Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Tuff Enuff „Cyborgs Don't Sleep / Diablos Tequilos”

1 Stycznia 2012

Tuff Enuff to zespół, którego nie jestem w stanie pamiętać, gdyż w latach, w których panowie wydawali swoje płyty, kicałem do pierwszych klas szkoły podstawowej, i gustowałem raczej w "Smerfnych hitach" niż w "nawalance z darciem mordy". Założony w 1992 roku w Chorzowie, z większymi bądź mniejszymi przerwami zespół funkcjonuje do dzisiaj (niedawno został reaktywowany), mając na koncie jedynie dwa albumy studyjne. W roku 2011 wytwórnia Metal Mind Productions wypuściła na rynek reedycje dwóch dotychczas wydanych albumów zespołu, które oto stają się bohaterkami moich recenzenckich wywodów. Mam świadomość, iż szufladkowanie nikomu i niczemu na dobre nie wychodzi, ale jeśli musiałbym pokrótce scharakteryzować, w jakim gatunku muzycznym mieści się twórczość kapeli, zdecydowałbym się na określenie - jajcarska petarda.

W latach dziewięćdziesiątych w podobne tony uderzał poznański Acid Drinkers, jednak on nigdy nie posuwał się w swoich kontrolowanych wygłupach aż tak daleko, a i z czasem w końcu coraz bardziej poważniał. Co ciekawe, panowie z Tuff Enuff supportowali "Kwasożłopów" na trasie w 1996 roku, kiedy to poznaniacy promowali album "The State Of Mind Report". Rok później chorzowianie promowali następne wydawnictwo u boku takich tuzów jak Illusion (basista Tuff Enuff udziela się także w Lipali) czy Vader. Albumy nagrano niemalże w tym samym składzie. Występują na nich jedynie różni wokaliści: Rafał Taracha na Cyborgs "Don't Sleep" i Workie na "Diablos Tequilos".

Jako wzrokowiec w pierwszej kolejności wzrok skierowałem na szatę graficzną. Niestety, nie grzeszy ona urodą, ale jest uzasadniona humorystycznym, ba, jajcarskim kierunkiem obranym przez zespół, dlatego też awers jednej z płyt zdobią rysowane bodajże w paincie statki kosmiczne z wklejonymi twarzami muzyków, lecące na księżyc w kształcie ziemniaka, a drugiej fizjonomia krewkiego mężczyzny w sombrero, który zapewne po kilku tequillach wdał się w bójkę, na skutek której utracił część uzębienia. Także książeczki utrzymane są w totalnie zlewającym tonie. Booklet Diablos Tequilos rozkłada się w plakat z członkami zespołu na pustyni w towarzystwie trunku, którego nazwę zawarto w tytule, natomiast książeczka "Cyborgs Don't Sleep" zaskakuje bogactwem i zróżnicowaniem form, gdyż prócz ilustracji, zdjęć (min. praktycznego gadżetu erotycznego rozsławionego przez lidera jednej z czołowych partii politycznych), znajduje się tam również króciutki komiks oraz matematyczna łamigłówka do rozwiązania.

Brak również przedruków tekstów utworów, co przeważnie jest dla mnie sporym mankamentem, lecz w tym przypadku bynajmniej mi to nie przeszkadza, gdyż nie jestem pewny, czy jakiekolwiek teksty w tej muzyce istnieją. Uważnie nastawione ucho jest w stanie wyłapać wprawdzie pojedyncze wyrazy, ale konia z rzędem, flaszkę piwa temu, który zdoła odpowiedzieć na proste, szkolne pytanie: co autor miał na myśli? Nie o teksty w tej muzyce chodzi, o czym informuje słuchacza adnotacja w książeczce, parodiująca amerykańskie "parental advisory", która głosi wszem i wobec o niezrozumiałości tekstów. Sam wokalista stwierdził w rozmowie z Bożydarem Iwanowem (tak, tym z Polsatu), że teksty pisano w wymyślonym przez zespół języku, w którym to panowie porozumiewają się między sobą.

Muzycznie obie te płyty stanowią mieszankę popularnych w latach dziewięćdziesiątych gatunków mocnego uderzenia jak thrash metal, hard core, punk czy rapcore. Słychać wszędobylskie zafascynowanie Panterą oraz kapelami hardcorowymi pokroju Biohazard, czy to w dimebagowych riffach, miażdżących zwolnieniach, czy w agresywnym wokalu spod znaku Phila Anselmo czy Tomasza "Lipy" Lipnickiego (Brave Little Toster). O wiele bardziej do gustu przypadł mi wokal Rafała Tarachy, z którym zespół nagrał swój pierwszy album, i który wszedł w szeregi reaktywowanego składu, ale i Workie pozytywnie mnie zaskoczył czystymi wokalami w stoner metalowym utworze "Dancing". Acidami zajeżdża najbardziej przebojowy utwór na debiucie - "Grass Only", który z miejsca przywołuje skojarzenia z hitem poznaniaków - "Drug Dealer", czy to dzięki tematyce utworu, lapidarności tekstowej czy dzięki "titusowatej" melodeklamacji nazw używek.

