Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Chilli „Chilli”

9 Maja 2012

Słońce paliło niemiłosiernie, a przede mną rysowała się perspektywa nudnej podróży. Niby ledwie ponad 100 km, ale zawsze. Listonosz dopadł mnie w ostatniej chwili, gdy wsiadałem do samochodu. Mała parafka, kilka grzeczności, chwilę później rozpakowywałem już niewielką przesyłkę. Ledwie zdążyłem pozbyć się koperty, a przed oczami mignęła mi tablica obwieszczająca koniec terenu zabudowanego.

Płytka Chilli. Zespołu, z którego twórczością dane było mi się już zaznajomić, jednak nigdy "od deski do deski". Sam album - lekko psychopatyczna okładka. Piękne, profesjonalnie, dwupłytowe wydanie. Pierwszy krążek (biały) - całkowicie polski, drugi (czarny) - z tytułami sugerującymi kawałki w języku angielskim. Folię zabezpieczającą album pokonałem w kilka chwil potrzebnych, by zabrać na tzw. "stopa" jakiegoś luźno ubranego gościa. Cóż - przyjemniej jeździ się z kobietami w ‘mini', ale ludziom trzeba pomagać. Nim ruszyliśmy - krążek znalazł się w czytniku, a z głośników popłynął wstęp do pierwszego kawałka: "Świetnie, rewelacja". Facet zareagował dość niepewnie: jakby nie był do końca przekonany czy siedzący za kierownicą brodaty gość jest we właściwym zdrowiu psychicznym do prowadzenia pojazdu.

Wkrótce jednak chyba odetchnął, bo samochód wypełnił się pokaźną dawką zacnego, technicznego grania z pogranicza nieco ostrzejszej muzyki i tej - stereotypowo zbliżonej bardziej do jego klimatu. Typowo imprezowy tekst odsłaniający nasze polsko-alkoholowe usposobienie i stosunek do życia. - "Dobra sprawa na imprezę! Stary, co to jest?" - zapytał, gdy umilkły ostatnie dźwięki pierwszej ścieżki. Bez zbędnych słów podałem mu płytę i oznajmiłem, że to i mój debiut w odsłuchiwaniu tego krążka. "Hush mnie kushi" - przeczytał na głos tytuł drugiego kawałka, a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech, jakby do płyty dołączyli szkło o wiadomym zastosowaniu. I faktycznie - zrobiło się lekko psychodelicznie. Dodatkowo - panowie z Chilli zaserwowali w owych nieco ponad 3 minutach kilka zdecydowanie ostrzejszych riffów.

Kolejny kawałek przyniósł zdecydowane przyspieszenie, przy którym kilkukrotnie złapałem się na mimowolnym dociskaniu pedału gazu. "Sąsiad" traktuje o czysto patologicznych "zaletach" mieszkania w bloku. Chwilowe wytchnienie w ciągu tych kilku minut daje jedynie zgrabnie wplecione (choć skrajnie odmienne nastrojem) solo na saksofonie, za które wielki pokłon należy się p. Mietkowi Grubiakowi. Przy kawałku "Zakopałem", słusznie rodzącym skojarzenia z zimową stolicą Polski, pozbyliśmy się już z samochodu wszelkich oznak wstydu i niczym dobrzy znajomi raczyliśmy mijanych przechodniów odśpiewywanym przez nas refrenem, który ewidentnie wpada w ucho. Dalej poszło jak ze stoku na Kasprowym: "Mr. Śmigło" - który jest swego rodzaju prawdziwie rock'n'rollowo-kabaretowym ukłonem w stronę perkusisty - tytułowego Śmigła. Dalej - "Dr Jelito", przy którym można się upewnić, że: a) panowie do końca normalni nie są (choć oczywiście w pozytywnym sensie), b) doskonale wiedzą, po co siadają do instrumentów.

Krążek kończy się stosunkowo melancholijnie: przy kawałku "Płakała" - odbiegającym konwencją od pozostałych utworów - pożegnać przyszło i przypadkowego kompana podróży. Jegomość w luźnych spodniach zdążył jednak rzucić na odchodnym, że płytkę Chilli najzwyczajniej mieć musi i mieć ją będzie.

Drugi krążek, "Black" - przyniósł już nieco "normalniejsze" oblicze chłopaków z Opola. Trzeba przyznać, że owa dwupłaszczyznowość wyszła całemu albumowi na dobre. W myśl zasady "dla każdego coś dobrego" - Chilli oferuje również kawałki o bardziej refleksyjnym zabarwieniu. Jednocześnie, opanowując potężną dawkę humoru, którą nasyca tzw. płyta "Łajt", przy drugiej znacznie łatwiej o wychwycenie wszelkich smaczków instrumentalnych. Dodatkowo, nie sposób nie zwrócić uwagi na bardzo ciekawe, wzbogacające album ścieżki zaproszonych do współpracy gości (m.in. Ania Dąbrowska, Paulina Przybysz).

Podsumowując całość: jeśli ktoś szuka muzyki dobrej technicznie, pisanej z prawdziwie rockowo-kabaretowym "jajem", a w dodatku świetnie zmasterowanej - album zespołu Chilli z pewnością zaspokoi jego muzyczne podniebienie. Płyta stanowczo warta polecenia.

Plusy:
- kawał smacznego technicznie grania,
- świetny mastering,
- umiejętne wykorzystanie atutów zaproszonych do współpracy gości,
- piękne, profesjonalne wydanie,
- idealna na imprezę, do samochodu.

Minusy:
- Przed dłuższym słuchaniem należy skonsultować swą decyzję z zaprzyjaźnionym psychiatrą.

Kamil Kierzkowski

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
2009

Wydawca:
Koral Film

Lista utworów:

CD Łajt
Świetnie, rewelacja - 4:32
Hush mnie kushi - 3:18
Sąsiad - 3:20
Zakopałem - 4:31
Mr. Śmigło - 3:40
Dr Jelito - 3:00
Plakala - 4:15

CD Black
Anton - 3:16
Call It Love - 4:50
Hi Neck - 4:09
World Peace Council - 5:01
Endżel - 4:20
Fransula - 4:37
I Say... - 4:35
Small Chicken - 3:28

Informacje o wykonawcy

Chilli

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.