Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Gienek Loska Band „Hazardzista”

20 Listopada 2011

Śledzę muzyczne poczynania Gienka Loski odkąd usłyszałem w jego wykonaniu balladę The Black Crowes - "She Talks To Angels" w jednym z programów typu "talent show", w czołowej, prywatnej stacji telewizyjnej. Mocnym, zachrypniętym głosem zrobił na mnie piorunujące wrażenie, toteż byłem zdziwiony, iż W.Czc.Jury odesłało go do domu. Od tego czasu sumiennie śledziłem doniesienia na temat poczynań wokalisty rodem z Białorusi. Okazało się, że w latach dziewięćdziesiątych Loska śpiewał w kapeli Seven B, z którą nagrał trzy płyty, lecz na skutek problemów osobistych znikł był gdzieś, przepadł. Kilkukrotnie przypominał o sobie udziałami w różnych programach muzycznych, z których zbyt wiele nie wynikało, aż wreszcie postawił wszystko na jedną kartę, zaryzykował po raz kolejny, i zatriumfował.

Nie spoczywając na laurach natychmiast wziął się do roboty. Zamiast łechtać próżność na salonach, tańczyć z "gwiazdami", Gienek ściągnął ze Szkocji swego druha, świetnego gitarzystę - Andrzeja "Makara" Makarewicza (z którym współtworzył niegdyś Seven B) i jako zespół GLB zjeździli całą Polskę z koncertami (miałem okazję wysłuchać kapeli na żywo w Chorzowie, gdzie bodajże zagrali po raz pierwszy z Makarem) oraz nagrywali album w pleszewskim studio, aż oto jesienią AD 2011 mogłem przysiąść do pisania recenzji płyty o sugestywnym tytule - "Hazardzista". Wydawcy opisują "Hazardzistę" jako "lekcję klasycznego rock'n'rolla" w oparciu o dokonania braci Allmanów oraz Led Zeppelin. Nie obyło się również bez odwiecznych porównań do świętej pamięci wokalistów: Ryszarda Riedela tudzież Czesława Niemena. Sama nazwa zespołu wydaje się "chłytem materkindodym". Z chwilą powrotu Andrzeja Makarewicza zespół mógłby jak najbardziej powrócić do nazwy Seven B, jednak "paszołbiznes" jak to "paszołbiznes" - rządzi się swoimi prawami.

Album zwiastował utwór "W jedną stronę bilet", który poznałem już jakiś czas temu, gdy zespół umieścił go na Myspace wraz ze starą wersją "Duszy" (wtedy jeszcze "Rozmowy z duszą") lecz na "Hazardziście" został stylistycznie przearanżowany. Otóż GLB postanowili po raz drugi zastosować "chłyt materkingdody". Niestety, nie należę do fanów bujającej muzyki rodem z Jamajki, toteż za pierwszym razem byłem mocno rozczarowany. Z kolejnymi przesłuchaniami zacząłem jednak bujać się do rytmu i tupać nogą. Reggae z pewnością jest bardziej przystępną formą dla radia niż rock'n' roll czy blues, więc dobrze, że zespół oddał radiu to, co radiowe, a rockowym fanom to, co rockowe.

Na program albumu składa się dwanaście kompozycji: dziewięć z nich to kompozycje autorskie, natomiast trzy to covery. Dzięki Bogu covery te to nie bezmyślne wałkowanie klasyki rocka, jeno przeróbki uzasadnione - czy to pochodzeniem panów Loski i Makarewicza (zaśpiewana po rosyjsku "Ciemna Noc", czy bardzo dynamicznie wykonana pieśń ludowa rodem z Białorusi - "Kosił Jaś Koniczynę") czy tym, że zostały wykonane w finale wygranego programu telewizyjnego - "Can't Judge Book" Willie'ego Dixona (w duecie z Maciejem Maleńczukiem). Autorem większości utworów jest Andrzej Makarewicz, który odpowiada zarówno za muzykę, jak i większość tekstów. Zdziwiłem się, że Gienek Loska jest autorem słów tylko do dwóch numerów: "Paszportu" i "W jedną stronę bilet" (za tekst do słynnej już "Duszy" odpowiada nieznany mi Paweł Laba). Skandalem jest brak tekstów w książeczce; zamiast patrzeć na budzące sympatię fizjonomie muzyków, wolałbym móc wczytać się w słowa, a najlepiej - łapać dwie sroki za jeden ogon. Z tego, co udało mi się usłyszeć, dominuje tematyka iście rock'n'rollowa: imprezowanie, alkohol, życie na krawędzi, kobiety (niezbyt inteligentna "Dziewczyna z Kielc" czy hazard - "Hazardzista"). Treść jest głęboka jak szklanka whisky (to komplement!).

