Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Paramore „Paramore”

14 Kwietnia 2013

Cztery lata fani czekali na nowy album Paramore. Po bardzo dobrze przyjętym przez publiczność "Brand New Eyes" i po odejściu z zespołu braci Ferro, z których jeden był współautorem większości numerów grupy, można powiedzieć, że nastał dla zespołu czas próby. Jej efektem jest siedemnastoutworowa kobyłka zatytułowana po prostu "Paramore". Nowy start dla tria z Tennessee nie przynosi rewolucji w muzyce światowej, ale przynosi zmiany w graniu samego zespołu. Nietypową decyzją jest wydawać w obecnych czasach ponad godzinną płytę, bo jest możliwość, że słuchacz nie przebrnie przez taki ogrom materiału. Po troszę tak jest z nowym wydawnictwem Paramore, bo 17 kawałków to nie tylko spora dawka muzyki, ale i poligon doświadczalny, na którym można upchać wiele eksperymentów. Nie wszystko jednak da się wychwycić za pierwszym razem, gdyż w pewnym momencie jedyne co odczuwamy to delikatna monotonia.

Początek albumu ("Fast In My Car", "Grow Up") to klimaty No Doubt i Gwen Stefani, bo oprócz rockowego sznytu mamy wpadające w ucho melodie i niezłą, wygładzoną produkcję. Z kolei "Now" ze swoim gitarowym riffem przywodzi na myśl nagrania Yeah Yeah Yeahs. Odważnym krokiem było pójście w stronę gospel w "Ain't It Fun". Mogło wyjść bardzo tanio, ale ryzyko sie opłaciło, bo użycie chóru spowodowało, że kawałek brzmi świeżo i pewnie będzie wpisywany w portfolio kapeli jako jeden z ciekawszych. Jest też miejsce na przebój, nazwałbym go, "wakacyjny". "Still Into You" to granie bardzo mocno melodyjne, wpisujące się w kanon nienachalnych pop-punkowych hitów, pomimo lekkiej kiczowatości.

Ciekawostką są także trzy miniaturowe interludy, które zagrane zostały na ukulele. Nie spodziewałbym się takich przerywników po Paramore, ale plus za to, choć przy takim natłoku utworów niespecjalnie dają odetchnąć. Nie byłoby Paramore gdyby nie stadionowe, chóralne refreny. Nie obeszło się i bez takich kawałków, bo mamy szybki, mocny "Anklebiters" oraz bardziej balladowy, podniosły "Daydreaming". Na poprzednich płytach zespół wyrobił się zresztą w zgrabnych balladach i tego kursu trzyma się również na czwartym albumie. W "Hate To See Your Hear Breake" dają popis umiejętności pisania bardzo delikatnych, dziewczęcych wręcz kawałków, które niejedną fankę chwycą za serce. Podobnie w "Last Hope", z tą różnicą, że tutaj mamy już więcej gitarowego jazgotu. Kończący płytę "Future" zaskakuje surowością oraz ewidentnym post-rockowym zakończeniem - zgrzytliwym, głośnym, zupełnie różnym od tego co do tej pory serwowała nam kapela.

Trudno jednoznacznie ocenić krążek "Paramore". To kawał naprawdę fajnego materiału, może trochę przydługiego, ale zdecydowanie warto go posłuchać. Jednak nie wolno nastawiać się na jakieś wyżyny intelektualne w tekstach czy na rozbudowane, wielowątkowe kompozycje. Zespół ewoluuje i chwała mu za to, nie idzie na łatwiznę, nie zgrywa po raz kolejny swoich patentów kropka w kropkę. Jednak to wciąż tylko granie w stylu pop-punk, bez silenia się na coś ponadczasowego. Fani zespołu będą zadowoleni, zatwardziali słuchacze rocka nie tkną palcem, bo to Paramore, pozostałym polecam, ponieważ to łatwa, lekka i przyjemna płyta - idealna na wiosnę.

Norbert Oset

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (2)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
5.4.2013

Wydawca:
Fueled by Ramen/ Warner Music Poland

Lista utworów:

1. Fast in My Car
2. Now
3. Grow Up
4. Daydreaming
5. Interlude: Moving On
6. Ain't It Fun
7. Part II
8. Last Hope
9. Still into You
10. Anklebiters
11. Interlude: Holiday
12. Proof
13. Hate to See Your Heart Break
14. (One of Those) Crazy Girls
15. Interlude: I'm Not Angry Anymore
16. Be Alone
17. Future

Informacje o wykonawcy

Paramore

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.