Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Air „Talkie Walkie”

"Boże...To jest takie słodkie, że zaraz dostanę cukrzycy..."

Są takie osoby na świecie, które muszą sobie czasami ponarzekać na rzeczywistość. Taki Ray Vecchio czy Aleksander Stępień. Ci to już w ogóle są do odstrzału. Chociaż w sumie to Ray?a nie dało się nie lubić za jego powiedzonka. Z tym drugim to nie wiem, może za old-school w reckach. (Rany Boskie, większa prywata niż na testach zaliczeniowych z polskiego odchodzi... dop. Malkav;)). No, ale wracając do cytatu, bo to w końcu recenzja ? To była taka pierwsza myśl, jaka przemknęła mi przez głowę podczas słuchania tego CZEGOŚ. Bo Jean-Benoit Dunckel i Nicolas Godin do spółki z Nigelem Godrichem za konsoletą tworzyli Talkie Walkie chyba na zasadzie "ktoś tu bardzo cierpi"...

Air mieli w swojej karierze momenty. Zapowiadało się ciekawie, bo rozpoczęli podbój świata od naprawdę dobrych, żeby nie powiedzieć świetnych delikatnych oniryczno-erotycznych pościelowych pejzaży zatytułowanych Moon Safari. Potem zdarzył im się jeszcze niezły soundtrack do filmu Sofii Coppoli Virgin Suicides, z utworami może i brzmiącymi jak odrzuty z tych "księżycowych" wojaży, ale nieco bardziej mrocznymi i tajemniczymi. Dalej osiągnęli już dno. D-N-O.

Nie za bardzo wiem, co o Talkie Walkie napisać, bo z reguły zasypiam na wysokości trzeciego utworu. Ej, stary, wstawaj!... Zaczyna się jeszcze w miarę, bo od fortepianowego dwutaktu splecionego z brzdąkaniem na akustyku. W tekst nie ma sensu się wsłuchiwać, bo to poziom rozterek gówniarza molestowanego cyrklem przez zawistną koleżankę z ławki. "Będę twoim cieniem, możemy być razem, miłość na zawsze...". Nie, nie, to nie jest wina tłumaczenia. Jeżeli słowo pisane ma przetrwać ja dziękuję za taką "poezję". Ok, zostawmy wątpliwą lirykę, skupmy się na samej muzyce. Jeśli chodzi o przeboje to może znajdziecie jeden ? to informacja dla tych, którzy jeszcze nie zasnęli. Takie znamię nosi na pewno Cherry Bossom Girl okraszony partią fletu, co z tego, że przypominającą nierówną walkę kaszlącego amatora z instrumentem. Potem jest już taśmowe powielanie tego samego minimalistycznego beatu, raz szybciej, raz wolniej i chyba tylko niezdrowo napalone trzynastolatki, takie niegrzeczne, co to "alternatywnej muzy" słuchają i buntują się nakładając tony jebiącego po oczach brokatu wysłuchają do końca płyty "Err". Hmm, przeginam... Bo w sumie, gdy już przebrniemy przez te wycudowane, wypindrzone niuniowate (chyba nawet bardziej niż te laski w Wa-wie na Arab Strap) kawałki, które nie zostawiają żadnego trwałego śladu w psychice, bo tylko towarzyszą i tworzą atmosferę dostajemy coś naprawdę wartościowego. Alone In Kyoto, przecudnej urody instrumental napisany do "Między Słowami", zresztą Sofii Coppoli z plumkającą elektroniką, delikatną gitarą i jednym z tych sampli falsetu, o których człowiek często sobie przypomni i zanuci. A potem zostaje już tylko kilka uderzeń w klawisze fortepianu i szum morza, po którym tak ładnie wchodzą ( ) Sigur Ros albo debiut Twilight Singers...

Nie ma się czym podniecać. To nie miażdży.

"Frazer, to jest pies."

PS. Cytaty pochodzą z jednego z najfajniejszych seriali ever czyli "Due South".

Aleksander "Malkavian" Stępień

Ocena recenzenta:
  • Ocena 2/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
2.2.2004

Wydawca:
Source/Pomaton EMI

Lista utworów:

Venus – 4:04
Cherry Blossom Girl – 3:39
Run – 4:12
Universal Traveler – 4:22
Mike Mills (named after music video director Mike Mills) – 4:26
Surfing on a Rocket – 3:43
Another Day – 3:20
Alpha Beta Gaga – 4:39
Biological – 6:04
Alone in Kyoto – 4:51

Informacje o wykonawcy

Air

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.