Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Black Star Riders „All Hell Breaks Loose”

27 Maja 2013

Thin Lizzy umarło śmiercią naturalną, ale pozostawiło po sobie zdolne dzieci, które kontynuują wspaniałą tradycję. Black Star Riders, nowe wcielenie ostatniego składu Thin Lizzy, nie zawiodło. Dziś, 27 maja premierę ma ich debiut - "All Hell Breaks Loose".

Ta płyta to swoista reinkarnacja Thin Lizzy. I to w dobrym znaczeniu tej metafory. Przypadek jest osobliwy, bo często zmiana szyldu powoduje tylko pozorne zmiany i najczęściej sprowadza się do grania tego, co przedtem, tylko w odmienionym opakowaniu. Tym razem muzycy słusznie uznali, że dalszy rejs galerą pod banderą "Thin Lizzy" nie ma sensu - bo ta nie dość, że nadgryziona zębem czasu, to jeszcze z każdą kolejną zmianą składu mająca coraz mniej wspólnego z pierwowzorem.

Zrobili więc tak - odłożyli klawisze w kąt, zmienili perkusistę i powrócili do repertuaru, który ich inspirował, czyli... Thin Lizzy. Brzmi pokrętnie, ale liderem BSR jest Ricky Warwick, który wprawdzie był członkiem Lizzy, ale tylko przez 3 ostatnie lata. Teraz nie ukrywa, że wraz z resztą zespołu świadomie odciął się od legendarnego bandu, ale nie ma zamiaru tworzyć czegoś zupełnie odmiennego. Wyszło świetnie, bo Black Star Riders nie są obciążeni legendą Irlandczyków, ale mają bardzo podobne brzmienie, a do tego dokładają świeżość i moc. Bez klawiszowca Darrena Whartona i perkusisty Briana Downeya, pamiętających jeszcze czasy Thin Lizzy z Philem Lynott'em, ale za to z nowym bębniarzem, Jimmym De Grasso - tak zmienił się skład irlandzkiego zespołu na rzecz nowego tworu. Właśnie DeGrasso wydaje się być w tych przetasowaniach postacią kluczową - bo nie tylko godnie zastąpił Downeya, ale także wniósł w poczynania Black Star Riders energię, bez której trudno byłoby o efekt nowej, odświeżonej formuły. DeGrasso (ex Megadeth i Alice Cooper) doskonale rozumie się z Marco Mendozą (w przeszłości m.in. z Thin Lizzy i Whitsnake), tworząc świetną sekcję rytmiczną.

Nowe kompozycje powstawały podczas pożegnalnej trasy Lizzy - gdzieś w hotelowym zaciszu, na zapleczach klubów i w autokarze. Panowie swoim tempem, bez pośpiechu, zebrali materiał, po czym w styczniu wkroczyli do studia w Kalifornii i w dwa tygodnie zarejestrowali cały album. Wydatnie wspomógł ich Kevin Shirley - producent m.in. Iron Maiden. Powstała płyta spójna, nawiązująca do przeszłości muzyków, ale w sposób nienachalny, balansujący między klasyką hard rocka, a folkiem, bluesem czy rockiem celtyckim. Zabrzmi to niewiarygodnie, ale na płycie znajduje się kilka utworów ("Bound of Glory", Hey Judas"), które z powodzeniem można by umieścić na playlistach cokolwiek wymagających stacji radiowych. Kto wie, może się uda... Warto zwrócić uwagę na "Blues ain't so Bad", "Valley of Stones" czy "Before the war" - to naprawdę godni spadkobiercy Thin Lizzy z epoki Lynotta. Po prostu kawał dobrego, energetycznego hard rocka - tworzonego z pasją, na wysokim poziomie, przez doświadczonych i utalentowanych muzyków. Rzecz godna polecenia.

Maciej Madey

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
27.5.2013

Wydawca:
Nuclear Blast/Warner Music

Lista utworów:

1. All Hell Breaks Loose
2. Bound for Glory
3. Kingdom of the Lost
4. Bloodshot
5. Kissin' the Ground
6. Hey Judas
7. Hoodoo Voodoo
8. Valley of the Stones
9. Someday Salvation
10. Before the War
11. Blues Ain't So Bad

Informacje o wykonawcy

Black Star Riders

Inne recenzje płyt wykonawcy

Black Star Riders - Heavy Fire
Black Star Riders „Heavy Fire&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Arkadiusz Dziuk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.