynoski posmak wyczujemy w "Castigadas En El Granero" (w końcu hiszpańskie pochodzenie do czegoś zobowiązuje). Ale chociaż sam pomysł na muzycznie retro popowe granie i trochę niedbały, rozemocjonowany image sam w sobie jest bardzo dobry, a efekt wcale intrygujący, to jednak nie udało się osiągnąć na "Leave Me Alone" czegoś niezwykłego czy wywołującego dreszcze.

No właśnie, tacy The Vaccines albo The Drums z podobnych inspiracji i przy zaprzęgnięciu do komponowania prostych środków - o rodowodzie sięgającym ery początków rock'n'rolla - potrafili pokazać większy polot. Dlaczego? Wydaje się, że odpowiedź jest dość prosta - ich piosenki miały rzeczywiście wpadające w ucho melodie i często porywały do tańca (przy jednoczesnej sporej dawce melancholii). Ja rozumiem, że miało być rzewnie i z pewną "olewką", ale to patent na kilka utworów, nie na całą płytę, a już na pewno wieloletnią karierę. Hinds są ciekawostką, dość oryginalną propozycją, ale na razie niczym więcej. "Leave Me Alone" to wcale nie imprezowe granie - to pogrywanie na kacu po szalonym party, co ma swój urok. Ale ja wolałbym znaleźć się właśnie na imprezie, która na debiutanckiej płycie Hinds jest jedynie wspomnieniem. Mam nadzieję, że na kolejnym albumie będę miał ku temu okazję. Na razie wypada wrzucić propozycję dziewczyn do worka z interesującymi debiutami 2016 roku, jednocześnie nie przypinając plakietki z napisem "objawienie".

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
8.1.2016

Wydawca:
Lucky Number

Lista utworów:

1. Garden
2. Fat Calmed Kiddos
3. Warts
4. Easy
5. Castigadas En El Granero
6. Solar Gap
7. Chili Town
8. Bamboo
9. San Diego
10. And I Will Send Your Flowers Back
11. I'll Be Your Man
12. Walking Home

Informacje o wykonawcy

Hinds

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.