Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Glenn Hughes „Resonate”

21 Listopada 2016

Aż osiem lat Glenn Hughes kazał czekać na solową płytę. Trudno się dziwić. Brytyjczyk był tak bardzo zajęty różnymi projektami, że nie miał czasu tworzyć na własny rachunek. Trzeba wspomnieć o znakomitej supergrupie Black Country Communion, która rozpadła się po trzech bardzo dobrych wydawnictwach, lecz w przyszłym roku planuje powrót z nowym materiałem. Na gruzach BCC Hughes z Jasonem Bonhamem i młodym gitarzystą Andrew Wattem zmontowali jednoalbumowy projekt, który bardzo szybko upadł. Przez te lata zdążył jeszcze popełnić kilka gościnnych występów (Gov't Mule, Device, tribute dla Ronniego Jamesa Dio, etc) oraz kolejny krążek z projektem włoskiego gitarzysty Dario Molli - Voodoo Hill ("Waterfall"). W końcu uznał, że pora zrobić coś solo. Skąd w tym 65-latku tyle wigoru?

Z reguły podchodzę z rezerwą do buńczucznych zapowiedzi nowych płyt padających z ust muzyków rockowych. Tak samo nie dowierzałem, gdy Glenn zapowiadał, iż "Resonate" będzie najcięższą w jego dorobku. Pomyślałem, że przesadza, bo czy "Addiction" nie było ciężkie? Albo genialne "Fused" nagrane z Tonnym Iommim? Gdy pojawił się w sieci pierwszy singiel, noszący bardzo wymowny tytuł "Heavy", do którego powstał teledysk, wiedziałem, że mówił szczerze. Mięsiste, naprawdę ciężkie brzmienie gitar, świetne klawisze, wgniatające bębny w gościnnym wykonaniu Chada Smitha z RHCP, agresywny wokal niepozbawiony melodii - wszystko to sprawiło, że odliczałem dni do premiery.

Kolejno publikowane "My Town", "Let It Shine" oraz "Long Time Gone" tylko wyostrzały moją ciekawość oraz muzyczny apetyt. Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy aby czasem Glenn w refrenie tego pierwszego nie wykrzykuje zamiast "This is my town, this is my Soul, Lord, inside of me" - "This is Motown". Znając upodobania Glenna do "czarnej muzyki", nie jest to chyba do końca nieuzasadnione domniemanie. Choć płyta brzmi bardzo mocno, współproducent Søren Andersen wycina naprawdę ciężkie, dodatkowo dociążone bardzo wyraźnym bassem Hughesa, riffy ("Flow" nie powstydziłby się Tonny Iommi), to nie brak tym utworom melodii i soulowo-funkowych motywów. Glennowi udało się stworzyć naprawdę nośne kompozycje z zadziornymi zwrotkami i bardzo szybko zapadającymi w pamięć refrenami, czego najlepszym przykładem są - oprócz wspomnianych wcześniej czterech numerów - "Steady", nieco lżejsze "Landmines", "Stumble & Go", "How Long" czy "God Of Money".

Drugim bohaterem tego albumu jest natomiast australijski klawiszowiec Lachy Doley, który wypełnił te soczyście brzmiące kompozycje sporą dawką wintydżowych brzmień. Pełno na "Resonate" partii granych na organach Hammonda, co samo w sobie budzi skojarzenia z Deep Purple, z którymi Glenn Hughes, jak dobrze pamiętamy, występował i budował swoją markę w latach siedemdziesiątych. Duch Purpli aż emanuje z iście lordowskiej introdukcji na hammondzie w "Steady". Co mnie cieszy najbardziej, Doley często sięga po melotron i bardzo umiejętnie wplata jego przepiękne brzmienia bodaj w większości kompozycji na "Resonate". Warto wymienić "My Town", "Flow", "Steady", dynamiczne "Stumble & Go" czy bardzo piękną balladę "When I Fall". Melotron, najczęściej pojawiający się w charakterze smaczku, ozdobnika, uszlachetnia te kawałki i podkreśla naprawdę szeroki wachlarz emocji zaklęty w dźwiękach. Jeśli o emocjach mowa, warto zawiesić ucho na bonusowym "Nothing's The Same". Jest to cover utworu Gary'ego Moore'a z płyty "After Hours", który został niezwykle przejmująco zaśpiewany do subtelnego akompaniamentu gitary akustycznej i wiolonczeli. To piękny hołd dla zmarłego pięć lat temu Irlandczyka, z którym Glenn się przyjaźnił - śpiewał nawet w kilku numerach na jego świetnej płycie "Run For Cover".

"Resonate" powala na łopatki. Dosłownie. To jeden z najlepszych krążków w bardzo długiej karierze byłego basisty i wokalisty Trapeze oraz Deep Purple. Idealnie utrzymuje proporcje między ciężarem, a melodią, nowoczesnością, a tradycją, zachwyca smaczkami - każdy utwór jest wręcz stworzony do tego, by grać go na scenie. Muzyków dobrał sobie Glenn bardzo sprawnych. Czuć między nimi chemię, słychać, że traktuje ich jak partnerów, a nie sesyjnych wyrobników. Wiadomo, kto rządzi, kto jest szefem, kto spija śmietankę, jednakże każdy z muzyków ma na tej płycie liczne okazje do zaprezentowania swoich umiejętności. Do tego forma wokalna Hughesa nieprzerwanie zadziwia. Pomimo swoich 65 lat, udowadnia, że tytuł "The Voice Of Rock" nieustannie należy mu się jak psu buda. Jego rówieśnicy mogą mu tylko i wyłącznie pozazdrościć zarówno zupełnie nie starzejącego się głosu, jak i energii rozsadzającej od środka, co zdumiewa w przypadku człowieka, który w młodości wiódł rock'n'rollowy tryb życia, i jak często podkreśla w wywiadach - lat osiemdziesiątych w ogóle z tego powodu nie pamięta. Mam nadzieję, że będzie okazja, aby usłyszeć utwory z "Resonate" na żywo w Polsce. Jak dla mnie, Glenn Hughes popełnił płytę roku.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
4.11.2016

Wydawca:
Frontiers Records

Lista utworów:

1. Heavy
2. My Town
3. Flow
4. Let It Shine
5. Steady
6. God Of Money
7. How Long
8. When I Fall
9. Landmines
10. Stumble & Go
11. Long Time Gone
12. Nothing's The Same (deluxe edition bonus track)

Informacje o wykonawcy

Glenn Hughes

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.