Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Metallica „Hardwired... to Self-Destruct”

29 Grudnia 2016

Każde nowe wydawnictwo Metalliki to wydarzenie nie tylko muzyczne, ale i w dużym stopniu medialne. Panowie mają tak mocną pozycję na rynku muzycznym, że czegokolwiek by nie wydali, machina promocyjna składająca się z rzeszy speców od pijaru staje na głowie, by ten produkt dotarł w jak najdalsze zakątki świata i pobijał rekordy sprzedaży. Metallica to już nie tylko zespół, ale wielka korporacja, której każde poczynania są śledzone, nawet najmniej odkrywcze truizmy powiadane w wywiadach są cytowane przez wszystkie znaczące media, a każdy, nawet najbardziej zafałszowany dźwięk zagrany na próbie, zostaje zarejestrowany. Powstaniu nowej płyty towarzyszyła oczywiście wielka pompa, było o niej głośno, co zrozumiałe, do wszystkich utworów z "Hardwired" zostały nakręcone teledyski. Wszystko - rzecz jasna - dla fanów.

Gdy w 2008 roku Amerykanie wydali płytę "Death Magnetic", cieszyłem się, że po latach błędów i wypaczeń, których apogeum osiągnęli na "St. Anger", ogarnęli się i wrócili do tego, co im najlepiej wychodzi - do thrash metalu. Nie brakowało jednakże głosów krytyki, że Metallica już nie poszukuje, że nagrała asekurancką, bezpieczną płytę, zupełnie się nie wysilając. Cóż - wszystkim nie da rady dogodzić. "Death Magnetic" był pierwszym albumem Mety, na którym zagrał (a także widniał jako współkompozytor) basista Robert Trujilio. Muzyk z takim obyciem scenicznym i doświadczeniem z pewnością tchnął sporo życia w targanych konfliktami i problemami natury emocjonalnej członków Metalliki. Było w tej płycie dużo świeżości, choć prochu na niej nie powymyślali i Ameryki nie odkryli.

"Hardwired... To Self-Destruct" to dziesiąty album autorów legendarnego "Master Of Puppets" zawierający dwanaście utworów trwających łącznie około 80 minut. Nie ma w tym nic nowego, że Metallica rozwleka swoje utwory. Zatwardziałym fanom to absolutnie nie przeszkadza, mnie natomiast bardzo często tak, ponieważ mam wrażenie, że utwory są przez to wydłużane na siłę, a co za tym idzie - zdarza się, że grzeszą nudą. Żeby nie zamęczyć słuchacza na amen, zdecydowano, aby album wyszedł jako dwupłytowy. To świetna decyzja, bowiem nie trzeba słuchać tego ogromu dźwięków naraz - można sobie tę muzykę dawkować. Tym razem nie jest to płyta zespołowa. Niemalże cały materiał jest podpisany nazwiskami Jamesa Hetfieda i Larsa Ulricha. Zaledwie do jednego numeru dopisany jest Trujilio (jego miła dla ucha basowa introdukcja w "ManUNkind"), a Kirk Hammet, który podobno zgubił telefon z zarejestrowanymi pomysłami na nowe utwory, pierwszy raz od czasów debiutanckiego "Kill'em All" nie wniósł na płytę Mety wkładu kompozytorskiego, ograniczając się do ułożenia i zagrania partii solowych.

