Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Krzysztof Klenczon i Trzy Korony „(Nie) przejdziemy do historii”

30 Września 2011

Tak to się utarło, że okrągłe rocznice dobrze jest uczcić, zwłaszcza gdy dotyczą ważnej muzycznej persony. Już w tym miejscu można by pokusić się o postawienie pytania - czy na początku lat 70-tych Krzysztof Klenczon nadal był ważną postacią rodzimej sceny rockowej? Na pewno tak, lecz należałoby dodać, że ten obraz - wielkiego Klenczona - oparty był niemal wyłącznie na statusie, jaki zyskał grając z Czerwonymi Gitarami oraz na oczekiwaniach, jakie nosili w sobie słuchacze po tym, gdy artysta ogłosił powstanie nowego projektu pod nazwą Krzysztof Klenczon i Trzy Korony. Wraz z ukazaniem się debiutanckiego longplaya (i jak się potem okazało jedynego w historii zespołu) było jasne, że Klenczon nie bardzo potrafi odnaleźć się w nowej muzycznej rzeczywistości. Słychać to także na omawianym wydawnictwie.

Znalazły się tutaj utwory bardzo dobre, które są niezaprzeczalnie świadectwem talentu artysty do tworzenia chwytliwych, ładnych melodii. Bo czy znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się "Czyjaś dziewczyna", "Nie ma Cię w moim śnie" czy "Pożegnanie z gitarą"? To nic, że teksty takich utworów jak "Port", "Dziesięć w skali Beauforta" czy "Kroniki podróży..." mogą przyprawić o drwiący uśmieszek. Klenczon śpiewa je wszystkie tak przyjemnym głosem, że nie sposób odmówić im pewnego uroku. Są też na tej płycie utwory bardziej ambitne (świetna "breakoutowa" improwizacja całego zespołu w "Koronie"!) i ostrzejsze, wpisujące się niemal w hardrockową estetykę ("Popatrz prawdzie w oczy", kapitalna "Droga pełna słońca"), ale należą do mniejszości.

Zabrakło na tej kompilacji "Piosenki o niczym", zabrakło "Rozmowy z diabłem". Wówczas jeszcze bardziej słuchacz mógłby odczuć, jak skrajne koncepcje na rozwój własnego zespołu miał Krzysztof Klenczon i jak bardzo był niezdecydowany. Większość piosenek (to dobre słowo) "Trzech Koron", choć jak już wspomniałem urokliwych, tkwi jeszcze w czasach big bitu. Niektóre wręcz rażą infantylnymi tekstami lub zupełnie niepasującymi elementami (jak np. "przyśpiewka" w tytułowym utworze czy drażniące okrutnie "jarmarczne" wstawki w "Śmigła Diana"). Te pozostałe, ambitniejsze, szczególnie wspomniana już "Korona" pokazują, że zespół miał jednak w sobie potencjał. Czego więc zabrakło? Myślę, że przede wszystkim zdecydowania, w którą stronę ruszyć, być może też cierpliwości. Zresztą wyjazd zawiedzionego Klenczona do USA zdawał się potwierdzać, że oczekiwał lepszego przyjęcia i był zwyczajnie zawiedziony. Przypomnę, że konkurencja w tamtym czasie była jednak wymagająca. Po czasach Czerwonych Gitar, Czerwono-Czarnych nastała era wyrafinowanych albumów Niemena, SBB, Breakoutu, które stały na innym poziomie grania dojrzałego (już) rocka. Muzyka zaproponowana przez Klenczona była w znacznej części reliktem poprzedniej epoki - ładnym ale jednak reliktem...

Nie jest to jakaś wybitna składanka (choć przez to, że firmowana słynnymi nazwiskami może być tak postrzegana), ale bardzo dobrze się stało, że ją wydano. W zalewie tandetnych "thebestowych" wydawnictw za kilka złotych ta płyta rzeczywiście jest czymś wyjątkowym z kilku względów. Pierwszym i najważniejszym jest jakość dźwięku, która bija na głowę wszystko, co zostało dotychczas wydane! Po drugie samo wydanie w ładnym digipacku z równie atrakcyjną szatą graficzną jest łakomym kąskiem dla fanów artysty, jak również dla kogoś, kto zwyczajnie chce mieć na półce jedną dobrą płytę tego, jakby nie było, legendarnego artysty. Słusznie w tytule płyty w nawias wzięto "nie", bowiem bez wątpienia Krzysztof Klenczon do historii polskiej muzyki rozrywkowej przeszedł. Problem w tym, że nie jako rasowy rockman, co zdaje się tą płytą chcieli udowodnić jej inicjatorzy, lecz jako twórca popularnych przebojów, głęboko jeszcze tkwiących w czasach big-beat'u.

Tommy

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 1/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
1/5 (1)
dodajdo

Komentarze

trzykorony123

12:00, 06-03-2012 | zgłoś

Stwierdza Pan, ze "jedyny nagrany przez KK i TK album arcydziełem nie jest i nigdy za takie postrzeganym nie był"- a kto mowil, ze jest? Takiego roszczenia nikt nigdy nie wnosil. Ale ciekawe jak postrzega dzis ten sam album wydawnictwo Uderground Masters, ktore wydalo w 2005 roku jego wersje na CD z komentarzem: Probably the best Polish 70?s rock album!! Psychedelic rock [with] plenty of dirty fuzz guitar!!

Tommy

01:12, 10-11-2011 | zgłoś

przepraszam za odwróconą kolejność.

