Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Rob Zombie „The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser”

14 Maja 2016

Nie wiem, czy Rob Zombie narzucił sobie jakieś granice absurdu, ale już na ostatniej jego płycie była garść zupełnie groteskowych i nie pozwalających się łatwo zapamiętać tytułów. A co! Męcz się słuchaczu, biedny recenzencie i spoglądaj co chwilę na okładkę, wpatruj maślane oczy, żeby dokładnie przepisywać i nie popełnić literówki. Nowy krążek jest jakże uroczo zatytułowany "The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser" (ufff...). Jak już przebrniecie przez nazwę krążka, to przyjrzyjcie się nazwom utworów. To ci dopiero jazda! Wyróżnia się choćby jakże frapująco zatytułowany (to jeszcze pikuś!) singiel "Well, Everybody's Fucking In A U.F.O" (na to nie wpadliby nawet scenarzyści "Archiwum X") utrzymany w konwencji szalonego basisty Lesa Claypoola i jego zespołu Primus głównie za sprawą specyficznej, "redneckiej" melodeklamacji Zombiego przepuszczonej przez efekty.

Nowy Zombie to króciuteńka płyta - lekko ponad pół godziny. Zaledwie jeden utwór trwa ponad pięć minut, reszta już nie trwa nawet dłużej niż te standardowe, radiowe trzy minuty. Nie mam pojęcia czemu tak krótko. Podobnie jak poprzedniczka, "The Electric..." oferuje sporo przebojowych melodii (takie "Get Your Boots On! That's The End Of Rock'n'Roll", czy singlowy "The Hideous Exhibitions of a Dedicated Gore Whore" to najlepsze utwory na płycie, zwłaszcza drugi z wymienionych za sprawą psychodelizujących Hammondów), które momentalnie wpadają w ucho. Dużo tu ciężkich, czasami nieco topornych riffów Johna 5 (wręcz nu-metalowe, zalatujące Kornem "In The Age Of The Consecrated Vampire We All Get High") przeplatanych totalnie psychodelicznymi fragmentami, jak w mansonowym (nie ma się co dziwić - połowa składu grała u Marylina) "Satanic Cyanide! The Killer Rocks On!", który nagle się urywa i zaskakuje pojawiającym się znienacka ciekawym fragmentem, w którym narrator niepotrzebnie zakłóca akustyczny fragment z klasztornym chórem. Następny "The Life And Times Of A Teenage Rock God" to mocny kawałek oparty na lekko poplątanym rytmie, z wybuchowym refrenem i kilkoma psychodelicznymi fragmentami. Sporo na tym zyskuje - bez tych wszystkich ozdobników wypadłby jako nieco gorsza kopia "Teenage Nosferatu Pussy" z poprzedniczki. Podobieństw do albumu z 2013 roku jest jeszcze kilka - taki na przykład "Medication For Melancholy" to pod względem gitar bliźniak (choć trochę jako całość z lekka niedorozwinięty) znakomitego rockera "Behold, the Pretty Filthy Creatures".

Nowy długograj Roba to raczej suplement poprzedniego wydawnictwa, niż jego następca - w klimacie i muzyce podobny, ale jednak zdający się być uzupełnieniem, dodatkiem, a nie nową, odrębną całością. Poprzedni album też nie był długi, ale mam wrażenie, że kompozycje bardziej trzymały się kupy. Słuchając tych utworów można odczuć niedosyt. Numery są za krótkie, urywają się niespodziewanie. Panowie łomoczą, zapodają jakąś schizoidalną wstawkę, znowu łomoczą, jest nieźle i nagle... pstryk, koniec. Większość tych utworów tak naprawdę kończy się zanim zdąży porządnie rozhulać, a przecież ciekawych rytmów, riffów, melodii i aranżacji wokalnych nie brakuje. Jest też więcej przerywników niż poprzednio, choć są one dość przerażające (wyróżnia się pod tym względem "A Hearse Overturns With the Coffin Bursting Open"). Właściwie tylko w ostatnim, naprawdę ciężkim i wywołującym ciarki na skórze "Wurdulak" mam poczucie, że formuła kompozycja została wyczerpana - utwór jest niesamowicie klimatyczny, w pamięci pozostaje niepokojąca końcówka zagrana na fortepianie.

Dla fanów Roba Zombiego jego nowy album "The Electric Warlock..." to pozycja obowiązkowa, ale dla osób podchodzących do jego twórczości z doskoku może być z lekka rozczarowujący, zwłaszcza po znakomitej, niemal bezbłędnej poprzedniczce. Mam nadzieję, że na następnej płycie Rob Zombie postanowi wydłużyć nieco utwory i popracować nad ich spójnością, skracając ich tytuły - to chyba lepsza proporcja? Nie mam wątpliwości, że z tych numerów dałoby się jeszcze coś wykrzesać. Z zyskiem dla nich i ku radości słuchaczy. Mimo wszystko, i tak jest dobrze.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
29.4.2016

Wydawca:
Universal Music

Lista utworów:

1. The Last of the Demons Defeated
2. Satanic Cyanide! The Killer Rocks On!
3. The Life and Times of a Teenage Rock God
4. Well, Everybody's Fucking in a U.F.O.
5. A Hearse That Overturns With the Coffin Bursting Open
6. The Hideous Exhibitions of a Dedicated Gore Whore
7. Medication for the Melancholy
8. In the Age of the Consecrated Vampire We All Get High
9. Super-Doom-Hex-Gloom, Pt. 1
10. In the Bone Pile
11. Get Your Boots On! That's the End of Rock and Roll
12. Wurdalak

Informacje o wykonawcy

Rob Zombie

Inne recenzje płyt wykonawcy

Rob Zombie - The Sinister Urge
Rob Zombie „The Sinister Urge&rdquo
Ocena: 4.54.54.54.54.5 (4.5)
Autor: Andrzej ''Szczepek'' Szczepkowski
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.