Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


White Lies „Friends”

8 Października 2016

Niewinne kłamstwa - bo tak na język polski można przetłumaczyć nazwę zespołu - od początku wywoływały mieszane uczucia w muzycznym światku. Jedni zarzucali im bezkrytyczne naśladownictwo Interpolu, The Killers czy Editors - a zatem siłą rzeczy także i duchowych ojców sceny, wielkich firm lat osiemdziesiątych. Drudzy rozpływali się z kolei nad niewymuszoną przebojowością, jaką tercet raczył swoich słuchaczy.

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, prawda leży gdzieś pośrodku. White Lies to zespół, który łączy pisanie dobrych piosenek pop w powszechnie znanej konwencji opracowanej już kilka dekad temu. Efekty tych działań bywają zróżnicowane; debiutancki longplay "To Lose My Life" brzmiał bardzo udanie, za to drugi w kolejności "Ritual" irytował nieco pseudo-majestatycznością i niedoborem nośnych melodii. Wydany w 2013 "Big TV" stanowił powrót do lżejszej, bardziej popowej formy i - w moim skromnym odczuciu - stanowi najlepsze dokonanie grupy.

Otwierający nowy krążek "Take It Out On Me" wyraźnie sugeruje, że żadnej rewolucji w brzmieniu nie będzie. Rzeczony otwieracz został nagrany w wypracowanym przez tercet stylu, drepczącym po utartej już ścieżce. To zręcznie skomponowana piosenka w nowofalowej tradycji, z odpowiednio nośnym refrenem i należycie uwypuklonym syntezatorem. Takich też utworów mamy na płycie całe mnóstwo. "Morning in LA" nie wyłamuje się z tej tendencji, choć chwytliwością nie dorównuje poprzednikowi; Brytyjczycy serwują za to bardzo chwytliwy riff. "Don't Want To Feel It All" stanowi doskonałą kompilację składników tego gitarowo-klawiszowego sosu. Z pojedynczych piosenek można wyróżnić także choćby "Come On". Trudno jednak nie zauważyć, że mimo niewątpliwej chwytliwości powyższych, płyta cierpi na brak przebojów pokroju "Be Your Man", czy "There Goes Our Love Again" - utworów, które stanowiły o sile poprzedniej płyty.

Trudno cokolwiek nowego powiedzieć również o klimacie generowanym przez grupę. White Lies zawsze docelowo miało brzmieć w sposób melancholijny i refleksyjny, nie zawsze jednak przynosi to pożądane skutki. Zespołowi zdarza się ocierać o nadmierną patetyczność, nierzadko na granicy szeroko pojętego kiczu. Aby do takiego wniosku dojść, wystarczy zapoznać się z listą utworów. Takie tytuły jak "Is My Love Enough?" czy "Hold Back Your Love" już na wstępie wiele mówią zarówno o tekstach, jak i określonym profilu zespołu. Efekt takich działań bywa nader połowiczny; raz wpisuje się w klimat piosenki, to znowu trąci banałem, a nawet autoparodią. Cóż, chyba taki już urok tego zespołu.

Nie wydaje się, aby White Lies miało jeszcze kiedykolwiek kogoś zaskoczyć. Dla sympatyków grupy to będzie kolejna podróż w lata osiemdziesiąte, pozostałych ciężko będzie do tejże przekonać. Z jednej strony wydaje się to być lekko irytujące, z drugiej - słuchanie Brytyjczyków nadal stanowi coś w rodzaju guilty-pleasure. Choć album nie zawraca kijem Wisły, to ze spokojem mogę stanąć w obozie tych, którym czasem przydadzą się niewinne kłamstwa.

Jarosław Turski

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
7.10.2016

Wydawca:
BMG

Lista utworów:

1. Take It Out On Me
2. Morning in LA
3. Hold Back Your Love
4. Don't Want to Feel It All
5. Is My Love Enough?
6. Summer Didn't Change a Thing
7. Swing
8. Come On
9. Right Place
10. Don't Fall

Informacje o wykonawcy

White Lies

Inne recenzje płyt wykonawcy

White Lies - Big TV
White Lies „Big TV&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Paweł Lach
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.