Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Cult of Luna „Salvation”

23 Lutego 2010

Księżyc, niemalże w pełni, przedostaje się pod postacią niepewnych promieni, poprzez iglaste korony pradawnych drzew, wewnątrz lasu. Nie żyją tu żadne zwierzęta, nie odczuwają schronienia w gęstej mgle buszującej pomiędzy dawno już osuszałymi krzakami. Jedynie kruki odwiedzają to miejsce. Mroczna natura wzywa, przyciąga ich do tego lasu. Na wykrzywione gałęzie, przypominające diabelskie szpony, które odgradzają wnętrze puszczy od reszty świata. Księżyc, wraz ze swoimi licznymi dziećmi na niebie, próbuje pomóc, wskazać drogę każdemu nieszczęśnikowi, który się tutaj zapuści. Daje złudną nadzieję. Bo tak naprawdę, nieważne, ile czasu będziesz podążać w poszukiwaniu wyjścia, i tak go nie znajdziesz. Mrok tego lasu nie ma granic, jeżeli raz pochwyci Twe serce, nie puści już nigdy. A Twoim jedynym kompanem będzie mrożący wiatr snujący tu od wieków swą żałosną pieśń...

W roku 2004 szwedzka grupa z pogranicza sludge i post metalu, Cult of Luna, nagrała swoją trzecią płytę- "Salvation". Oczywiście, po niezbyt dobrze przyjętym albumie "The Beyond", zespół odgrażał się, że nowe dziecko ich twórczej pracy będzie "czymś zupełnie nowym, zaskakującym". Do sześciu członków dołączył drugi klawiszowiec, Anders Teglund. To, dosyć nieczęste, trzeba dodać, zjawisko jeszcze bardziej zwiększyło oczekiwania fanów jak i zaciekawiło media. Dziś, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że niezbyt wystarczająco. To wydarzenie powinno się odbić szerokim echem w świecie muzyki.

"Salvation" z miejsca stało się najlepszą płytą w niedługiej karierze Szwedów. Łączą się na niej rozpasione, niemal ambientowe pejzaże, wyciszone partie gitarowe z najczystszym metalem, atakującym zewsząd morderczymi riffami i brutalnym wokalem. Łączy się niesamowita jakość dźwięku z brudnymi elementami rodem z nagrań demowych. Łączy się Światło i Ciemność, moglibyśmy rzec. Każdy z ośmiu utworów ma w sobie cząstki z obydwu stron, a wszystkie przekraczają granicę pięciu minut. I to sporo. A jednak, mimo długości, "Salvation" słucha się z niesamowitym zaangażowaniem. Nie ma tu mowy o nudzie.

Jest za to trud. Album zespołu Cult of Luna to pozycja niesamowicie ciężka do "przebrnięcia" dla słuchacza dajmy na to Dream Theater. I nie chodzi mi o czasy utworów, te przecież nie powinny być szokujące. Nastrój, jaki wyziewa z każdego momentu "Salvation", przytłacza, dominuje w sercu słuchacza. Za pierwszym razem może nawet odrzucić. Album ten nie jest zdecydowanie muzyką, którą można ze sobą zabrać na wycieczkę czy spacer. To przerażająca i niesamowicie tragiczna opowieść na noc. Taką bezsenną.

Nie potrafię wypunktować wad tej płyty. Każdy utwór jest przemyślany od początku do końca- to monumentalna, zamknięta całość. Wszystkie zawierają momenty, w których serce zaczyna bić szybciej. "Echoes" najpierw buduje nastrój samotnymi klawiszami, aby, mniej wiecęj w połowie, zaatakować ciężkim wokalem Klasa Rydberga i przytłoczyć riffami naciskającymi z każdej strony. Podobnie rzecz ma się z "Waiting for You", bądź "Into the Beyond". Niektóre utwory zwalniają w połowie zapewniając uczucie niepewności. Nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi ponowny atak. Najpiękniejszym momentem "Salvation" jest "Vague Illusions", które, osiągnięty w połowie nastrój, burzy apokaliptycznym motywem w siódmej minucie. Wartym osobnego akapitu kawałkiem jest zdecydowanie "Crossing Over", w którym growl usłyszymy tylko w tle, ustępuje on miejsca normalnemu, melodycznemu mruczeniu. No i ta gitarka... Miła odmiana przed zakończeniem albumu.

"Salvation" polecam tylko najbardziej zahartowanym słuchaczom. Album jest bardzo ciężki w przeprawach, ale, jeżeli uda się przełamać pierwsze lody, odwdzięcza się niesamowitymi pejzażami i prawdziwymi, przepełniającymi każdą minutę, emocjami. Po tych 75 minutach, człowiek ma ochotę pozostać sam ze sobą, pomyśleć nad wszystkim. Taki efekt przynoszą tylko najlepsze filmy i książki, a pamiętajmy, że muzyka dosięga jeszcze głębiej od nich.

Bo tak naprawdę, nieważne, ile czasu będziesz podążać w poszukiwaniu wyjścia, i tak go nie znajdziesz. Mrok tego lasu nie ma granic, jeżeli raz pochwyci Twe serce, nie puści już nigdy. Twoim jedynym kompanem będzie mrożący wiatr snujący tu od wieków swą żałosną pieśń. A Noc dopiero się rozpoczyna...

Adam Piechota

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 5/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
4.10.2004

Wydawca:
Earache Records

Lista utworów:

Echoes – 12:30
Vague Illusions – 10:14
Leave Me Here – 7:15
Waiting for You – 10:47
Adrift – 7:19
White Cell – 5:40
Crossing Over – 8:32
Into the Beyond – 11:26

Informacje o wykonawcy

Cult of Luna

Inne recenzje płyt wykonawcy

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.