Tommy

01:12, 10-11-2011 | zgłoś

Być może rzeczywiście byłoby tak jak Pan to zasugerował, że KK stałby się rasowym wykonawcą rockowym...kto wie. W każdym razie omawiane wydawnictwo wydaje mi się przedstawiać go w nieco odmiennym świetle, pomimo intencji ludzi, którzy doprowadzili do jego wydania. Są oczywiście przebłyski "rasowego" rocka ale większość to wciąż big-beat... Pozdrawiam!

Tommy

01:12, 10-11-2011 | zgłoś

Jeśli chodzi o teksty to wydaje mi, że nie ma tu większego znaczenia kto je pisał. Kto jest poetą kto nie jest... przecież to ciężko rozstrzygnąć. Dla mnie osobiście są one infantylne i zupełnie nie pasują do wizerunku Klenczona - Rockmena. Także te nazwane przeze mnie "jarmarczne wstawki" wcale nie czynią utwory lepszym przez to, że nazwie je Pan "pastiżami". Zgadzam się z panem, że ciężko jest sprecyzować co oznaczał termin rockman na początku lat 80 w naszym kraju.

Tommy

01:11, 10-11-2011 | zgłoś

Drogi Panie Dziękuję za Pańskie uwagi. Pozwolę sobie w tym miejscu odnieść się do nich. Pańska konkluzja jest taka, że KK dobrze odnalazł się w nowej sytuacji tymczasem jedyny nagrany przez KK i TK album arcydziełem nie jest i nigdy za takie postrzeganym nie był. Dwa utwory które miały znaleźć się na następnej płycie... są jakby nie było tylko dwoma utworami a jak wyglądałby cały album tego nikt nie wie i niestety się już nie przekonamy. Napisał Pan "Druga płyta to wyłącznie nagrania dla PR". Zastanawiam się więc czy mam złe informacje...bo ile w końcu było płyt KK i TK? Ja wiem o jednej.

trzykorony123

15:19, 24-10-2011 | zgłoś

Niemen, SBB i Breakouci mieli sowje idiosynkratyczne drogi rozwoju muzycznego. Niemen spiewal czastuszki, Nalepa wyspiewywal protestsongi. SBB wystartowali pozniej, wiec ten krotki etap KK z TK byl jedyny w swoim rodzaju. Pojecie rasowy rockman w Polsce w poczatkach lat 70. jest trudne do ustalenia. Dzisiaj jest to jasne, ale wtedy diopiero sie ksztaltowalo. Czy Niemen to rock, czy awangarda? Czy Nalepa to rockman, czy bluesman? Zespol gral melodyjne utwory rockowo, wiec jego lidera smialo mozna nazwac rockmanem .

trzykorony123

15:18, 24-10-2011 | zgłoś

Jarmarczne wstawki, to nic innego jak pastize uwypuklajace kontrast miedzy tworzaca sie wowczas muzyka rockowa, a popularna wtedy "raz na ludowo" muzyka No To Co itp. Klenczon mial juz dosyc "Ladnych oczu". Choc tkwil jeszcze w big-beatcie, to napewno jedna noga byl juz na twradym gruncie rocka. Na zachowanym nagraniu koncertu TK slychac kazdy utwor bisowany i caly koncert spotkal sie z entuzjastycznym przyjeciem. Ale przesterowana gitara, ostinatowe pochody basu, slide guitar i szorstko brzmiacy vocal KK razily tych, ktorzy pamietali go w bialych zabotach Czerwonych Gitar.

trzykorony123

15:17, 24-10-2011 | zgłoś

Na plycie nie ma "Piosenki o niczym" i "Spotkania z Diablem" bo to utwory nagrane na pierwszym logplayu wydanym przez Polskie Nagrania. Druga plyta to wylacznie nagrania dla Polskiego Radia. Infantylne teksty - trzeba pamietac, ze wtedy rzadzila cenzura, a teksciarze stanowili zwarta grupe aprobowana przez wladze. Ku wielkiemu niezadowoleniu rezimowych teksciarzy, Klenczon otrzymal teksty od poetow Kuryly, Jasterzbca-Kozlowskiego i Haliny Stefanowskiej.

trzykorony123

15:15, 24-10-2011 | zgłoś

Projekt Krzysztofa Klenczona to nie KK i TK tylko Trzy Korony. Wszyscy muzycy mieli jednakowy wplyw na aranzacje, brzmienie, mogli komponowac i wnosic do repertuaru swoje utwory. Krzysztof byl takim samym czlonkiem zespolu jak inni. KK odnalazl sie w nowej rzeczywistosci bardzo dobrze pod koniec istnienia TK. Swiadcza o tym 2 ostatnie utwory. Mialy wejsc w skald drugiego albumu, nad ktorym zespol pracowal. To sytuacja rodzinna sprawila, ze zmuszony byl nagle wyjechac i to go frustrowalo. W 78 r, mowil "Kiedy juz sie dobrze dzialo z TK, musialem wyjechac".

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
6.6.2011

Wydawca:
Polskie Radio

Lista utworów:

Nie przejdziemy do historii
Kronika podróży, czyli ciuchcią w nieznane
Ludzie wśród ludzi
Śmigła Diana
Nie ma Cię w moim śnie
Dziesięć w skali Beauforta
Port
Czyjaś dziewczyna
Retrospekcja
Statek widmo
Pożegnanie z gitarą
Popatrz prawdzie w oczy
Droga pełna słońca
Korona

Informacje o wykonawcy

Krzysztof Klenczon i Trzy Korony

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.