Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Black Country Communion „Afterglow”

4 Listopada 2012

Członkowie grupy Black Country Communion idą jak burza. Wydają nowe albumy w zawrotnym tempie, a co najważniejsze - oferują swoim fanom utwory o bardzo wysokiej jakości kompozycyjnej oraz wykonawczej. Miałem przyjemność recenzować i wysoko ocenić dwa poprzednie albumy grupy na łamach Rockmagazynu, więc naturalną koleją rzeczy należało pójść za ciosem i wysmażyć recenzję najnowszego - trzeciego studyjnego albumu pt. "Afterglow".

Wyczekiwałem premiery tej płyty odkąd przeczytałem w globalnej sieci wzmiankę o planowanym kolejnym albumie oraz gdy przesłuchałem opublikowany przedpremierowo na oficjalnej stronie internetowej utwór "Confessor". Myśl, która najczęściej kołatała się w mojej głowie dotyczyła tego, jaki będzie ten album; czy aby czasem formuła zespołu się nie wyczerpie, czy muzycy o tak wielkim doświadczeniu i imponujących życiorysach wykrzeszą jeszcze z siebie odrobinę pasji prócz rzemieślniczego zaangażowania, czy aby czasem zespołu nie dopadnie tzw. "syndrom trzeciego albumu", który zweryfikował już poziom niejednej grupy? Zwiastujący płytę "Confessor" oraz umieszczane stopniowo w sieci coraz to kolejne urywki ze studia zawierające fragmenty utworów oraz wypowiedzi muzyków napawały mnie optymizmem i wyostrzały apetyt, aby jak najszybciej skonfrontować się z premierowym materiałem, tym bardziej, że jak przebąkiwały jaskółki - "Afterglow" może być (nie jest to jak dotychczas jednoznacznie potwierdzone) ostatnim albumem zespołu, gdyż Joe Bonamassa ma grafik wypełniony po brzegi, a ambicją Glenna Hughesa jest, jak patetycznie by to nie zabrzmiało, podbijanie świata na trasie koncertowej z Black Country Communion.

Mimo że Bonamassa doskonale spisuje się jako gitarzysta, wygrywa mrowie wspaniałych riffów i solówek, to łatwo wyczuwalny jest jego spadek zaangażowania przy powstawaniu kompozycji, które w zdecydowanej większości zostały stworzone przez Glenna Hughesa (część z nich powstawała z myśłą o solowej płycie "Głosu rocka", jednak trafiły na album BCC dzięki skutecznej perswazji producenta - Kevina Shirleya). Również wokalnie Bonamassa zminimalizował pole działania, ograniczając się do zaśpiewania w duecie z Hughesem utworu "Cry Freedom", który pierwotnie nawet nie był planowany jako duet. Spadek zaangażowania jednego z najbardziej uzdolnionych i wychwalanych gitarzystów blues rockowych pozwolił rozwinąć skrzydła i wykazać się pozostałym muzykom: perkusiście Jasonowi Bonhamowi oraz klawiszowcowi Derekowi Sherinianowi. Dwie kompozycje przyniesione przez syna legendarnego "Bonza", a są nimi: rozbujane charakterystycznym riffem "This Is Your Time" oraz "Common Man", który do połowy jest zupełnie klasyczną, przebojową hard rockową kompozycją, aby następnie zaskoczyć podkładem w stylu funky, który natychmiast przywołuje z głębokich zakamarków pamięci Hughesowo-Bolinowe funkowanie w purplowskim "Gettin' Tighter" z albumu "Come Taste The Band" - naprawdę dobrze wpisują się w atmosferę zawartą na płycie i rokują pozytywnie na przyszłość.

Cieszy również wyeksponowanie roli klawiszy Dereka Sheriniana, którego gra jest wreszcie dobrze słyszalna, a i o wiele częściej niż to poprzednio bywało wychodzi na pierwszy plan. Sherinian często popisuje się solówkami (pojedynek z Bonamassą w drapieżnym, pochodzącym jeszcze z sesji nagraniowej "2" ostatnim na płycie utworem pt. "Crawl", solówki w "Confessor" czy "Common Man") a także w finezyjny sposób zdobi i wypełniania tło w "Midnight Sun" czy w "Cry Freedom". Wokale Glenna Hughesa są natomiast utrzymane w standardowym dla niego - najwyższym poziomie. Można się zadziwiać, i zapewne wiele osób jest pod wrażeniem tego, iż ten niemłody i bynajmniej nie prowadzący ascetycznego życia w młodości wokalista wciąż jest w stanie wykrzesać ze swojego gardła tak mocny jak dzwon głos, a kiedy trzeba zaśpiewać spokojnie - śpiewa w uduchowiony sposób, jak w z lekka przypominającym mieszankę "Little Secret" i "Cold" z poprzedniego albumu przepięknym i pełnym dramaturgi utworze "The Circle" czy w przedostatnim na płycie "The Giver" lub tytułowym, wypełnionym po brzegi emocjam "Afterglow". Choć bardzo często Hughes niemalże zdziera i bezlitośnie forsuje swoje struny głosowe, to wydaje mi się, iż nieco przeforsował swoje gardło w końcówce "Cry Freedom", gdzie całkiem niepotrzebnie wszedł w wyższe rejestry i zapiszczał falsetem. Z pewnością wielką zaletą tej płyty jest częste sięganie po gitarę akustyczną. Gitara akustyczna pojawia się na "Afterglow" bardzo często, zarówno w utworach balladowych, jak i jako urozmaicenie w utworach z krwi i kości rockowych ("Big Train", "Dandelion").

