Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Confused Head „Freakshow”

23 Marca 2017

Musi się w tobie palić to, co chcesz rozpalić w innych - ten cytat ze św. Augustyna widnieje jako motto we wkładce debiutanckiej płyty młodego zespołu z Trewiru, która niedawno do nas dotarła. Confused Head to wesoły kwartet z trzema Niemcami i jednym Polakiem w składzie, który funkcjonuje lekko ponad rok, ale szybko wziął się do roboty i własnym nakładem sił i środków (od początku do końca) uraczył świat pierwszym pełnym albumem. "Freakshow" to mocna mieszanka klasycznych riffów, wybuchowych melodii i mocnego gitarowego łojenia. Zespół co prawda sam siebie określa jako hard rockowy, ale jeśli nawet się z tym zgodzić, to jest to hard rock podany w nowoczesnym, wysmakowanym sosie, z dużą ilością ostrych przypraw.

Przyznam szczerze, że po początkowych paru odsłuchach byłem na nie. Po pierwszym kontakcie wylazły na wierzch różne mankamenty i niedociągnięcia. Szczególnie w kwestii brzmienia (panowie sami sobie album wyprodukowali) - trochę razi za mocno do przodu wysunięty wokal (zwłaszcza w zwrotkach), i za bardzo schowana perkusja, której ewidentnie brakuje konkretnego powera. Oczywiście można to wybaczyć i zgonić na brak doświadczenia, wszak Confused Head to nie jedyni debiutanci borykający się z takimi problemami. Druga rzecz, która od początku bije po uszach to wokal Łukasza Buraka (który pełni także funkcję basisty) - o ile gość ma naprawdę mocny, zadziorny i zdecydowanie męski głos, to zdarza mu się zafałszować, urwać czy przeciągnąć pojedyncze frazy.

Ale mimo widocznych niedoskonałości, od początku siedziało w tej płycie to coś, co nie pozwalało odstawić jej na półkę. Jest w tych numerach jakaś siła, która przyciąga jak magnes i każe się w nich zagłębiać coraz to mocniej i mocniej, aż w końcu wsiąkniemy całkiem. Tak zaserwowanej mieszanki gitarowego grzańska chyba zwyczajnie brakowało. Szkielet tej płyty stanowi nowocześnie podany, klasyczny heavy metal, obudowany pokaźnymi mięśniami z nu-metalowym, nawet hard core'owym nerwem, a całość zasila zdrowe serducho pompujące solidną dawkę groove'a. Bardzo dużo melodii, riffowanie w zwrotkach albo zakorzenione jest w latach 80. i ubrane w adidasy i katanę ("Warrior", "New Harbor") albo przebiera się w dresy i bluzę z kapturem ("Freakshow"). Obecne są patenty czerpiące z klasyki heavy, równie często zauważymy wpływy mocnych kapel, jak Disturbed czy Deftones. A nad wszystkim górują refreny - mocne, chóralne, bardzo melodyjne, niektóre wręcz stworzone do odśpiewania na stadionach.

Na tle całości wyróżnia "Stars", które rozpoczyna się dość łagodnie i nijak nie pasuje do reszty albumu, ale kiedy wchodzi refren (kto wie czy nie najlepszy na płycie) i melodyjne solówki, to już można numer potraktować jak klasyczny, mocny hard rockowy klasyk (skojarzenia z amerykańskimi bandami jak Quiet Riot czy Ratt wydają się być na miejscu). W pamięć mocno zapada też mocarny, niemal walcowaty "Seduction To Hell" ze sporą dawką gitarowych przeszkadzajek i kapitalnym refrenem, który mógłby być niemal hymnem.

Właściwie w każdym numerze spotkamy coś, co pcha go do góry - śpiewny refren, dobra solówka, mięsisty riff. Z jednej strony nie ma tu nic, czego byśmy już wcześniej nie słyszeli, ale feeling i sposób sklejania poszczególnych pomysłów w całość powoduje wrażenie obcowania z oryginalnością sprytnie ujętą w ramki. Ramki dość klasyczne, ale ubarwione różnymi ciekawostkami i niebanalnym kształtem - od czasu do czasu wybije się na powierzchnię tappingowy popis na gitarze, złamanie rytmu, wyciszenie lub zwolnienie, pancerny riff z wyczuwalnym groove'm, wokalista chwilami pozwoli sobie nawet na growling. 12 numerów mija szybko i kiedy ma nastąpić koniec, dostajemy jeszcze mały bonus w postaci hidden tracku - wokalista postanowił złożyć ukłon w stronę ojczystego kraju i wykrzyczał zamykający album "Carpe Diem" po polsku.

Koniec końców - pierwsze wrażenie potrafi być naprawdę zwodnicze. Album który zapowiadał się jako niewypał, po głębszym zapoznaniu okazał się być mocnym, ciężkim, bardzo gitarowym strzałem, który długo nie wyjdzie z głowy. Są braki i pomyłki, ale co z tego, skoro nad wszystkim górują po prostu świetne piosenki, pełne zarówno luzu jak i solidnego przyłożenia? Chłopaki mają pomysły na świetne piosenki, kompozycyjny dryg, szacunek dla klasyki, i naprawdę duży potencjał. Co prawda, trochę ciężkiej, rzemieślniczej pracy jeszcze przed nimi, ale jeśli nie stracą iskry, zainwestują w dobrą produkcję i podrasują brzmienie to wkrótce mogą zacząć rozdawać karty na tym podwórku.

Rafał Chmura

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
2017

Wydawca:

Lista utworów:

1. Overture
2. Bleach
3. Freakshow
4. Warrior
5. Torn
6. Seduction To Hell
7. Stars
8. The Wanderer
9. New Harbor
10. First Step
11. Wounds Of Yesterday
12. Capre Diem
13. Carpe Diem Polnisch (hidden track)

Informacje o wykonawcy

Confused Head

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.