Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


The Avalanches „Wildflower”

11 Sierpnia 2016

27 listopada 2000 doszło do dwóch ważnych premier w łonie szeroko pojętej muzyki elektronicznej. Szkoci z Boards of Canada wydali EP-kę "In a Beautiful Place Out in the Country", potwierdzając swoją wysoką dyspozycję oraz status w środowisku. Druga premiera była jednak - z szerszego punktu widzenia - znacznie istotniejsza. Mowa o debiucie The Avalanches, zatytułowanym "Since I Left You". Grupa producentów (bawiąc się niezliczoną ilością sampli) zaprezentowała światu dźwiękowy kolaż oparty niemal wyłącznie na rzeczonych samplach i próbkach dźwiękowych, który na stałe zapisał się w annałach muzyki rozrywkowej - przy okazji stając się niemal żywą definicją plądrofonii Czym jest owa plądrofonia w dwóch słowach? Tak zwie się swoiste tkanie utworów z innych nagrań dźwiękowych i tworzenie z nich charakterystycznych kolaży. Za przykład plądrofonii na naszym krajowym podwórku może uchodzić bardzo udana płyta "Przelot" producenckiego duetu Ptaki, opierająca się w wielu miejscach o utwory z archiwum polskiej muzyki popowej, rockowej i jazzowej.

Nic zatem dziwnego, że wiadomość o nowej płycie zespołu została przyjęta niezwykle entuzjastycznie. Promujący wydawnictwo utwór "Frankie Sinatra" nie ma aspiracji do zaskakiwania i szokowania słuchaczy - to "bezpieczne", radosne nagranie, które od razu pozwala rozpoznać rękę grupy. I generalnie tak właśnie można opisać cały album: The Avalanches po prostu są tutaj sobą. "Wildflower" nie próbuje niczego rewolucjonizować, stanowi raczej kolejny przykład skrzącego się radością, kolorowego korowodu - to, czy do niego dołączymy, zależy tylko od nas. "Subways" zabierze was do dyskotek, do których uczęszczali za młodu wasi rodzice, a "The Noisy Eater" rozbuja swoim hip-hopowym drive'em. Dokładne rozkładanie płyty na czynniki pierwsze nie ma jednak większego sensu - cząstkowe opisywanie utworów może jedynie służyć ukazaniu niektórych oblicz eklektyzmu, w którym pławią się członkowie grupy. Wszystkie utwory na albumie są ze sobą połączone (zresztą podobnie jak na pierwszej płycie), jednak niemal każdy z nich skutecznie może bronić się także jako autonomiczna przestrzeń muzyczna.

W porównaniu z debiutem, który siłą rzeczy jest dla recenzenta punktem odniesienia, można zauważyć za to większą rolę żywych instrumentów, choć mają one oczywiście znaczenie trzecioplanowe. Istotniejsze jest za to znaczenie szacownych gości, których na "Wildflower" nie brakuje. Danny Brown, Toro y Moi, Jonathan Donahue (The Flaming Lips, Mercury Rev), Warren Ellis (Nick Cave & the Bad Seeds), Jean-Michel Bernard - to tylko niektóre z głośniejszych nazwisk na nowej płycie The Avalanches.

Nieco ponad godzina radosnej, słonecznej gry sampli od mistrzów gatunku - to być może niewiele po blisko 16 latach oczekiwania. Wielu słuchaczy na pewno może być rozczarowanych także brakiem progresu, nowych muzycznych ornamentów, a także większej ilości eksperymentu w plądrofonicznych zabawach. A może po prostu warto cieszyć się z tego, że The Avalanches są sobą? Może najlepszą puentą całego szumu wokół "Wildflower" byłoby proste zdanie "Dobrze, że jesteście, chłopaki"?

Jarosław Turski

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
1.7.2016

Wydawca:
Modular Records

Lista utworów:

1. The Leaves Were Falling
2. Because I'm Me
3. Frankie Sinatra
4. Subways
5. Going Home
6. If I Was a Folkstar
7. Colours
8. Zap!
9. The Noisy Eater
10. Wildflower
11. Harmony
12. Live a Lifetime Love
13. Park Music
14. Livin' Underwater (Is Something Wild)
15. The Wozard of Iz
16. Over the Turnstiles
17. Sunshine
18. Light Up
19. Kaleidoscopic Lovers
20. Stepkids
21. Saturday Night Inside Out

Informacje o wykonawcy

The Avalanches

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.