Poza rock'n'rollowy etos wykraczają: oparta na życiowym doświadczeniu "Pieśń emigranta", egzystencjalne "Dusza" oraz "Jak cię widzą, tak cię piszą", autobiograficzny "Bilet", nostalgiczna fraszka nostalgicznie przywołująca piękne zabużańskie krajobrazy, mówiąca o "przeistoczeniu się" Słowianina wschodniego w zachodniego - "Paszport" czy refleksyjny "Scream". Poetyka tych tekstów nie należy do wielce skomplikowanych, choć pojawiają się tu i ówdzie ładnie napisane frazy. W końcu jest to rock, a nie poezja śpiewana, jednakże ciężko zaakceptować mi rażący błąd językowy w bardzo udanej piosence "Jak cię widzą, tak cię piszą", gdzie Gienek Loska wyśpiewuje słowa autorstwa swojego kompana: "Prawda jest taka: masz wiedzieć i widzieć/ Lepiej jest kochać niż nienawidzieć". Może i wyjdę tutaj na czepialskiego, ale w języku polskim nie istnieje wyraz "nienawidzieć", jeno nienawidzić. Jestem świadomy tego, iż etykieta językowa ulega postępującej liberalizacji, przez co nawet najpowszechniejszy językowy błąd, jeśli na dobre zagnieździ się w potocznej polszczyźnie, wkrótce, prędzej czy później, zostanie uznany za wariant poprawny.

Pod względem muzycznym usłyszałem to, czego się spodziewałem oraz co zapowiadali sami muzycy. Nie doszło do bardzo częstego dysonansu, kiedy to zapowiedzi muzyków nie pokrywają ani troszeczkę z tym, co znalazło się na krążku. Przeważają klimaty rockowe, z pojawiającymi się domieszkami bluesa, soulu, a nawet reagge. Jak na bluesa przystało, w instrumentarium pojawia się nawet harmonijka ustna - szkoda, że tylko w jednym utworze. Najmocniejszym walorem płyty są pojedynki gitarowo-klawiszowe. To, co wyczyniają panowie Makarewicz i Młynarczyk to miód na moje uszy. Gdzieś tam w oddali mogą przychodzić niekiedy na myśl bluźniercze skojarzenia z Lordem i Blackmorem ("Pieśń Emigranta", "Dance On The Razor's Edge"), a niekiedy panowie pojedynkują się w sposób mniej hard rockowy, a bliższy tradycyjnemu rockowi ("Hazardzista").

Poza typowo rockowymi solówkami pojawia się reaggowe solo na "kaczce" w "Bilecie" oraz zagrywki slidem w "Paszporcie". Dobre wrażenie w owym utworze zrobiło na mnie wspomniane kilka zdań temu gościnne solo Łukasza Wiśniewskiego na harmonijce ustnej. Czuję wielką radość za każdym razem, gdy Makar szaleńczo rozpędza się ze swoimi kipiącymi energią solówkami. Jego wariacki, aczkolwiek porywający styl w bardzo wielu momentach kojarzy mi się z Angusem Youngiem. Na szczęście Makar nie odstawia na scenie ekscesów w stylu lidera AC/DC, lecz kto widział GLB w akcji wie, że to gitarzysta, a nie Gienek jest tą osobą, która skupia na sobie uwagę w głównej mierze - nie tylko solówkami czy riffami, ale również prześmiesznymi "małpimi" minami. Sekcja rytmiczna gra w bardzo tradycyjny sposób, nie wychodzi zbyt często przed szereg, ale ze swoich zadań wywiązuje się świetnie. Basowe podchody doskonale brzmią w singlowym "W jedną stronę bilet".

Płyta niestety posiada kilka momentów cięższych do przetrawienia, głównie natury aranżacyjno-produkcyjnej. Wedle przysłowia diabeł tkwi w muzyce oraz w szczegółach - im więcej bajerów, tym mniej diabła. Na szczęście ugrzeczniono tę płytę w bardzo zminimalizowanym stopniu. Irytujące bywają chórki, które dodają niepotrzebnego patosu. Dotknęło to szczególnie "Duszę", którą Gienek Loska wykonywał na castingu do programu, który przyniósł mu popularność i szersze zainteresowanie jego twórczością, a także (a jakże!) - życiem prywatnym. Już wtedy powiedział, "że dla niektórych ta piosenka może być zbyt patetyczna". Teraz dzięki gospelowym chórkom i podniosłej solówce zyskał na patosie. Kolejny raz potwierdzają się słowa inżyniera Mamonia o piosenkach już nam znanych.

