Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


You Me at Six „Night People”

16 Stycznia 2017

Jeśli chodzi o proste gitarowe granie, to uwielbiam tego rodzaju wydawnictwa. Plus minus dziesięć utworów trwających łącznie trzydzieści-trzydzieści pięć minut wydają się być podstawą sukcesu. Zespół może pokazać wszystkie swoje oblicza i to nawet więcej niż raz. Nie ma ryzyka, że słuchacze wyłączą płytę w połowie "bo za długa" i wrócą do niej za parę lat, jeśli w ogóle. Jednocześnie jest to motywacja, żeby dać z siebie wszystko i zaserwować im same tłuste kawałki. Zdarzają się albumy, jak choćby debiut Van Halen, przy których nie trzeba żadnego wysiłku, żeby wychwycić najważniejsze elementy; muzyka po prostu pochłania i nie istnieje nic oprócz niej. W przypadku najnowszej płyty You Me at Six jest podobnie; słucha się łatwo i bez większego zaangażowania. Bo tak naprawdę nie ma się w co angażować.

"Night People" jest świetnym przykładem albumu, który składa się z piosenek niezłych, jeśli słuchać ich osobno i w dużym odstępie czasu. Całość można brać wyłącznie na własną odpowiedzialność. Przypomina to więzienne jedzenie, gdzie pozornie smaczne produkty łączy się w jednolitą, nieapetyczną breję, która mimo wszystko okazuje się jadalne. Jest więc utwór tytułowy z interesującym, "tłustym" beatem i klawiszami w tle. Do tego refren niczego sobie, a w tego typu rocku jest to naprawdę ważne. A zaraz potem dostajemy "Plus One", gdzie Franscechi na siłę podnosi głos, co brzmi niewiarygodnie kiepsko. Nie mówiąc już o tym, że sama muzyka przypomina raczej pierwotną wersję zagraną na próbie niż coś, co powinno znajdować się na albumie. "Take On The World" to delikatna, smutna melodia z emocjonalnym wokalem, która w sposób wykraczający poza moje pojmowanie świata nie została singlem promującym. Gitary brzmią ciekawie i nawet pozornie niepasujące tu chórki dają radę. "Give" niby jest podobne, ale nie zostawia absolutnie żadnego śladu i można się złapać na zastanawianiu, o czym był ostatni na płycie utwór. I to akurat znalazło się na singlu, co biorę za jakiś dowcip.

"Make Your Move" ma dobry, przyciągający uwagę początek; jest jakiś gniew, czuć go też w śpiewie Johna. Ale potem wszystko blednie i robi się do bólu nijakie. Żwawe intro mamy też w "Can't Hold Back", które potem zwalnia, ale przynajmniej nie traci na jakości. Są jeszcze dwa utwory całkiem w porządku i dwa, które nie wnoszą absolutnie nic pozytywnego. "Spell It Out" ma nienaganną linię wokalną, wspomagane wyrazistym rytmem. Spokojne i wyważone, podobnie jak "Heavy Soul", śmiało może wkroczyć do stałej set listy koncertów You Me at Six. Ten drugi numer ma dodatkowo fajny gitarowy efekt, który można ciekawie rozwinąć na żywo. "Swear" ma dobry bas, ale wychodzi z ucha zaraz po tym, jak do niego wejdzie. I wreszcie "Brand New", które jest niejako symbolem "Night People"; faktycznie całkiem nowe, ale zaprzepaszcza naprawdę duży potencjał muzyczny. Kot bez pazurów nie podrapie, ale myszy też tak łatwo nie upoluje.

Większość utworów z tego albumu pasuje na soundtrack reklam napojów orzeźwiających. Po chwili przestaje się zwracać na nie uwagę. A potem nie ma się ochoty do nich wracać. Serio, na nagranie tej płyty You Me at Six potrzebowali trzech lat? Dla mnie ta pisanka okazała się wydmuszką. Ale niestety, jest zapotrzebowanie na tego typu muzykę, skoro "Night People" promowało pięć singli, z czego ujdą dwa, a krążek doszedł do trzeciej pozycji na brytyjskich listach przebojów.

Jędrzej Rakoczy

Ocena recenzenta:
  • Ocena 2/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
6.1.2017

Wydawca:
BMG Records

Lista utworów:

1. Night People
2. Plus One
3. Heavy Soul
4. Take On The World
5. Brand New
6. Swear
7. Make Your Move
8. Can’t Hold Back
9. Spell It Out
10. Give

Informacje o wykonawcy

You Me at Six

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.