Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Saxon „Call To Arms”

15 Marca 2012

Masz włosy po pas, albo przynajmniej gdzieś za ramię? Nosisz dżinsową katanę z naszywkami zespołów, które demolowały hotelowe pokoje w czasach, gdy twoi rodzice trzymali się niewinnie za rękę na pierwszych randkach? Zatykasz uszy, kiedy słyszysz modne wynalazki o dziwnie brzmiących nazwach, takie jak dubstep, czy dancehall? Czy zima, czy lato, ty zawsze człapiesz z miną wisielca do szkoły w tych samych ubłoconych glanach? Cztery razy tak? No to nie wahaj się dziewczyno, czy chłopaku, tylko biegiem do sklepu, bo to płyta w sam raz dla ciebie. I najlepiej bierz z półki winyl - w końcu nic tak nie robi na dobre samopoczucie jak czarny krążek z klasyczną metalową młócką krążący z gracją wraz z talerzem gramofonu. Nic się nie martw, gramofon pożyczysz od ojca, bo pewnie też dyńką trząchał przy dźwiękach muzyki Saxon i trzyma na strychu podobne wynalazki.

Zwracam się tu oczywiście do młodzieży, bo pokolenia nieco starsze już dawno zdążyły płytę nabyć i cieszą się z jej posiadania. Powiedzmy sobie szczerze - propozycja zespołu ma się nijak do tego, co współczesna rockowa czołówka nam prezentuje. Ale czy to ważne? Saxon, legenda metalu, jeden z ojców - i matek jednocześnie - rockowej rewolucji ochrzczonej przed laty mianem New Wave Of British Heavy Metal, nagrał po prostu niezłą płytę. Ani to arcydzieło, ani też rzecz, której panowie musieliby się wstydzić. Dla miłośników stylu "Call To Arms" to rzecz niezbędna dla normalnego funkcjonowania. Dla pozostałych już niekoniecznie.

Wszystko jest tu na swoim miejscu, choć najlepiej sprawdzają się na krążku żywiołowe i proste utwory, przywołujące czasy minionej świetności stylu - "Hammer of the Gods", "Surviving Against the Odds", czy "Afterburner". Są w nich konkretne riffy, jest czad i zgrabnie skrojone solówki gitar. Może nieco mniej przekonująco zespół wypada w momentach spokojniejszych, ale też nie jest źle. "Mists of Avalon" lub tytułowy "Call to Arms" to rasowe, mocne, wcale nie łzawe heavy metalowe ballady, choć brak tutaj magii, która pozwalałaby kolejnym pokoleniom grać wymienione kawałki przy ognisku i butelce wyskokowego napoju.

Ale zawsze dla rozruszania towarzystwa mamy coś pokrewnego duchowi AC/DC ("Chasing the Bullet"), albo pobrzmiewające lekko (w partiach gitary) dokonaniami Thin Lizzy "Ballad of the Working Man". No i warto zwrócić uwagę na "When Doomsday Comes", gdzie smyczki współbrzmiące z riffem gitary przywołują na myśl - nie przymierzając - "Kashmir" Zeppelinów, a solo na klawiszach bliższe jest dawnym, progresywnym wyczynom Genesis, czy Emerson, Lake & Palmer. Oczywiście to tylko skojarzenia. Saxon wypracowali już dawno własny styl, są mu wierni i nie potrzebują naśladować nikogo.

Jako, że tendencja do przesuwania wieku emerytalnego w całej Europie jest dominująca, Peter "Biff" Byford i S - ka jeszcze mają czas na to, by trochę pohałasować. I niech sobie metalowe zespoły pokroju Saxon żyją we własnym rezerwacie rockowych dinozaurów, gdzie może brak świeżości i niezwykłych porywów, ale gdzie wciąż można usłyszeć solidne i mięsiste riffy gitary. Obawiam się jednak, że klasyczne bandy ze stajni NWOBHM to, co najlepsze, nagrały już w latach 80-tych.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
3.6.2011

Wydawca:
Militia Guard Music/ UDR/ EMI

Lista utworów:

Informacje o wykonawcy

Saxon

Inne recenzje płyt wykonawcy

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.