Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Steel Vengeance „Call Off The Dogs”

22 Listopada 2012

Płyta "Call of the Dogs" Steel Vengeance, wznowiona niedawno przez Metal Mind, to nic innego jak bardzo udany debiutancki album pochodzącej z U.S.A. formacji heavy metalowej. Słuchając kawałków z płyty można dać zwieść się przekonaniu, że kapela miała swoją kanciapę gdzieś w zasnutych londyńską mgłą piwnicach, bo w stanie Michigan ówcześnie grano chyba trochę inaczej. Muzyka zespołu nie ma w sobie nic z typowo amerykańskich wzorców - nie czuć tu tej przestrzeni i bardziej hardrockowego, melodyjnego podejście do tematu, jest za to bardziej "duszno" i brudno. Gdyby puścić płytę komuś, kto nie miał jeszcze okazji zapoznać się z twórczością "Stalowej zemsty", bez trudu zawołałby: "New Wave of British Heavy Metal!".

Kto lubi wczesne Saxon, Iron Maiden, czy chociażby pierwszą płytę Kata, nie będzie rozczarowany. Jest tu bardzo typowe dla tamtych bandów granie, z wysokim wokalem Scotta Carlsona, nadającymi szybkie tępo bębnami Andy'ego Andersona i basem Steve Cavaliera, oraz z prostymi, galopującymi gitarowymi riffami spółki Bob Lindstrom i Michael Wickstrom. Zwykle wszystko brzmi bardzo konkretnie, do przodu i klasycznie, całkiem chwytliwie, ale w żadnym wypadku nie nazbyt słodko, a w dodatku z mile dźwięczącą solówką gitary. Kawałki takie jak "Night Turns To Day", czy "Midnight Machine" przynoszą bardzo konkretne heavy metalowe wzorce. I takie numery na krążku przeważają. Oprócz tego możemy tu znaleźć rzeczy ciut spokojniejsze, jak "Dreams Come True", czy przebojowy w refrenie "Victim of Love". Jest też zupełnie wzorcowa metalowa ballada - "Our Love Was Yesterday", z akustycznym graniem w zwrotce i mocniejszymi gitarami w refrenie.

Nie ma na albumie słabych momentów. Jeśli zespół niepotrzebnie gdzieś eksperymentuje studyjnymi pogłosami - jak w "Time To Live, Time To Die", to i tak rekompensuje to bardzo miłym dla metalowego ucha riffem. Małe wyróżnienie należy się natomiast za "Queen of the Night", także odbiegające nieco od standardów wyznaczonych na płycie, z basowym, pulsującym wstępem, oszczędnym, ale bardzo nośnym riffem gitary - pełnym przestrzeni i oddechu - oraz świetną solówką pod koniec.

Zespół nagrał jeszcze dwie płyty i nie zawojował muzycznych salonów. Nie trudno zgadnąć dlaczego. W dekadzie, która przyniosła metalowej scenie najbardziej energetyczny rozwój, granie takie jak na "Call of the Dogs" nie było niczym odkrywczym. Pewnie jeszcze parę lat wcześniej Amerykanie wkroczyliby do pierwszej ligi młócenia. Ale przecież około 1985 z jednej strony coraz większą popularność zdobywały bardziej melodyjne zespoły pokroju Twisted Sister, Poison, czy Motley Crue, z drugiej strony thrash metalowa bestia zaczęła zionąć coraz gorętszym ogniem. Rok później światu miały się objawić takie albumy jak "Reign In Blood" Slayera, czy "Master of Puppets" Metallicy. "Call of the Dogs" nie mogła zatem zawojować świata.

Ale czasy są dzisiaj inne, a tęsknota za oldschoolowym graniem ściska niejedno serce, to przeżywające kryzys wieku średniego, i to całkiem młode. Zatem nie ma się co zastanawiać. Fani klasycznego heavy metalowego grania powinni niezwłocznie uzupełnić swą dyskografię.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
8.10.2012

Wydawca:
Metal Mind Records

Lista utworów:

Night Turns To Day
Dreams Come True
Time To Live, Time To Die
Devil's Lair
3 O'clock In The Morning
Victim Of Love
Midnight Machine
Queen Of The Night
Will Not Be Defeated
Our Love Was Yesterday

Bonus:
Never Lettin Go
Devil's Lair / 3 O'Clock in the Morning (Live) VIDEO

Informacje o wykonawcy

Steel Vengeance
Amerykańska heavy-metalowa grupa, założona na początku lat 80' przez gitarzystę Michaela Wickstroma.

Inne recenzje płyt wykonawcy

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.