Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Steven Wilson „To The Bone”

11 Października 2017

Usłyszałem kiedyś opinię, że Steven Wilson nie ma w Polsce fanów, tylko wyznawców. W pierwszej chwili pomyślałem, że dużo w tym przesady. Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest aby słuszny pogląd. Zwłaszcza widać to w prasie i serwisach poświęconych muzyce rockowej, które często i gęsto czapkują Stevenowi. Jeśli się prześledzi fora internetowe, to owszem, zagorzałych fanów, wyznawców Wilson ma wielu, ale i nie brakuje także osób nieprzychylnych, hejterów, którzy wszystko, co stworzy, zmieszają z błotem. Najnowszy album bosonogiego Stefana z pewnością wywoła mieszane reakcje - od uwielbienia do skrajnego krytycyzmu. Ciekawe też, jak wielu hejterów będzie darło łacha z okładki, na której Steven Wilson prezentuje swoją bladą, chuderlawą fizjonomię.

Lider Porcupine Tree doskonale zdaje sobie sprawę, że nie zadowoli wszystkich. Pozostaje się tylko zastanawiać, jak bardzo go nieprzychylne opinie interesują. "To The Bone" zapowiadał jako poszukiwania w świecie ambitnego popu spod znaku Petera Gabriela z czasów "So", Kate Bush czy Tears For Fears i słowa dotrzymał. Po ostatniej płycie, świetnej skądinąd "Hands Cannot Erase", zarazem progresywnej, a i niezwykle przebojowej, momentami wręcz oscylującej wokół lekkiego rocka i popu, można było spodziewać się, że artysta w tę stronę podąży. Nie od dzisiaj w końcu Wilson przejawia popowe ciągoty. Wystarczy sobie przypomnieć takie płyty Porków jak "Stupid Dream" czy projekt Blackfield.

Steven zadbał o melodie. To absolutnie trzeba przyznać. Większość numerów "chwyta się" od razu. Z pewnością do tego grona można zaliczyć gitarowe "To The Bone", "The Same Asylum As Before" z nośnym refrenem, leciuteńkie "Nowhere Now" czy kontrowersyjne, musicalowe "Permanating". Jest to niespotykanie (jak na tego artystę) pogodna, skoczna piosenka z partiami wokalnymi śpiewanymi falsetem, by w refrenie wręcz żywcem przywołać klasyk Abby - "Mamma Mia". Czarę goryczy dla pozbawionych dystansu słuchaczy przeleje teledysk nakręcony w stylistyce bollywoodzkiej. Gdy usłyszałem ten numer pierwszy raz, w oderwaniu od całości, byłem skonsternowany. Poznawszy całość, twierdzę, że do tego miszmaszu bardzo pasuje. Mamy też na "To The Bone" bardzo istotny pierwiastek żeński. W dwóch utworach słuchamy ulubienicy Stefana - Izraelki Ninet Tayeb (w zasadzie w trzech, w tytułowym utworze Ninet śpiewa chórki), która oprócz poznanego wcześniej "Pariah" wspomaga swoim wokalem uroczą miniaturkę "Blank Tapes". Szwajcarka Sophie Hunger bardzo intrygująco wzbogaca niepokojącą, trip hopową "Song Of I".

Są też bardziej wymagające utwory. Oparty w mocniejszym stopniu na klimacie, niż na melodii "Refuge" z każdą sekundą rozkręca się, atmosfera narasta, wrażenia nie psuje nawet ciut przesadnie ekspresyjny momentami falset Stevena, który w tekście dotyka poważnych spraw społecznych dzielących Europę. Najmocniejszym punktem tego utworu jest znakomite solo Marka Felthama na harmonijce ustnej. Ciarki gwarantowane. To nie koniec zaskoczeń na "To The Bone". To, że Wilson lubi Placebo, można było wywnioskować po tytułowym utworze ostatniego longplaya, natomiast na najnowszym krążku mamy jeszcze mocniejsze odwołanie do tego zespołu, a jest nim najbardziej rockowy i czadowy na płycie "People Who Eat The Darkness". Na miano progresywnego, wypełnionego szalonymi solówkami gitarowymi z pewnością zasługuje "Detonation" - trip hopowy beat, spokojne dźwięki gitar na tle których Steven toczy polemikę z Bogiem, w którego nie wierzy ("Great God, I don't believe in you"), by następnie mógł rozpocząć się atak gitar. Na zakończenie i ostudzenie emocji pozostała bardzo piękna, chwytająca za serce "Song Of Unborn".

Miałem problemy z oceną "To The Bone". Z jednej strony, na pięć oceniłem poprzednią płytę "Hand.Cannot.Erase", piątkę z wielkim plusem dałbym poprzedniczce "The Raven That Refused To Sing", więc myślę, że najnowszy krążek Brytyjczyka zasługuje na solidną czwórkę. Zgodnie z obietnicami, jego najnowszy krążek flirtuje z ambitnym popem lat osiemdziesiątych, przemycając co nieco z bardzo obszernego dorobku Stevena z najrozmaitszych jego zespołów i projektów. Czy w tę stronę podąży na następnych płytach? Wydaje mi się, że nie. Nie wiadomo, co w najbliższym czasie wymyśli Steven Wilson, kiedy po odbyciu trasy promocyjnej przysiądzie i zacznie rzeźbić nowe utwory. Szczerze mówiąc, mam wielką nadzieję, że "przeprosi się" z Crimsonami i Genesisami, a nie zabrnie w jakieś wesołe popowe granie w stylu Yazoo czy Kajagoogoo. Basistę tego ostatniego zespołu, Nicka Beggsa, już w składzie ma. Czort wie, co w przyszłości wymyśli, więc nie ma co gdybać. Lepiej cieszyć się "To The Bone", a jak się komuś nie podoba, to niech słucha w kółko pierwszych płyt Porcupine Tree.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
18.8.2017

Wydawca:
Caroline International

Lista utworów:

1. To the Bone
2. Nowhere Now
3. Pariah
4. The Same Asylum as Before
5. Refuge
6. Permanating
7. Blank Tapes
8. People Who Eat Darkness
9. Song of I
10. Detonation
11. Song of Unborn

Informacje o wykonawcy

Steven Wilson

Inne recenzje płyt wykonawcy

Steven Wilson - 4 1/2
Steven Wilson „4 1/2&rdquo
Ocena: 33333 (3)
Autor: Kamil Pietrzyk
Steven Wilson - Hand. Cannot. Erase
Steven Wilson „Hand. Cannot. Erase&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Kamil Pietrzyk
Steven Wilson - Insurgentes
Steven Wilson „Insurgentes&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Adam Piechota
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.