Podczas słuchania "Afterglow" ciężko uwierzyć, iż piosenki nabierały ostatecznego kształtu dopiero w studiu, gdyż tak zajęci muzycy nie mają czasu na organizowanie regularnych prób. Kompozycje są zwarte i przemyślane, nie ma w nich niepotrzebnych dźwięków, każdy brzdęk gitary, każde uderzenie w klawisze, każde stuknięcie perkusji czy nawet i najmniejszy ozdobnik wokalny Hughesa jest tu na swoim miejscu, nawet funkowa improwizacja w "Common Man" brzmi jak najbardziej integralnie i spójnie z całością kompozycji, a przy tym radość jaką panowie odczuwali w studiu jest jak najbardziej słuchowo namacalna dla słuchacza. Jak w przypadku poprzednich albumów, tak i teraz kolosalne zasługi w scalaniu elementów w spójny monolit ma producent (którego należy również pochwalić za kapitalne brzmienie) Kevin Shirley, którego członkowie BCC nazywają w wywiadach "piątym członkiem zespołu".

Tak jak się spodziewałem, Black Country Communion nie sprawiło zawodu. Pomimo szybkiego tempa wydawania nowych albumów wciąż czuć w tej muzyce świeżość i radość. Oczywiście anglo-amerykański kwartet nie wychodzi poza ramy wyklarowanego na poprzednich albumach stylu, trzyma się go jak najwierniej potrafi. Nie mogę jednakże stwierdzić, iż muzycy połykają swój ogon. Nawet nie przeszłoby mi to przez usta (palce). Dzięki wyeksponowaniu klawiszy tudzież gitary akustycznej twórczość supergrupy wciąż zaskakuje i porywa, więc jeśli panowie postanowiliby rozwiązać w tej chwili zespół (lub urządzić przerwę w działalności), to z pewnością "Afterglow" pozwoli im zejść ze sceny z twarzą. Być może za jakiś czas, gdy Bonamassa nagra kilka następnych solowych albumów, na których będzie zachwycał swoimi umiejętnościami, a Hughes zrealizuje szereg planowanych projektów (być może realizujących jego drugie: soulowo-funkowe oblicze), panowie skrzykną się ponownie i wysmażą czwarty album na poziomie "Black Country", "2" i "Afterglow"? Byłbym jak najbardziej za!

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (5)
dodajdo

Komentarze

ytseman23

15:38, 20-02-2014 | zgłoś

Jak dla mnie 6/10 - po prostu dobra płyta. Płyta mniej zróżnicowana i spokojniejsza. Mało jest tu wycieczek w stronę bluesa, mniej orkiestracji, mniej aranżacyjnych smaczków. Album nie jest tak wypełniony konkretnym, rockowym zadziorem i energią. Sporo za to mamy balladowych zwolnień, często z gitarą akustyczną w roli głównej. Wokal nie brzmi tak mocno i nie ma tylu wydarć co wcześniej (...) Cała mini-recenzja, a także pozostałe płyty BCC (i nie tylko) są opisane na moim blogu http://ytseman.blogspot.com/2013/11/tresciwa-seria-po-black-country.html

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
29.10.2012

Wydawca:
J&R Adventures, Mascot

Lista utworów:

Big Train - 4:17
This Is Your Time - 4:32
Midnight Sun - 5:17
Confessor - 5:08
Cry Freedom - 5:09
Afterglow - 6:06
Dandelion - 4:02
The Circle - 7:01
Common Man - 5:26
The Giver - 5:23
Crawl - 5:30

Informacje o wykonawcy

Black Country Communion

Inne recenzje płyt wykonawcy

Black Country Communion - BCCIV
Black Country Communion „BCCIV &rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Kamil Pietrzyk
Black Country Communion - 2
Black Country Communion „2&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Kamil Pietrzyk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.