Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Pink Floyd „A Saucerful Of Secrets”

Zdjęcie zespołu z okresu przejściowego. To pożegnanie się z Sydem Barrettem (a co za tym idzie - z jego bajkową, psychodeliczną muzyką, jaka wypełniła The Piper At The Gates Of The Dawn) i powitanie Davida Gilmoura w zespole. Przez krótki okres czasu formacja występowała w składzie pięciosobowym, ale prawdopodobnie nie zachowały się żadne nagrania z tego okresu (na pewno nie studyjne - ale próby, koncerty... polecam poszperanie w Sieci po stronach o bootlegach).

Album otwiera psychodeliczna kompozycja Watersa Let There Be More Light. Nie jest to jednak już ta bajkowa, kolorowa psychodelia, jaka była dziełem Syda Barretta, choć bez wątpienia pokazuje Watersa-kompozytora w lepszym świetle niż Take Up Thy Stethoscope And Walk z debiutanckiego krążka grupy. Mniej piosenkowe ujęcie, nacechowany wieloma emocjami głos i mistyczne brzmienie organów wprowadzają nastrój zadumy, zastanowienia. Trzeba usiąść i się wsłuchać... Reszta powinna przyjść sama.

Remember A Day to odrzut z pierwszego krążka zespołu. Dobrze się stało, że znalazło się dla niego miejsce na drugim albumie grupy. Podtrzymuje nastrój, jaki wywołuje pierwszy utwór. Tutaj jednak pojawiają się pierwsze promyki słońca, to już jest poranek. Przyjemne współbrzmienie gitar i fortepianu oraz specyficzny głos Ricka Wrighta (polecam album Broken China) tworzą naprawdę przyjemną (choć mogącą porażać dziwnością) aurę. To już poranek...

Po chwili znika cały świat. Zostaje tylko czarna pustka i słońce, a Pink Floyd grają najbardziej mistyczną kompozycję w swoim repertuarze - Set The Controls For The Heart Of The Sun. Monotonna linia basu, ledwo słyszalny śpiew, organy i trochę dziwnych, nieziemskich odgłosów... Muzyka nie z tej planety.

Tą czarną płachtę zadumy, jaką okryte są trzy pierwsze utwory brutalnie zrywa Corporal Clegg - kolejny z utworów Watersa. Niby wszystko w porządku - kolejna dawka psychodelicznych dźwięków (te chórki!), ale złamana parokrotnie jarmarczną wstawką saksofonu (kojarzyć się to może z Benny Hillem... a ja zawsze wolałem Monty Pythona) i lekko niedopracowana, "kanciasta". To nie jest zły utwór, ale jest źle umiejscowiony na płycie. Można go jednak traktować jako lekki, niezobowiązujący przerywnik przed kompozycją tytułową. A to już nie są przelewki...

Cisza. Niskie, posępne dźwięki wyłaniają się bardzo powoli. Grają przede wszystkim organy. Powolne, płynące struktury (pra-industrial!), które narastają. Fortepian (traktowany nie tylko palcami), gitary, organy - tworzą dźwiękową plazmę, która powoli, powoli poszerza swoją objętość. Zwiększ się także zakres dźwięków. To już nie tylko basy - wszystko powoli zmierza w stronę wyższych częstotliwości z coraz większą siłą. Zgiełk! I znów cisza, z której wyłania się monotonny rytm perkusji. Fortepian penetrujący dolne rejestry dźwięku. Gitary przelatujące niczym samoloty, puszczane od tyłu taśmy. Perkusja i fortepian wciąż grają, mijając coraz to inne brzmienia. Sprzężenia, sinusoidalne wycie bliżej niezidentyfikowanych generatorów dźwięku. Po pewnym czasie wszystko przykrywa lawa... I znów jako pierwsze przebijają się organy - tym razem dysonanse powoli prowadzą do finału. Do jednej z najpiękniejszych chwil w całej muzyce XX wieku. Ten organowy temat jest pełen powagi, podniosłości, smutku... i piękna. Później dołącza chór, w tle pojawia się mellotron. I tak jest już do końca. Z każdym powtórzeniem tematu dołącza się nowy element, całość brzmi pełniej. I wreszcie ostatni, triumfalny akord. Perła. I moment ciszy.

Tylko moment, bo już zaczyna się surrealistyczny See-saw. Nieco chotyczny charakter kompozycji dodaje jej niewątpliwego uroku. Słońce jest już na zachodzie. Czerwone promyki delikatnie muskają szczyty gór, pola, łąki... Ten utwór wycisza, uspokaja. Pozwala obserwować, jak słońce zachodzi... Jest coraz ciemniej, ciszej, spokojniej.

I w całkowitej ciemności, gdzie tylko księżyc przykryty chmurami nieśmiało próbuje rzucić parę jasnych lini na morską wodę, ktoś na plaży zaczyna śpiewać. To Syd Barrett. Przyszedł ostatni raz zaśpiewać w Pink Floyd, wraz z muzykami Armii Zbawienia. Powiedział im "grajcie, co chcecie". I zagrali... Dziwny to utwór, będący pewnie kolejną wizją kolejnego narkotycznego snu Barretta. Trochę gitary akustycznej, te dziwne wtawki dęciaków, chwila zgiełku i to urwane zakończenie. Dziwny koniec dziwnej płyty.

Wyłączając Corporal Clegg, A Saucerful Of Secrets jest płytą wyciszoną, spokojną, trochę mistyczną. Intryguje tak samo, jak jej poprzedniczka. Nie atakuje jednak pięknymi piosenkami, surowością brzmienia i dziwnymi efektami dźwiękowymi, a przemyślaną formą poszczególnych kompozycji i eksperymentami brzmieniowo-formalnymi (utwór tytułowy). Zapowiada też powolny zmierzch psychodelii (tej pierwszej, właściwej, bo styl sam w sobie ma się dobrze do dnia dzisiejszego)i narodziny rock progresywnego. Zaciekawia i intryguje. Posłuchajcie, bo warto.
Ocena byłaby około szóstki, ale jest tutaj A Saucerful Of Secrets.

Michał "Art" Wilczyński

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 5/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
29.6.1968

Wydawca:
Columbia Records/Capitol Records

Lista utworów:

Let There Be More Light - 5:38
Remember A Day - 4:33
Set the Controls for the Heart of the Sun - 5:28
Corporal Clegg - 4:13
A Saucerful of Secrets - 11:57
See-Saw - 4:36
Jugband Blues - 3:00

Informacje o wykonawcy

Pink Floyd

Inne recenzje płyt wykonawcy

Pink Floyd - The Endless River
Pink Floyd „The Endless River&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Paweł Lach
Pink Floyd - The Piper At The Gates Of Dawn
Pink Floyd „The Piper At The Gates Of Dawn&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Michał "Art" Wilczyński
Pink Floyd - Pulse
Pink Floyd „Pulse&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Jacek Podlewski
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.