Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Red Hot Chili Peppers „The Getaway ”

11 Września 2016

Mimo że John Frusciante nie jest członkiem Red Hot Chili Peppers od 2007 roku, zespół, a właściwie fani nie są chyba w stanie na dobre do tego przywyknąć. Co rusz można przeczytać jakieś nostalgiczne wypowiedzi członków RHCP na temat byłego gitarzysty, a i sami fani często i gęsto narzekają, że Johna nie ma już w "papryczkach". Josh Klinghoffer, choć dobry znajomy i wielkrotny współpracownik Frusciante, miał i chyba wciąż ma pod górkę, pomimo siedmiu już lat w kapeli. "The Getaway" to już drugi album, w którego powstawaniu i nagrywaniu wziął udział. Czy tą płytą ostatecznie wkupi się w łaski fanów?

"The Getaway" przynosi o tyle istotną zmianę, że pierwszy raz od lat albumu zespołu nie produkował długobrody Rick Rubin - zastąpił go producent Brian "Danger Mouse" Burton. To ryzykowny krok ze strony Amerykanów, ponieważ Rubin produkował ich albumy od pamiętnego "Blood Sugar Sex Magic", był twórcą brzmienia wiekopomnego "Californication" i osobą, której Red Hoci w dużej mierze zawdzięczają swoje sukcesy. Widocznie panowie uznali, że pora na odświeżenie formuły i współpracę z kimś nowym. Rubin wszakże i tak na brak zainteresowania przecież nie narzeka... Bardzo lubiłem brzmienie produkowanych przez brodacza płyt głównie ze względu na wysuwanie na przód sekcji rytmicznej. Dzięki temu szalone partie basowe Flea były znakomicie słyszalne i napędzały wraz z bębnami Chada Smitha kompozycje. Na "The Getaway" nie da się ukryć, że bass został nieco ukryty w miksie. Jest to niestety dość bolesna zmiana w brzmienu, choć Flea ma na płycie, co prawda, kilka chwil na swoje popisy, jak w przypadku singlowego, czarującego melodiami gitar i melodyjnym refrenem "Dark Necessities", w którym używa jednej ze swoich ulubionych technik, czyli klangu. Klangująca wstawka pojawia się również niespodziewanie w melancholijnym "Goodbye Angels", gdzie poprzedza, a następnie zasila gitarowe hałasowanie Josha pod koniec utworu. Na zmianie producenta ucierpiała moim zdaniem także perkusja, która niestety nie dość, że mocno straciła na mocy, a przecież Chad Smith to perkusista grający bardzo żywo i energicznie, a przy tym zabójczo rytmicznie, to jej przytłumione brzmienie wpłynęło także na zmniejszoną finezję partii perkusyjnych. W przypadku zespołu o korzeniach funkowych takie "schowanie" sekcji rytmicznej przez producenta jest krokiem odważnym, lecz niekoniecznie - moim zdaniem - właściwym.

Dużo na tej płycie pokazuje Josh, który dwoi się i troi w prezentowaniu zróżnicowanych patentów, a to muskając struny, a to grając jakieś bujające riffy i motywy (mający ciekawe momenty, aczkolwiek chyba nieco niedopieszczony "Detroit"), czy bawiąc się efektami. Klinghoffer musiał przejąć po Frusciante także śpiewanie chórków, gdyż te dwugłosy były wręcz znakiem rozpoznawczym zespołu, ale na "The Getaway" jest ich stosunkowo niewiele. Nieczęsto Josh wtrąca się Anthony'emu Kiedisowi do wokali. W utworach dynamicznych, jak funkujący, uroczo okraszony przez producenta dźwiękami melotronu "We Turn Red", czy pięknie napędzany basem, nieco nawet balansujący na granicy funku i disco "Go Robot", aż się prosi o to, by zespół zaszalał, dołożył do pieca, że aż rozsadzi głośniki, ale tak niestety się nie dzieje. Tylko w jedynym właściwie utworze RHCP pokusili się o nieco żwawszy popis energii. "This Ticonderoga" to dynamiczny kawałek z rwanym, przesterowanym riffem i zapadającym w pamięć refrenem, choć drażnią się panowie ze słuchaczem, wtrącając niespodziewanie klawiszowe uspokojenia.

Sporo miejsca na płycie zajmują ballady, jak "The Longest Wave", czy współtworzony z Eltonem Johnem, który w studiu zagrał na pianinie, jednakże nie wyróżniający się jakoś szczególnie "Sick Love". Jeśli o ballady chodzi, istną perełką płyty jest "Encore", które może spodobać się za sprawą zarówno ładnie wybrzmiewających akordów Josha, jak i spokojnej aranżacji opartej właściwie wyłącznie na gitarze i dyskretnym udziale kwartetu smyczkowego. Idealna piosenka na zakończenie koncertów i pożegnanie z fanami. Trochę szkoda, że muzycy postanowili zakończyć płytę serią ballad - to solidne kompozycje, aczkolwiek uważam, że przez to, iż słyszymy trzy ballady z rzędu (w "The Hunter" Flea zagrał na trąbce), album staje się pod koniec odrobinę nużący.

"The Getaway" to tytuł, który ani nie sili się na przebojowość "Californication", ani na funk-rockową "czadowość" wcześniejszych albumów, co oczywiście nie oznacza, że nie ma tu piosenek ładnych, chwytliwych, zadziornych. Rzecz jasna, są takie, i takie. Sęk w tym, że brakuje im tego boskiego pierwiastka, który sprawiał, że płyt Red Hotów z lat dziewięćdziesiątych słuchało się z wypiekami na licach. A może to po prostu przyzwyczajenie do stylu pracy Ricka Rubina z zespołem i jego wpływu odciśniętego na poprzednich krążkach utrudnia akceptację nowego brzmienia? Sam do końca nie wiem, czy to moje narzekanie wynika z braku brodatego, z braku Frusciante, czy zmęczenia materiału w zespole po ponad trzydziestu latach na scenie, co przekładać się może na nieco niższą formę i bądź co bądź - przeciętność tych kompozycji? Niewykluczone, iż w każdym z tych powodów tkwi ziarenko prawdy. Nowy krążek Red Hot Chili Peppers to dla fanów kapeli - wiadomo - pozycja obowiązkowa, pierwszy od lat album z innym producentem, a dla niedzielnych słuchaczy ot, ciekawostka, takie nieco zbyt ciepłe kluchy. Stąd też daję trójkę - album do posłuchania, ale bez większych "ochów i achów".

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
17.6.2016

Wydawca:
Warner Bros

Lista utworów:

1. The Getaway
2. Dark Necessities
3. We Turn Red
4. The Longest Wave
5. Goodbye Angels
6. Sick Love
7. Go Robot
8. Feasting on the Flowers
9. Detroit
10. This Ticonderoga
11. Encore
12. The Hunter
13. Dreams of a Samurai



Informacje o wykonawcy

Red Hot Chili Peppers

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.