Niespodzianką okazuje się również druga wersja "Grass Only", widniejąca w programie płyty jako "Tecno", co dużo mówi o sposobie jej zaaranżowania. Kto chce, niech próbuje przy tym "baunsować". Gdzieniegdzie pojawiają się bardzo przebojowe czyste wokale, jednak nie mające nic wspólnego z przesłodzonymi przyśpiewkami niezwykle modnej dzisiaj plagi w świecie ciężkiego grania, uprawianej przez młokosów w rurkach, z grzywkami i w trampkach. Tutaj gitary tną bezkompromisowo, przesterowany bass nierzadko wychodzi na pierwszy plan, perkusista nie ma zmiłowania dla narządów słuchu, a wokaliści wykrzykują jakieś niezindentyfikowane obiekty liryczne, przy czym wspierani są przez agresywne backing vocale pozostałych muzyków.

Bardzo miło zaskakują wszelkie żarty, smaczki, odwołania do innych dzieł. Na "Diablos Tequilos" znajduje się bardzo wiele nawiązań do stylistyki southernowej, na co, rzecz jasna, wskazuje już sam tytuł, a czego możemy doświadczyć np. w akustycznym intrze do utworu "Peyotl Song", czy tytułowego (z meksykańskimi trąbkami). Na "cyborgach" znalazł się cover hitu The Beatles - "Obla-Di-Obla-Da" pod tytułem "Piosenka z filmu o Korkim". Przyniósł mi wiele radości, gdyż pomimo wielkiej sympatii dla Fab Four tej piosenki wybitnie n i e n a w i d z ę, i cieszę się, że ktoś odważył się tak pięknie ją zbezcześcić! Zawsze ją przełączam, gdy słucham "White Album"; mało której piosenki tak nie cierpię, no może dorównuje jej śpiewany przez Ringo Starra - "Yellow Submarine".

Ciekawym urozmaiceniem stają się również śpiewy mnichów w "Wake Up!", jak i wmontowany fragment jednego z najbardziej uznanych filmów Quentina Tarantino. Aluzję do klasyki rocka zawiera również utwór "Rodman" z "Diablos". Chorzowianie wplątali weń riff z hendrixowskiego "Hey Joe", przy czym tytuł przywraca mi wspomnienia z czasów podstawówki, kiedy to byłem fanem Chicago Bulls, a drużyna ta z największymi gwiazdami w składzie święciła triumfy w NBA. Jedną z tych gwiazd był właśnie Dennis Rodman, zwany "Robakiem", który przyciągał uwagę farbowanymi włosami, licznymi kolczykami, tatuażami oraz prowokującym, pełnym skandali zachowaniem.

Reasumując, Tuff Enuff to zespół idealny dla wielbicieli metalowej łupanki oraz bardzo ciężkich, wgniatających w ziemię zwolnień. Groove sączy się tutaj zewsząd. Istotną rolę w odbiorze kapeli odgrywa niezwykle specyficzne poczucie humoru, które może i do mnie do końca nie przemówiło, ale jego wpływ na muzykę ma kolosalne znaczenie. W sam raz, jeśli ktoś pragnie się odmóżdżyć, powrzeszczeć, wdać się w niepohamowane pogo czy nabawić się zakwasów w kręgach szyjnych od headbangingu... Do takiego audytorium kierowana jest ta muzyka. Tuff Enuff ani w najmniejszym stopniu nie rości sobie aspiracji do przemycania jakichś buńczucznych treści, jednym przekazem chorzowian jest dobra zabawa, i tego życzę wszystkim sięgającym po te krążki.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
2011

Wydawca:
Metal Mind Productions

Lista utworów:

Cyborgs Don't Sleep:

Disco Relax - 4:30
Łot Du Ju Łont For - 2:49
Corrrossion In My Car - 3:25
Naa Banana - 2:39
Ma No Samos Gamines - 4:29
Grass Only - 1:53
Brave Little Toster - 4:42
Tuff Enuff - 2:34
Potato Monster Terror - 2:22
Piosenka Z Filmu O Korkim (cover The Beatles) - 2:07
Wake Up! - 4:37
I'm A Man - 3:12
Dead Point - 3:27
Kovalsky - 3:50
Tecno - 4:45

Diablos Tequilos:

Quanto Diablos Anarchismo
Shadow Man
Dragon Tattoo
Dancing
Peyotl Song
Extasy
Diablos Tequilos
Brown Sugar
Mescal
16/18
Rodman
Noizzz

Informacje o wykonawcy

Tuff Enuff

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.