Początek w postaci utworu tytułowego jest bardzo miło zaskakujący. Tak szybko, intensywnie i skondensowanie Metallica nie grała od lat. "Hardwired", który powstał całkiem spontanicznie jako ostatni utwór zarejestrowany podczas sesji, to zaledwie trzyminutowy strzał, który nie bierze jeńców. Szkoda, że kolejne utwory już oscylują w granicach 6-8 minut, powodując, że powiedzenie "od przybytku głowa nie boli" traci swój sens. Owszem, jest kilka numerów, których słucha się świetnie w całości (miło zapętlony "Atlas, Rise!" z interesującymi aranżami wokalnymi, melodyjny "Moth Into Flame" ze zmianami tempa i partią gitary prowadzącej kojarzącą się z "Disposable Heroes", ciężki, nieco sabbathowo-stonerowy "Dream No More" z wysoko śpiewającym, zupełnie nie brzmiącym jak on sam - Jamesem, czy absolutnie najlepszy na płycie, zamieszczony na końcu w charakterze wisienki na torcie, wściekły, thrashowy - "Spit Out The Bone" z przesterowaną w duchu Clifa Burtona partią basu), jednak w większości utworów daje się odczuć przesyt pomysłów. Pomysłów nie zawsze ciekawych. Czasami naprawdę im mniej, tym lepiej. Są też utwory zupełnie nietrafione, jak nudne w zwrotkach, a ożywione w refrenie ""Here Comes Revenge", dedykowane zmarłemu przed rokiem Lemmy'emu z Motorhead "Murder One" czy "Confusion" będący autoplagiatem "Cyanide" z "Death Magnetic".

Oczywiście słabą stroną płyty jest łopatologiczna perkusja Larsa Ulricha, ale do tego chyba już wszyscy zdążyli się przez lata obcowania z muzyką Metalliki przyzwyczaić. Czasami aż się prosi, żeby do ciekawych riffów Jamesa zostało zagrane jakieś przejście, jakaś nietypowa zagrywka na talerzach, a nie tylko i wyłącznie rytmiczne naparzanie, a do tego i brzmienie stopy jest - przynajmniej jak dla mnie - cholernie irytujące (szczególnie słychać to w bezpłciowym "Now That We're Dead"). Metallica postawiła na "Hardwired" na moc i ciężar. Tego tej płycie odmówić nie można. Dlatego też nie ma tym razem żadnej ballady z prawdziwego zdarzenia, choć delikatniejsze motywy oczywiście są - np. balladowe zwrotki w "Halo On Fire". Jest to utwór naprawdę ciekawie ułożony - to operowanie kontrastami zdało tutaj egzamin, a już do zakończenia utworu, nie mam słów - warto tego posłuchać.

"Hardwired... to Self-Destruct" nie jest najwybitniejszą płytą Metaliki. Jest ona moim zdaniem słabsza od bardzo dobrego "Death Magnetic", choć zawiera dużo naprawdę ciekawych fragmentów. Siłą poprzedniczki (o tym, że powstało jeszcze coś takiego jak "Lula" z Lou Reedem, zapominam) była kolektywna praca, to że wszyscy członkowie Metalliki maczali palce w powstawaniu tych utworów. Przy najnowszym albumie z takich, a nie innych powodów, było inaczej. Ciężar komponowania i pisania spadł na Jamesa, który, owszem, wymyślił sporo dobrych riffów, ale trochę też nudnych, mało wyrazistych, a kilka balansujących na cienkiej granicy autocytatu. To wszystko zostało potem wymiksowane i połączone w utwory. I tutaj - jak często w przypadku Mety bywa - chyba brakło trochę chłodnego dystansu, który nakazałby zrobić porządny przesiew. Jak już wspomniałem - jest kilka naprawdę ciekawych kompozycji, część z nich fajnie sprawdzi się na koncertach (np. wyjątkowo świetny "Spit Out The Bone"), ale czy staną się one klasykami zespołu? Nie jestem co do tego przekonany.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
18.11.2016

Wydawca:
Blackened Recordings

Lista utworów:

CD 1:

1. Hardwired
2. Atlas, Rise!
3. Now That We're Dead
4. Moth into Flame
5. Dream No More
6. Halo on Fire

CD 2:

1. Confusion
2. ManUNkind
3. Here Comes Revenge
4. Am I Savage?"
5. Murder One
6. Spit Out the Bone

Informacje o wykonawcy

Metallica

Inne recenzje płyt wykonawcy

Metallica - ReLoad
Metallica „ReLoad&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: ToMi
Metallica - St. Anger
Metallica „St. Anger&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Cebriah
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.