Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Green Day „Uno!”

4 Grudnia 2012

Po dwóch świetnie przyjętych przez fanów i krytykę płytach, po rozlicznych nagrodach, wyróżnieniach, występach na tych i innych galach et cetera, et cetera (inna sprawa, czy całkowicie to wszystko zasłużone), Green Day musiał wymyślić coś nowego, a jednocześnie nie nazbyt radykalnego, by zachować wielomilionowe rzesze fanów. Gdy trudno iść już o krok dalej, nie tracąc swej muzycznej tożsamości, należy zrobić programowy "krok w tył", rozejrzeć się trochę, powrócić do korzeni. Taka chyba idea przyświecała trylogii wydawanych w odstępie paru miesięcy płyt.

Czytając zapowiedzi samych muzyków miało być bardziej pierwotnie, garażowo, korzennie, blisko tego, co zespół robił dużo wcześniej, chociażby na znakomitej płycie "Dookie" (mym skromnym zdaniem najlepszej w dyskografii zespołu - trylogia tego nie zmieni, chyba że ostatnia jej część, dajmy Amerykanom szansę). Do końca się to udać nie mogło, bo przecież panowie zbliżają się już do wieku średniego, za wiele wydawnictw i milionów dolarów stoi za nimi, by pozwolić sobie na niekontrolowane punkowe uderzenie w naprawdę starym, nieco gówniarskim stylu. Ale faktycznie na pierwszej z płyt muzycznej trylogii, zatytułowanej po prostu "Uno!" jest całkiem miłe dla ucha granie, aranżacyjnie oszczędniejsze, bez fajerwerków, dość mocne, ale i melodyjne.

Singlowe kawałki nie do końca odzwierciedlają to, co na albumie Green Day znajdziemy. Chociaż po wielokrotnym odsłuchaniu disco pop punkowe "Kill The DJ" i chwytliwe "Oh Love" (to drugie z początku kameralne, potem stworzone do chóralnego śpiewu) nabierają uroku, to jednak nie są reprezentacyjną wizytówką. Owszem, to dowód na różnorodność tego materiału, ale z muzycznym eklektyzmem The Clash - umiejętnością sięgania po naprawdę dalekie z pozoru style i łączenie ich w zgrabną całość - nie mamy tu raczej do czynienia. Chociaż akurat sam początek otwierającego płytę "Nuclear Family" kojarzy się nieodparcie z "I'm So Bored With The U.S.A."

A takich kawałków jest więcej, czyli udanych oczywiście. "Carpe Diem", bardzo hiciarskie, z wpadającym w ucho refrenem. "Lets Yourself Go", z lekka niedbałe, motoryczne, z kalifornijskimi zaśpiewami i krzyczącym Armstrongiem w finale. "Angel Blue", czyli znowu coś w stylu pierwszych dwóch płyt The Clash. Zmuszający do podrygów "Troublemaker", do tego "Loss Of Control", w starym kanonie melodyjnego punkowego grania. Jakby komuś było mało dostanie jeszcze chociażby rock'n'rollowy, jak ze starej szafy grającej "Fell For You", lub słodką balladę (niemal dosłownie - "Sweet 16"), którą mogliby włączyć do swojego repertuaru starsi panowie z Beach Boys, gdyby tylko chcieli wrócić na scenę (to nie zarzut!).

Sporo fajnych kawałków, bez wpadek, ale i bez zachwytów. Na pewno nie ma się wrażenia, że panowie robią coś wbrew sobie, albo że już pora na powiedzenie sobie dość. Jest za to młodzieńczo, ale nie pretensjonalnie. W sumie udana płyta, ale jak znowu zaczną dostawać statuetki Grammy i inne cuda, to będzie się trzeba zapytać - za co?

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (3)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.9.2012

Wydawca:
Warner Music Poland

Lista utworów:

Nuclear Family - 3:03
Stay the Night - 4:36
Carpe Diem - 3:25
Let Yourself Go - 2:57
Kill the DJ - 3:41
Fell for You - 3:08
Loss of Control - 3:07
Troublemaker - 2:45
Angel Blue - 2:46
Sweet 16 - 3:03
Rusty James - 4:09
Oh Love - 5:03

Informacje o wykonawcy

Green Day

Inne recenzje płyt wykonawcy

Green Day - Revolution Radio
Green Day „Revolution Radio&rdquo
Ocena: 22222 (2)
Autor: Rafał Chmura
Green Day - Dos!
Green Day „Dos!&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Paweł Lach
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.