Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Unisonic „Unisonic”

19 Kwietnia 2012

Zespół Unisonic można bez większych zahamowań nazwać rockową supergrupą. Jej trzon stanowią bowiem byli muzycy jednego z filarów niemieckiego heavy metalu Helloween - Michael Kiske i Kai Hansen, a międzynarodowy skład uzupełniają tacy instrumentaliści jak Dennis Ward i Koste Zafiriou (Pink Cream 69) oraz znany chociażby z występów z Asia Mandy Meyer. Skład zatem renomowany, doświadczony, a każdy z muzyków może pochwalić się wieloma jasnymi punktami w CV. Po takiej ekipie można zatem spodziewać się wiele. Czy album spełnia jednak oczekiwania? Cóż, to solidne granie, ale też propozycja, która nie zachwyca.

Na pewno nie da się odmówić albumowi Unisonic pewnej przebojowości i chwytliwości. Można powiedzieć, że zaczyna się jak u Hitchcocka, czyli od trzęsienia ziemi (a raczej trzęsionka), czyli tytułowego "Unisonic". Jest tam wszystko czego potrzeba do szczęścia - szybki, żywiołowy riff w starym dobrym stylu, chwytliwy refren i porządna solówka gitary. Wszystko pięknie, tylko jeśli trzymamy się reguły mistrza suspensu, to zgodnie z jej prawidłami napięcie powinno potem już tylko rosnąć. Niestety tak się nie dzieje. To naprawdę niezłe granie, ale szalenie przewidywalne, a emocje przy słuchaniu muzyki Unisonic utrzymują cały czas podobny poziom.

Nieco spokojniejszy "Never Change Me" i "Star Rider" z refrenem stworzonym do śpiewania przez publiczność na stadionach. Intrygująca zwrotka w "We Rise". "My Sanctuary" - prosty, ale jakże energetyczny. I nawet wieńczącej wszystko balladzie "No One Ever Sees Me" nie można odmówić wdzięku i gracji. Gdyby którykolwiek z kawałków zawartych na płycie poleciał w radiu, pewnie większość z nas nie przerzuciłaby stacji, mało tego - z ochotą przysłuchiwałaby się piosenkom, bo przecież wszystko tutaj gra i jest wymyślone z gustem.

Co zatem otrzymujemy? Kawał melodyjnego, hardrockowego raczej, niż metalowego grania, z prostymi, ale fajnymi riffami i z wpadającymi w ucho "podniosłymi" refrenami. Klawisze dodają tu przestrzeni, a chórki mocy. Na pewno takie granie znajdzie swoich fanów. Ale brakuje tu czegoś - odrobiny brudu, szaleństwa, czegoś nieprzewidywalnego? Czegoś, co by sprawiło, że po wysłuchaniu płyty palec słuchacza szukałby automatycznie przycisku reapet? Pewnie tak. Posłuchać jednak można.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
30.3.2012

Wydawca:
EarMusic/ Mystic Production

Lista utworów:

Unisonic - 3:25
Souls Alive - 5:13
Never Too Late - 4:30
I’ve Tried - 4:56
Star Rider - 4:16
Never Change Me - 3:44
The Morning After - 4:03
Renegade - 4:38
My Sanctuary - 4:16
King for a Day - 4:07
We Rise - 4:43
No One Ever Sees Me - 6:13
Over The Rainbow - 5:16

Informacje o wykonawcy

Unisonic

Inne recenzje płyt wykonawcy

Unisonic - For The Kingdom
Unisonic „For The Kingdom&rdquo
Ocena: 22222 (2)
Autor: Dominik Zawadzki
Unisonic - Light of Dawn
Unisonic „Light of Dawn&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Dominik Zawadzki
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.