Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


The Cult „Hidden City”

16 Lutego 2016

"Nie ma większego autorytetu niż serce" - mówi Ian Astbury w kontekście najnowszego, dziesiątego już albumu swojej formacji. Formacji, która od ponad trzech dekad dryfuje bezpiecznie w znanym stylu ku zadowoleniu fanów, kipi energią i czadem i robi to doskonale. "Hidden City" zamyka tryptyk rozpoczęty fenomenalnym albumem "Born Into This". Co tym razem serce podyktowało liderowi The Cult?

Przyznam szczerze, że od czasów "Beyond Good And Evil" podchodzę do ich nowych płyt trochę jak pies do jeża. Boję się rozczarowania, bo ponad połowę ich nagrań darzę bezgranicznym uwielbieniem, które nie mieści się nawet w słowie "kult". "Choice Of Weapon" trochę mnie rozczarował, ale nie ma tego złego... Minęły trzy lata i mamy nowy album. Sztuka wybrania numerów na promujące single znowu się chłopakom bezbłędnie udała. Zarówno "Dark Energy" jak i "Hinterland" słucha się doskonale. Jest energia i dynamika. Melodie i riffy może niezbyt wyszukane, ale obecność "cultowego", tajemniczego klimatu dodaje charakteru i nie pozostawia wątpliwości, z kim mamy do czynienia.

Inna sprawa, że te numery choć same w sobie naprawdę dobre, nikną gdzieś w tle reszty piosenek. Dynamika niby jest, ale jakoś słabo wyczuwalna, gitara niby łoi dość solidnie, ale ciężar i energia gdzieś po drodze giną. Może to sprawa brzmienia, niby podobnego do tego na poprzedniej płycie, ale tutaj wyraźnie słychać obniżenie typowo rockowej mocy kosztem próby nadania mroczniejszego, nieco gotyckiego klimatu. A za sterami przecież sam Bob Rock. Jest chłodno, jest mało treściwie. Takie zabiegi to oczywiście nie pierwszyzna dla zespołu, ale na "Hidden City" wygląda to raczej jak nieudolna próba debiutantów, a nie eksperymenty wyjadaczy z wieloletnim doświadczeniem. Takie zabiegi obecne chociażby w "Avalanche Of Light", średnio udanym rozbudowaniu klimatu w rozwleczonym "Birds Of Paradise", czy nierzadkie użycie fortepianu, zbliżają najnowsze dzieło Anglików do płyt z początku lat 90., ale jest to niestety o conajmniej dwie klasy niższe. W "No Love Lost" zespół jakby nie wiedział, czy przywalić mocniej, czy pojechać spokojniej. "Lillies" w ogóle brzmi jak wynik luźnego jammowania, który przypadkiem trafił na album.

Kolejna kwestia to wokal. Ian Astbury zawsze śpiewał specyficznie, jedni kochają, inni nienawidzą, ale charakteru raczej nikt nigdy nie podważał. Na "Hidden City" śpiewa jakby z przymusu, trochę przez zaciśnięte gardło i nie brzmi dobrze. Nie wiem z czego to wynika - czy to sprawa słabego brzmienia całości, czy wynik wieloletniego nadużywania substancji wspomagających, czy nieśmiertelna fascynacja Jimem Morrisonem i tęsknota za występami w The Doors.

Płyta jest ostatnią częścią zapoczątkowanej dziewięć lat temu trylogii. Większość znanych mi trylogii (i nie jestem odosobniony w tym zdaniu), czy to muzycznych, czy filmowych, czy literackich ma to do siebie, że pierwsza część jest najlepsza, a potem forma idzie równo w dół. Astbury, Duffy i spółka nie stanowią wyjątku od tej reguły, chociaż wielu ludzi by tego chciało. Pamiętam jak zespół się rozpadł, wyniszczony kłótniami i alkoholem. Mało kto wierzył w reaktywację, jeszcze mniej w solidną płytę. Wówczas udowodnili, że można. Dziś, w początkach 2016 roku wydają najsłabszą część trylogii, i kto wie czy nie swój najsłabszy album w ogóle. Ale wierzę, że to nie ich ostatnie słowo. Że jeszcze udowodnią, że można.

Rafał Chmura

Ocena recenzenta:
  • Ocena 2/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 5/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
5.2.2016

Wydawca:
Cooking Vinyl

Lista utworów:

1. Dark Energy
2. No Love Lost
3. Dance the Night
4. In Blood
5. Birds of Paradise
6. Hinterland
7. G O A T
8. Deeply Ordered Chaos
9. Avalanche of Light
10. Lilies
11. Heathens
13. Sound and Fury

Informacje o wykonawcy

The Cult

Inne recenzje płyt wykonawcy

The Cult - Choice of Weapon
The Cult „Choice of Weapon&rdquo
Ocena: 33333 (3)
Autor: Ksenia Przybyś
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.