Nowe aranżacje utworów nagranych przez zespół jakiś czas temu ("Dusza" i "Bilet") w starciu z pierwowzorami wypadają mniej korzystnie. Mam wrażenie również, że niekiedy za słabo przyciśnięto Gienka w studio, że niektóre fragmenty śpiewał zmęczony, od niechcenia, a najbardziej drażnią niepotrzebne ozdobniki wokalne: falsety, wycia, buczenia (szczególnie dają się we znaki w końcówce "Scream"). Niektórym może się to podobać, jednak wolę Gienka śpiewającego po męsku, z trzewi, co też czyni na tej płycie w zdecydowanej większości swoich partii wokalnych.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie w rosyjskiej balladzie "Ciemna noc" wykonanej przy wtórze gitary akustycznej i klawiszy, gdzie śpiewa jak rosyjski bard na rauszu. Brzmi to niezwykle przejmująco. Troszkę szkoda, iż najlepszy utwór na płycie - "Pieśń emigranta" został przez producenta przycięty i skrócony. W wykonaniach na żywo panowie rozpoczynali dynamicznie, by wyciszyć się organowym, "lordowskim" solem, i móc znowu grać ostrzej. W wersji studyjnej zaczyna się od klawiszy. Brakuje również solówki gitarowej przed ostatnią zwrotką. Nie wiem, dlaczego utwór na płycie nie mógł być dłuższy o te dwa drobiazgi, rozumiem jednakże, iż producent jest jak chirurg: tnie gdy musi, lecz jak wytnie za dużo - może zaszkodzić. Czasami "nie leży" mi również w "Pieśni" frazowanie i akcentowanie niektórych wyrazów na ostatnią sylabę (szczególnie na początku), bo słyszałem różne wersje koncertowe, na których Gienek akcentował te wyrazy w prawidłowy sposób (i nawet brzmiało to lepiej!), lecz jest jak jest, a ja będę musiał do wersji studyjnej z czasem się po prostu przyzwyczaić.

Długo czekałem na premierę tej płyty. Śledziłem doniesienia na jej temat, raporty ze studia, oficjalne informacje od muzyków, i oto doczekałem się. Jest to kawał bardzo dobrej muzyki, i choć kilka rzeczy mi "zgrzyta", to jednak uważam, że pierwszy album Gienek Loska Band (albo czwarty Seven B - wszystko zależy od punktu widzenia) to kawał dobrego rocka, którego jakże brakuje na polskiej scenie muzycznej. Nie jest to muzyka przeznaczona dla zbuntowanej młodzieży born in 90's: ci zapewne wybiorą albo Comę, albo któryś z alternatywnych, polish-brit popowych tworów. Jestem przekonany, że "Hazardzista" prędzej trafi do długowłosych (albo wyłysiałych) ludzi 30+. Choć datą urodzenia jestem bliższy młodzieży (1989), to moje gusta muzyczne schlebiają dźwiękom młodości pokolenia moich rodziców, więc mnie ta płyta urzeka.

Jak na tak krótki czas od podpisania kontraktu z wytwórnią, to panowie bardzo dobrze wywiązali się z zadania, a i słychać, że wytwórnia nie próbowała zbyt mocno ingerować. Przygotowane kompozycje trzymają wysoki poziom; każda z nich doskonale sprawdzi się na koncercie, nie ma tutaj żadnego zapychacza, którego rola ograniczać by się miała do wypełniania miejsca na płycie. Żywiołowe utwory ("Jaś", "Hazardzista", "Dziewczyna z Kielc", "Dance on The Razor's Edge") doskonale rozruszają publikę na koncertach, wolniejsze wprawią w zadumę i rozpalą niejedną zapalniczkę ("Dusza", "Scream", "Ciemna Noc"), a doskonałe umiejętności muzyków pozwolą przeciągać improwizowane pojedynki solowe o wiele dłużej, niż na to zezwala wszechwładny cenzor za studyjną konsoletą. Gdyby tylko nie było tych kilku szczegółów czy niedociągnięć, to bez wahania dałbym ocenę maksymalną.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (4)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.11.2011

Wydawca:
Sony Music Entertainment

Lista utworów:

Paszport
Hazardzista
Dance On The Razor's Edge
Dusza
Jak cię widza tak cię piszą
Kosił Jaś koniczynę
Scream
W jedna stronę bilet
Pieśń emigranta
Dziewczyna z Kielc
Can't Judge Book
Ciemna noc

Informacje o wykonawcy

Gienek Loska Band

Inne recenzje płyt wykonawcy

Gienek Loska Band  - Dom
Gienek Loska Band „Dom&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kamil Pietrzyk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.