Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Iron Maiden „Somewhere In Time”

1 Listopada 2012

Trasa promująca album "Powerslave" była gigantycznym sukcesem, uwieńczonym wydaniem jednej z najlepszych koncertowych płyt wszechczasów "Live After Death". Niestety okazała się również niezwykle wyczerpująca dla członków grupy, a zwłaszcza dla Bruce'a Dickinsona. Po ponownym zebraniu się w celu nagrania kolejnego premierowego materiału stało się jasne, że nie wszystko wygląda różowo... Aktywny dotychczas Dickinson nie został bowiem uwzględniony jako współautor żadnej z kompozycji na "Somewhere In Time". Przyczyną były różnice muzyczne między wokalistą a resztą grupy. Dickinson chciał nagrać album dwupłytowy z kompozycjami w starym stylu, ale i utworami akustycznymi w duchu Led Zeppelin III. Sam przyniósł też do studia kilka własnych numerów, ale nie znalazły one aprobaty u kolegów z zespołu, co zresztą stało się zarzewiem konfliktu, który miał w przyszłości doprowadzić do radykalnych zmian w składzie...

Pozostali też nie chcieli nagrać kolejnego "Powerslave", ale zmiany, które zaproponowali okazały się raczej kosmetycznym retuszem niż jakąkolwiek rewolucją. Adrian Smith i Steve Harris z niewielką pomocą Dave'a Murraya zdecydowali się bowiem poeksperymentować trochę z syntezatorami gitarowymi zachowując jednocześnie stylistykę Iron Maiden. Zmiana ta okazała się jednak dość zaskakująca, ponieważ o ile rzeczywiście styl grupy nie uległ zmianie, to jednak dośc radykalnie zmieniło się brzmienie. Syntezatory, nie pozbawiając muzyki Iron Maiden ostrości, nadały jej jednak niespotykaną dotąd przestrzeń i rozmach. Po raz kolejny jednak nie udało się jednak skompletować w pełni udanego zbioru piosenek.

Wyróżnia się na pewno otwieracz. W tym wypadku jest to "Caught Somewhere In Time" skomponowany przez Harrisa. Wita nas brzęczeniem syntezatora gitarowego, ale gdy rusza główny riff, nie mamy wątpliwości - Maiden w pełnej krasie. Bruce wydaje się być tu w znakomitej formie wokalnej, a o współpracy wioślarzy także można mówić w samych superlatywach. Kapitalne solówki - to kolejny wyróżnik płyty. Każda niezwykle melodyjna i zapamiętywalna, każda zapada w pamięć, każdą można zanucić. Jak chociażby we wspomnianym już "Caught...", gdzie wioślarze staczają ze sobą długi i pasjonujący pojedynek gitarowy, być może najlepszy w całej karierze grupy! Nie inaczej jest w zamykającym całość, podbarwionym nieco greckimi brzmieniami "Alexander The Great" (wiadomo o kim), który wydaje się jakby odpowiedzią Harrisa na "Rime Of The Ancient Mariner". Utwór to równie znakomity, a przy tym bardzo niedoceniony, na przykład do dziś nie miał swojej scenicznej premiery...

Adrian Smith oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie dostarczył jakiegoś chwytliwego kawałka. Tutaj otrzymujemy go w "Wasted Years", gdzie pod pozornie prostą i chwytliwą linią melodyczną mamy ukrytą całkiem skomplikowaną strukturę rytmiczną. Najbardziej dynamiczną kompozycją na albumie jest bez wątpienia "Deja Vu", z fajnymi przejściami perkusyjnymi i licznymi unisonami w środkowej części. Dalej nie jest jednak tak dobrze. Dyskretnie podszyty bluesem, mroczny "Stranger In A Strange Land, również autorstwa Smitha, wyróżnia się wprawdzie świetną, niezwykle uduchowioną solową partią gitary (na tym albumie to norma), jednak po raz pierwszy pojawia się myśl, że można by go trochę skrócić. Nie zachwyca również kolejna jego kompozycja "Sea Of Madness", gdzie świetny pomysł z poszarpanym riffem i dudniącym na pierwszym planie basem, zostaje szybko roztrwoniony przez nijaką linię melodyczną, a refren wydaje się zbyt "rzewny", no i znów utwór pod koniec zaczyna nużyć. Z dwóch pozostałych kompozycji Harrisa wyróżnia się galopujący "The Loneliness Of The Long Distance Runner", aczkolwiek zakończenie mogłoby być trochę bardziej dopracowane, natomiast "Heaven Can Wait", mimo dość przerażającego tekstu wydaje sie być zbyt radosny jak na Maiden, a melodia refrenu razi banałem. Chóralna, "futbolowa" wstawka w środkowej części, chyba celowo robiona pod kątem fanów na koncertach, też może budzić mieszane uczucia.

"Somewhere In Time" wydaje się być albumem może nie idealnym, ale co najmniej dobrym, no i stanowi świetną rozgrzewkę przed kolejnym już absolutnie doskonałym dziełem Brytyjczyków - "Seventh Son Of A Seventh Son".

Kuba Jasiński

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (4)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
29.9.1986

Wydawca:
EMI

Lista utworów:

Caught Somewhere in Time - 7:25
Wasted Years - 5:07
Sea of Madness - 5:41
Heaven Can Wait - 7:21
The Loneliness of the Long Distance Runner - 6:30
Stranger in a Strange Land - 5:44
Déjà Vu - 4:55
Alexander the Great (356-323 B.C.) - 8:35

Informacje o wykonawcy

Iron Maiden

Inne recenzje płyt wykonawcy

Iron Maiden - Seventh Son Of Seventh Son
Iron Maiden „Seventh Son Of Seventh Son&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Błażej "White Raven" Obiała
Iron Maiden - Dance Of Death
Iron Maiden „Dance Of Death&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Błażej "White Raven" Obiała
Iron Maiden - Powerslave
Iron Maiden „Powerslave&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kuba Jasiński
Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.